czwartek, 19 lutego, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

13,7% w powiecie kamieńskim. Alarm na rynku pracy – i świnoujska szansa dla całego regionu

Styczniowy barometr pracy jest bezlitosny. W przeciwieństwie do wyborczych deklaracji, sezonowych złudzeń i chwilowych „ożywień” w ofertach zatrudnienia, liczby pokazują stan faktyczny: gdzie na Pomorzu Zachodnim rynek pracy trzyma się stabilnie, a gdzie zaczyna się kruszyć.

Powiat Kamieński, z bezrobociem na poziomie 13,7%, ma dziś problem – to wybrzmiewa dziś jak czerwone światło alarmowe. To wynik zdecydowanie powyżej średniej wojewódzkiej, sygnał ostrzegawczy dla samorządów i instytucji rynku pracy, ale przede wszystkim twardy komunikat dla mieszkańców: sytuacja jest trudna. To obszar, który bywa zmienny: latem praca pojawia się szybciej: gastronomia, hotelarstwo, usługi, drobny handel, prace sezonowe. Zimą wszystko zwalnia, a bezrobocie rośnie. Ten mechanizm powtarza się od lat i jest jednym z powodów, dla których regiony nadmorskie często wyglądają w statystykach gorzej, niż wynikałoby to z turystycznego „obrazu sukcesu”. Ten brak stabilności zaczyna jednak coraz bardziej ciążyć. 13,7% to już poziom, którego nie da się wytłumaczyć wyłącznie sezonowością. To wynik pokazujący, że w powiecie brakuje stabilnych, całorocznych miejsc pracy, a struktura zatrudnienia jest zbyt wąska, by wchłonąć wszystkich, którzy chcą pracować i zarabiać przez cały rok – nie tylko od majówki do końca sierpnia.

– Rynek pracy na Pomorzu Zachodnim nie stoi w miejscu. On się po prostu przebudowuje — i to jest dobra wiadomość, bo przebudowa oznacza nowe miejsca, nowe kompetencje i nową szansę dla ludzi, którzy jeszcze niedawno byli poza systemem stabilności zatrudnienia – komentuje Maciej Patynowski, Mieszkamy w regionie, który wchodzi w nowy etap, bardziej techniczny, bardziej nowoczesny, bardziej stabilny.  Wysokie bezrobocie w powiatach to alarm, ale też sygnał: mamy ludzi, którzy chcą pracować. A jeśli mamy ludzi i mamy inwestycje, to możemy to połączyć. I to jest moment, w którym da się odwrócić trend. To, co dzieje się w Świnoujściu, może być największym impulsem zawodowym dla regionu od lat. Najpierw budowa – później nowoczesny port. A wraz z nim praca, która nie będzie się kończyła wraz z zakończeniem letniego sezonu turystycznego – tłumaczy.

Ta inwestycja może stać się gospodarczym game changerem

W krótkim terminie nie ma wielu czynników, które mogłyby wywołać natychmiastową poprawę na rynku pracy w powiecie kamieńskim. To nie jest rynek, w którym można „wcisnąć” tysiące etatów w kilka tygodni. Bezrobocie nie spada od deklaracji – spada od realnych inwestycji, od stabilnego popytu na pracę i od infrastruktury, która pozwala ludziom dojeżdżać do zatrudnienia. A z tym bywa różnie. Powiaty peryferyjne bardzo często przegrywają nie dlatego, że brakuje w nich osób chętnych do pracy, ale dlatego, że brakuje przemysłu, logistyki, większych pracodawców oraz dużych projektów, które są w stanie dać pracę zarówno osobom wysoko wykwalifikowanym, jak i tym, którzy chcą się przekwalifikować.

Ale jest też druga strona tej historii. W regionie pojawia się projekt, który może stać się gospodarczym game changerem. Mowa o budowie zielonego portu, Przylądku Pomerania w Świnoujściu – inwestycji, która już dziś jest opisywana jako jedna z najważniejszych i największych nad Bałtykiem. I choć na realne efekty trzeba będzie poczekać, mechanizm działania takiej inwestycji jest prosty i wyjątkowo ważny dla rynku pracy.

Najpierw pojawia się praca na budowie: tysiące roboczogodzin, firmy wykonawcze, podwykonawcy, transport, zaplecze logistyczne, dostawcy, ochrona, obsługa administracyjna. Potem, gdy port zaczyna działać, otwiera się drugi etap – stałe miejsca pracy w nowoczesnej infrastrukturze portowej, w firmach operujących wokół portu i w całym ekosystemie usług, które do takiego projektu przyklejają się naturalnie. To nie jest inwestycja „pod sezon”. To inwestycja, która będzie funkcjonowała całorocznie, bez względu na warunki atmosferyczne. I to jest klucz dla takich miejsc jak powiat kamieński: duża inwestycja w regionie nie musi „leżeć” w granicach powiatu, aby dawać mu pracę. W praktyce rynek zatrudnienia nie kończy się na granicy administracyjnej. Kończy się tam, gdzie kończy się realny dojazd.

Jeśli więc ruszy budowa, a potem operacyjna część portu, to z perspektywy Kamienia Pomorskiego, Dziwnowa, Wolina czy Międzyzdrojów otwiera się realna szansa na przesunięcie części mieszkańców z sezonowej gospodarki do stabilnych branż pracujących cały rok.

– W regionie rośnie znaczenie logistyki, automatyki, transportu, IT, energetyki. I co ważne: to są branże, w których można zacząć od podstaw i dojść bardzo wysoko – ocenia Robert Nalewaj, HR Manager, ekspert rynku pracy. – Warto tu nadmienić, że rynek pracy nie kończy się na mapie administracyjnej. Kończy się tam, gdzie da się dojechać. Jeśli inwestycja rusza w Świnoujściu, szansę mają też Kamień Pomorski, Wolin czy Międzyzdroje. Najlepsze, co można dziś zrobić, to przygotować ludzi do tego, co nadchodzi. Nie czekać, aż inwestycja ruszy, tylko uczyć kompetencji wcześniej – wyjaśnia.

Co to oznacza dla mieszkańców: będzie można się przebranżowić

Największa siła takich inwestycji polega na tym, że nie tworzą tylko wąskiej grupy etatów dla wyspecjalizowanych inżynierów. Nowoczesne porty to dziś dużo więcej niż „dźwigi i kontenery”. To ogromny mechanizm, w którym pracują setki zawodów i specjalizacji.

Dlatego właśnie przebranżowienie staje się realnym scenariuszem dla mieszkańców powiatów z wysokim bezrobociem. Jeśli powstanie Przylądek Pomerania, pojawią się też angaże w logistyce i spedycji (planowanie transportu, dokumentacja, obsługa łańcuchów dostaw), automatyce i mechatronice (systemy sterowania, utrzymanie ruchu, modernizacje), transporcie (kierowcy, operatorzy, obsługa terminali), elektrotechnice i energetyce (obsługa infrastruktury, instalacje, serwis), IT i systemach zarządzania (monitoring, bezpieczeństwo, systemy portowe, analityka), administracji i usługach (kadry, finanse, BHP, szkolenia), zawodach technicznych (operatorzy maszyn, serwisanci, mechanicy), czy w ochronie i bezpieczeństwie (procedury, kontrola dostępu, zarządzanie ruchem).

To ważne, bo pokazuje coś, co w powiecie kamieńskim jest kluczowe: żeby wyjść z wysokiego bezrobocia, nie wystarczy „czekać na sezon”.

– Rynek pracy nie lubi próżni. Kto nie zdąży, ten będzie patrzył z boku – ocenia Robert Nalewaj. – Duże projekty przyciągają pracowników. Ale równie mocno przyciągają konkurencję. Jeśli Zachodniopomorskie chce, aby z nowych inwestycji korzystali przede wszystkim mieszkańcy regionu, musi uruchomić mechanizmy, które to umożliwią: szkolenia, kursy, przekwalifikowania, praktyki, wsparcie dla osób 40+ i programy wejścia do zawodów technicznych – dodaje.

To nie jest zadanie dla jednej instytucji. To układanka: samorządy, szkoły branżowe, firmy, urzędy pracy, operatorzy inwestycji. Bez współpracy, rynek zrobi to, co robi zawsze – weźmie ludzi tam, gdzie są gotowi. A jeśli lokalni nie będą gotowi, przyjadą inni. Dlatego szkoły w powiecie Kamieńskim czy Świnoujściu już dziś powinny przygotować swoją ofertę edukacyjną dla tej inwestycji.

– Oferta edukacyjna dla młodzieży to podstawa, ale trzeba też patrzeć na rynek pracy przez pracowników dorosłych, którzy będą chcieli zmienić swoje kwalifikacje. Wielu pracodawców, podejrzewam, że operatorzy terenów portowych też pójdą tą drogą, prowadzi szkolenia i przyucza do zawodu – komentuje Robert Nalewaj.

„Firmy konkurują o pracownika” – i to też ma znaczenie

W Zachodniopomorskiem sytuacja jest o tyle specyficzna, że region żyje w cieniu niemieckiego rynku pracy. Dla wielu mieszkańców, szczególnie tych z zachodniej części województwa, praca po drugiej stronie granicy bywa naturalnym wyborem, bo różnice płacowe i socjalne są realne.

To powoduje, że nawet gdy bezrobocie rośnie, pracodawcy wciąż mają problem z pozyskaniem ludzi – szczególnie w zawodach technicznych i operacyjnych. Rynek jest więc pełen paradoksów: z jednej strony wysokie bezrobocie w niektórych powiatach, z drugiej deficyty kadrowe w konkretnych branżach.

Maciej Patynowski zwraca uwagę na ten mechanizm wprost: „Firmy w Niemczech z firmami na Pomorzu Zachodnim konkurują ze sobą o pracownika”. To zdanie jest kluczowe dla zrozumienia sytuacji regionu. Oznacza, że nawet najlepsza inwestycja w Świnoujściu nie rozwiąże problemu automatycznie, jeśli nie będzie miała zapewnionych kadr. A kadr nie będzie, jeśli praca w regionie nie stanie się dla ludzi realnie opłacalna i rozwojowa.

Jednocześnie Patynowski podkreśla sens działań, które skracają dystans między pracodawcami a kandydatami i tworzą realne ścieżki zatrudnienia – szczególnie wtedy, gdy rynek pracy się zmienia i wiele osób musi się przestawić na nowe zawody.

– Przylądek Pomerania może całkowicie odmienić trendy na rynku pracy, jeśli będzie można pracować na atrakcyjnych zasadach w Polsce, to nikt nie będzie chciał jeździć na saksy – komentuje ekspert.

Dziś 13,7% w powiecie kamieńskim to alarm. I to alarm poważny, bo oznacza strukturalny problem rynku pracy, a nie jednorazowe wahnięcie. W najbliższych tygodniach trudno oczekiwać przełomu – sezon turystyczny dopiero przed nami, a gospodarka nie zmienia się z dnia na dzień. Ale równolegle pojawia się szansa, jakiej region dawno nie miał. Największa inwestycja nad Bałtykiem może przynieść pracę, możliwość przebranżowienia i impuls, który zacznie wysysać bezrobocie z powiatów o słabszej kondycji. Najpierw przez budowę, potem przez stałe etaty w porcie i branżach dookoła niego.

Najważniejsze jest jedno: na Pomorzu Zachodnim da się budować przyszłość. Trzeba tylko wejść w zawody, które będą potrzebne jutro. A jutrem dla północno-zachodniej części województwa, przyszłością jest branża portowa – zapowiada Maciej Patynowski.

 

Popularne Artykuły