W Będargowie narasta poważny konflikt wokół sołtys wsi, Małgorzaty Rychel. Mieszkańcy złożyli w gminie wniosek o jej odwołanie, wskazując na utratę zaufania do osoby, która – jak podkreślają – powinna reprezentować interesy całej społeczności.
Sprawa ma jednak znacznie poważniejszy wymiar. Według relacji mieszkańców po złożeniu wniosku część osób, które podpisały się pod dokumentem, zaczęła otrzymywać telefony od męża sołtys, który – jak twierdzą – miał kierować wobec nich groźby.
Małgorzata Rychel jest jednocześnie radną gminy, która sama siebie określa jako radną niezależną. Mieszkańcy Będargowa mają jednak inne zdanie. W ich przekonaniu deklarowana niezależność nie znajduje potwierdzenia w działaniach, a sołtys-radna nie reprezentuje interesów mieszkańców wsi, w tym także swoich wyborców.
W tle pojawia się kolejny wątek, który budzi jeszcze większe pytania. Mąż sołtys pełni bowiem funkcję inspektora ochrony danych osobowych w wielu jednostkach gminnych.
To rodzi fundamentalną kwestię: w jaki sposób wszedł w posiadanie danych osób, które podpisały się pod wnioskiem o odwołanie jego żony?
Czy dokument z podpisami został mu przekazany nieoficjalnie? Czy miał do niego dostęp w ramach funkcji związanej z ochroną danych osobowych? Skąd ma numery telefonów do mieszkańców? Dla wielu mieszkańców to pytanie kluczowe, ponieważ – jak twierdzą – po złożeniu wniosku zaczęły się telefony.
– Są na to dowody, chociażby bilingi – mówią mieszkańcy. – Wydzwania i grozi. Sugeruje, że zadzwoni do naszych przełożonych w pracy i „zrobi z tym porządek”.
Jeśli te relacje się potwierdzą, sprawa może mieć bardzo poważne konsekwencje. W grę wchodzą bowiem nie tylko kwestie etyczne, ale także potencjalne naruszenie zasad ochrony danych osobowych i wywieranie presji na mieszkańców korzystających ze swojego prawa do obywatelskiej inicjatywy.
Z pytaniami w tej sprawie zwróciliśmy się bezpośrednio do inspektora ochrony danych osobowych i męża sołtys Będargowa. Zapytaliśmy go, czy kontaktował się z mieszkańcami oraz w jaki sposób i w jakim celu prowadził rozmowy.
Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Sołtys i oświadczenie na tablicy ogłoszeń
Przypomnijmy: w Będargowie narasta konflikt wokół sołtys Małgorzaty Rychel. Grupa mieszkańców złożyła wniosek o jej odwołanie, twierdząc, że utraciła ich zaufanie i nie reprezentuje interesów lokalnej społeczności. Spór zaostrzył fakt, że Rychel jest jednocześnie radną gminy – formalnie niezależną, jednak część mieszkańców uważa, że w praktyce bliżej jej do stanowiska władz gminy niż do głosu mieszkańców. Napięcia zaczęły narastać szczególnie w kontekście planowanych zmian przestrzennych w okolicy.
Podczas ostatniego spotkania sołtys nie była obecna, jednak na tablicy ogłoszeń pojawiło się jej obszerne oświadczenie. Rychel zdecydowanie odrzuciła zarzuty zawarte we wniosku o odwołanie, określając je jako pomówienia i wskazując, że dokument – jej zdaniem – nie zawiera merytorycznych argumentów oraz nie jest podpisany przez konkretne osoby. W oświadczeniu pojawiła się także zapowiedź możliwych kroków prawnych wobec autora wniosku.
Najwięcej emocji wywołał jednak ton wypowiedzi i ocena części mieszkańców, którym sołtys zarzuciła manipulowanie społecznością oraz działanie we własnym interesie. W jednym z fragmentów stwierdziła, że są osoby, które „chcą, żeby Będargowo było zapyziałym skansenem”. Ostatecznie Rychel poinformowała, że wystąpiła do wójt gminy o zwołanie zebrania wyborczego, podczas którego zamierza zrezygnować z funkcji sołtysa, aby mieszkańcy mogli wybrać nowego przedstawiciela. Tymczasem część mieszkańców podkreśla, że spór o przyszłość miejscowości – zamiast podzielić społeczność – jeszcze bardziej ją zjednoczył.
– My nie jesteśmy grupą mieszkańców tylko mieszkańcami, jesteśmy my wszyscy, a przeciw nam jest Pani Sołtys i tylko w tym tkwi cały problem. Sołtys powinien być głosem mieszkańców! – komentuje jedna z internautek.
Pojawiają się też mocniejsze glosy:
– Może dodajmy najważniejszą rzecz, która nie wybrzmiała pod żadnym postem z oświadczeniem. Dlaczego Pani Sołtys w swoim oświadczeniu nie napisała, że pismo o jej odwołanie wraz z podpisami mieszkańców, zostało udostępnione/przekazane (nie znamy tych okoliczności) osobie bliskiej Pani Sołtys, a ta bliska osoba straszyła/informowała mieszkańców, że zwróci się do ich pracodawców, żeby zostali wyrzuceni z pracy.
Sprawa pokazuje, jak daleko może sięgać lokalny konflikt, gdy w grę wchodzą funkcje publiczne, relacje rodzinne i dostęp do wrażliwych informacji. A w takiej sytuacji pojawia się pytanie, które dziś w Będargowie zadaje sobie coraz więcej osób: czy mieszkańcy mogą bez obaw korzystać ze swoich praw obywatelskich?





