środa, 13 maja, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Absurdalny samobój i król wieczoru. Dwa obrazy meczu Pogoni z Koroną

Ten mecz miał dwa zupełnie różne oblicza. Najpierw absurdalny błąd bramkarza Portowców, który sam skierował piłkę do własnej bramki – to najprawdopodobniej najbardziej koszmarny kiks obecnego sezonu w całej Ekstraklasie. Potem bohater wieczoru – Jose Pozo – który dwoma trafieniami odwrócił losy spotkania i zapewnił Pogoni Szczecin zwycięstwo 2:1 z Koroną Kielce.

Poniedziałkowe spotkanie w Szczecinie było ostatnim akcentem 25. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Zanim jednak piłkarze rozpoczęli rywalizację, stadion Pogoni na chwilę ucichł. Kibice i zawodnicy uczcili pamięć Mariana Kielca – legendarnego napastnika klubu i dawnego króla strzelców najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Dopiero po tym symbolicznym momencie piłka ruszyła w grę.

Pierwsza część spotkania nie zachwycała tempem. Obie drużyny długo badały się w środku pola, a akcje ofensywne były raczej pojedynczymi zrywami niż konsekwentnym naporem. Pogoń próbowała rozruszać grę skrzydłami, natomiast Korona odpowiadała sporadycznymi kontrami. Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bez goli.

Wtedy wydarzyło się coś, czego nie przewidział chyba nikt.

W 24. minucie padła jedna z najbardziej kuriozalnych bramek tego sezonu. Dośrodkowanie w pole karne Pogoni – nawet naciągając obraz sytuacji, nie da się powiedzieć, że to dośrodkowanie było groźnie. Kiepskie dośrodkowanie poszybowało wysoko w powietrze. Valentin Cojocaru spokojnie czekał, aż piłka do niego doleci i… nie wiadomo, co chciał z nią zrobić. Złapać? Piąstkować? Jedno jest pewne – wpakował ja do swojej bramki w sytuacji, z jaką poradziłby sobie junior. Po absurdalnym samobóju Korona objęła prowadzenie, a stadion zamarł.

Pogoń długo szukała odpowiedzi

Stracona bramka nie obudziła od razu gospodarzy. Pogoń próbowała atakować, ale w polu karnym Kielczan brakowało dokładności i zimnej krwi. Przyjezdni natomiast mogli nawet podwyższyć wynik. W kilku momentach defensywa Pogoni musiała ratować się desperackimi interwencjami.

Przełom nastąpił w 68. minucie. Jose Pozo dopadł do piłki na skraju pola karnego i uderzył bez wahania. Strzał był precyzyjny i mocny – bramkarz Korony nie miał szans na skuteczną interwencję. Gol wyrównujący całkowicie odmienił dynamikę spotkania.

Portowcy zaczęli grać bardziej kreatywnie, ale brakowało szczęścia. Końcówka meczu była już zdecydowanie bardziej widowiskowa. Pogoń naciskała, a Korona próbowała przetrwać napór gospodarzy.

Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, w doliczonym czasie gry piłka ponownie trafiła pod nogi Jose Pozo. W zamieszaniu w polu karnym Hiszpan zachował najwięcej spokoju i potężnym strzałem zapewnił Pogoni zwycięstwo.

Stadion eksplodował z radości – bo Pogoń wygrała 2:1.

Popularne Artykuły