Czy już wkrótce zza płotu będzie można podziwiać obracające się łopaty turbin wiatrowych? To pytanie zadaje sobie wielu mieszkańców po tym, jak Senat przyjął projekt ustawy, który otwiera drzwi do dynamicznego rozwoju energetyki wiatrowej. I rzeczywiście – zmiany są znaczące. Zasada „10H”, która de facto blokowała nowe inwestycje, odchodzi do lamusa. Teraz wiatraki będzie można budować nawet w odległości 500 metrów od zabudowań mieszkalnych.
To wciąż nie znaczy, że każdemu pod oknem stanie turbina. Kluczowy głos należy do społeczności lokalnych i samorządów, które zdecydują, gdzie i czy w ogóle takie instalacje powstaną. W dodatku – każda inwestycja musi być ujęta w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, a nad jej bezpieczeństwem będzie czuwać Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
Nowością jest również tzw. fundusz partycypacyjny – gospodarstwa domowe położone w pobliżu nowych farm wiatrowych będą mogły liczyć na nawet 20 tys. zł rocznie. To zachęta, która może niektórym wynagrodzić widok skrzydła turbiny zza firanki.
Senat wprowadził jednak kilka poprawek, które dodatkowo porządkują przepisy. Z projektu usunięto automatyczny bufor 500 m od obszarów Natura 2000, ale nadal każda inwestycja będzie musiała przejść szczegółową ocenę środowiskową. Zniesiono także sztywny zakaz lokalizacji wiatraków w strefach wojskowych MRT i MCTR – inwestycje będą możliwe, o ile zgodę wyrażą odpowiednie organy. Z kolei zapis o minimalnej odległości od dróg krajowych – 1H – został wykreślony, a wpływ elektrowni będzie badany indywidualnie.
Ustawa dotyka także innych aspektów energetyki – m.in. umożliwia modernizację (repowering) starych elektrowni wiatrowych i wspiera budowę dużych biogazowni. Dodatkowo przedłużone zostaje zamrożenie cen energii dla gospodarstw domowych na cały 2025 rok. To oznacza, że do końca przyszłego roku nie musimy się obawiać drastycznych podwyżek rachunków za prąd.
Czy zatem możemy spodziewać się „lasu turbin” przy każdym osiedlu? Raczej nie. Minimalna odległość 500 metrów to dolna granica, a lokalne społeczności nadal będą miały decydujący głos. Ale jedno jest pewne – wiatraki wracają do gry i mają szansę odegrać ważną rolę w transformacji energetycznej Polski. I choć nie każdemu podoba się ich widok, to z punktu widzenia portfela i klimatu – mogą być całkiem korzystnym sąsiadem.





