W Pogoni Szczecin miało być inaczej. Miało być profesjonalnie, ambitnie, z nową energią i świeżym podejściem właścicieli, którzy od pierwszego dnia opowiadali o „najlepszych kibicach w Polsce” i wyjątkowej więzi z trybunami. Tymczasem rzeczywistość znów okazała się zwykła, przyziemna, a momentami wręcz toksyczna. Bo kibicowaniem trudno nazwać to, co wydarzyło się po meczu z Radomiakiem, który tylko dolał oliwy do ognia trwającego od miesięcy kryzysu. Policja może ścigać kibica za groźby, ale do dziś władze klubu nie stanęły po stronie zawodników i nie złożyły stosownego zawiadomienia. To nic innego jak wspieranie stadionowej patologii. I jej twarzą są nie tylko kibice, ale i Alex Haditaghi.
Pogoń z Radomiakiem prowadziła pewnie 2:0, by ostatecznie zremisować 2:2 – i to już samo w sobie wywołało frustrację. Ale tym razem to nie wynik przyciągnął ogólnopolską uwagę, lecz zachowanie grupy fanów, którzy po końcowym gwizdku „zaprosili” piłkarzy do płotu. Nagranie, opublikowane przez pogonsportnet.pl, obiega internet. Widać na nim agresję, słychać groźby i wulgaryzmy – w tym słowa kierowane w stronę Kamila Grosickiego:
– Jeszcze raz dowiemy się, że któryś z was był na baletach i obracał nasze dziewczyny, to wjeżdżamy na trening i was wszystkich roz…dalamy. Nieważne, czy biały, czy czarny. Jesteście jedną drużyną i wszyscy dostajecie w…dol.
To już nie jest „mocny doping”. To nie jest „emocjonalna reakcja”. To czysta, niczym nieuzasadniona przemoc słowna – i potencjalna zapowiedź realnej przemocy. Jak wyjaśnia st. sierż. Nikola Podzińska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie, funkcjonariusze prowadzą postępowanie w sprawie wulgaryzmów.
– W Komisariacie Policji Szczecin–Pogodno prowadzone są czynności w sprawie używania słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym.
A co z groźbami karalnymi wobec piłkarzy?
– Groźby karalne są przestępstwem ściganym na wniosek pokrzywdzonego. Do tej pory nikt z osób wobec, których miały być kierowane, ani nikt z zarządu klubu nie zgłosił wniosku o ściganie.
I tu pojawia się obraz zmian, które zapowiadano, a których nie ma. W niedzielę, dzień po całym zdarzeniu, głos zabrał właściciel Pogoni, Alex Haditaghi. W długim wpisie podziękował kibicom za pasję, pochwalił ich energię, a incydent uznał za efekt „chwili frustracji”. Według Haditaghi’ego liderzy środowiska kibicowskiego wyrazili skruchę, obiecali publiczne oświadczenie i… na tym sprawa została zamknięta.
Tu pojawia się zasadniczy problem. Nie na jednym wybuchu agresji. Problem polega na tym, że Haditaghi udaje, iż nic się nie stało. A stało się dużo. Tyle że nie w warstwie sportowej, lecz społecznej i wizerunkowej. „Gniazdowy” stał się symbolem toksycznej atmosfery na trybunie. Dyskusje w mediach społecznościowych są jednoznaczne: Pogoń traci normalnych sympatyków, a stadion zamiast święta bywa areną frustracji i agresji. Z Pogoni i jej kibiców śmieje się już cała Polska.
Haditaghi nie reaguje na sedno. Chwali „najlepszych kibiców”, przyjmuje każde tłumaczenie, a stadionowy margines traktuje jak partnera i równorzędną stronę. To prosta droga do utraty szacunku – nie tylko wśród zawodników, ale przede wszystkim wśród tych, którzy przez lata budowali pozytywną atmosferę wokół klubu. Klub, który miał wejść na wyższy poziom, dziś tkwi w rozdarciu: między deklarowaną profesjonalizacją a mentalnością podwórka. A właściciel zamiast przeciąć pępowinę łączącą klub z boiskową subkulturą, wybiera najprostsze rozwiązanie – zamiecenie pod dywan.
Pogoń straciła punkty. Teraz zaczyna tracić coś znacznie cenniejszego – zaufanie i szacunek normalnych kibiców.
Haditaghi może powtarzać, że „uważa sprawę za zamkniętą”. Problem w tym, że dla tysięcy ludzi wokół Pogoni – ta sprawa się dopiero otwiera.





