środa, 10 czerwca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Będargowo na krawędzi konfliktu. Politycy PiS wchodzą do gry, mieszkańcy chcą odwołania sołtys, a sołtys wydaje mocne oświadczenie

Będargowo od kilku dni żyje jednym tematem. Spór o zapisy przygotowywanego planu ogólnego oraz przyszłość okolicznych terenów przerodził się w otwarty konflikt między częścią mieszkańców a władzami gminy, a także sołtys Małgorzatą Rychel. W sprawę zaczynają włączać się również politycy.

Wczoraj z mieszkańcami Będargowa i okolic spotkali się poseł Artur Szałabawka oraz radny sejmiku województwa zachodniopomorskiego Rafał Niburski. Spotkanie było odpowiedzią na narastające protesty przeciwko planowanym zapisom planistycznym, które – zdaniem mieszkańców – mogą doprowadzić do powstania strefy gospodarczo-usługowej w pobliżu zabudowy mieszkalnej.

Politycy zapowiedzieli wsparcie dla protestujących.

– Nie widzę zasadności powstania strefy w tym miejscu. Będę wspierał protestujących, racja jest po ich stronie – komentuje po spotkaniu poseł Artur Szałabawka.

Deklaracja parlamentarzysty tylko potwierdziła, że lokalny spór przestaje być już wyłącznie wewnętrzną sprawą jednej miejscowości. Coraz częściej mówi się o nim w kontekście całej gminy oraz kierunku jej rozwoju.

Mieszkańcy chcą odwołania sołtys

Równolegle narasta konflikt wokół samego sołectwa. Grupa mieszkańców złożyła wniosek o odwołanie sołtys Małgorzaty Rychel. Jak tłumaczą inicjatorzy, stracili do niej zaufanie i uważają, że nie reprezentuje interesów mieszkańców Będargowa. Dodatkowym elementem sporu jest fakt, że Małgorzata Rychel jest jednocześnie radną gminy. Sama określa się jako radna niezależna, jednak część mieszkańców twierdzi, że w praktyce jej stanowisko jest bliższe władzom gminy niż społeczności lokalnej. To właśnie na tle planowanych zmian przestrzennych napięcia zaczęły narastać.

Wczoraj, podczas spotkania sołtysa nie było, na tablicy ogłoszeń w Będargowie pojawiło się natomiast obszerne oświadczenie Małgorzaty Rychel datowane na 2 marca. Dokument natychmiast stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów wśród mieszkańców.

Małgorzata Rychel stanowczo odrzuca w nim zarzuty zawarte we wniosku o jej odwołanie. Pisze wprost o pomówieniach i oszczerstwach oraz podkreśla, że wniosek – jej zdaniem – nie zawiera żadnych merytorycznych argumentów uzasadniających odwołanie. Sołtys zwraca również uwagę na kwestie formalne. Według niej dokument nie został podpisany przez konkretne osoby, a jedynie opatrzony określeniem „mieszkańcy Będargowa”.

W oświadczeniu pojawia się także zapowiedź możliwych kroków prawnych wobec autora wniosku.

Największe emocje wzbudził jednak ton dokumentu oraz zawarte w nim oceny części mieszkańców. Sołtys zarzuca osobom zaangażowanym w inicjatywę odwołania manipulowanie lokalną społecznością i działanie we własnym interesie. W jej ocenie spór o przyszłość miejscowości wynika m.in. z obaw o wartość działek czy prywatne przedsięwzięcia. W jednym z fragmentów oświadczenia pojawia się szczególnie mocne stwierdzenie. Małgorzata Rychel pisze, że są osoby, które:

– Chcą, żeby Będargowo było zapyziałym skansenem, bo to jest w ich interesie.

Ten fragment wywołał wśród mieszkańców szczególnie burzliwą reakcję.

Mimo ostrego tonu oświadczenie kończy się zaskakującą deklaracją. Sołtys informuje, że wystąpiła do wójt gminy o jak najszybsze zorganizowanie zebrania wyborczego. Podczas tego zebrania zamierza zrezygnować z funkcji sołtysa, aby – jak napisała – mieszkańcy mogli wybrać nową osobę „na miarę swoich potrzeb i oczekiwań”.

– Ten spór o przyszłość przestrzenną okolicy nie podzielił lokalnej społeczności, a wręcz ją umocnił – mówi nasz rozmówca. – Byliśmy zastraszani, mamy na to dowody. Jesteśmy jednomyślni, nie tylko mieszkańcy Będargowa, ale i okolicznych solectw.

Popularne Artykuły