Rynek ziemniaka znalazł się w kryzysie, którego skali wielu producentów nie przewidywało. Nadwyżki plonów są dziś wyceniane przez część podmiotów skupowych nawet na 20 groszy za kilogram – stawki, które nie pokrywają podstawowych kosztów produkcji. Rolnicy z województwa zachodniopomorskiego zwracają uwagę, że to sytuacja bezprecedensowa, mogąca doprowadzić do fali bankructw i rezygnacji z uprawy jednego z najważniejszych gatunków w polskim rolnictwie.
Handel ziemniakami od lat opiera się na kontraktach zawieranych przed założeniem plantacji. System ten zakładał pewną elastyczność – nadwyżki plonu zazwyczaj odbierano po cenie kontraktowej, a niedobory nie wiązały się z dotkliwymi sankcjami. W tym sezonie mechanizm ten został jednak drastycznie zmieniony. Rolnicy informują o zapisach przewidujących kary za niezrealizowanie umowy, a dodatkowe ilości towaru skupowane są po stawkach o połowę niższych.
Przy zmiennych warunkach pogodowych i trudności w oszacowaniu plonów taka praktyka budzi poważne kontrowersje. Plantatorzy podkreślają, że nie da się dokładnie przewidzieć, ile ziemniaka wyda pole, a kara za naturalne wahania plonu wydaje się nieuzasadniona.
Produkcja ziemniaka jest wyjątkowo wymagająca – pracochłonna, czasochłonna i kosztowna. Nakłady sięgają kilkunastu tysięcy złotych na hektar. Rolnik ponosi ryzyko związane z pogodą, chorobami i szkodnikami, a mimo to otrzymuje najmniejszy udział w wartości końcowego produktu. Tymczasem sieci handlowe i pośrednicy, zdaniem producentów, dyktują ceny, które zagrażają opłacalności całej branży.
W przeszłości rolnicy mogli liczyć na premie za zrealizowanie kontraktu czy przyzwoite ceny za nadwyżki. Obecnie sytuacja wygląda odwrotnie – wymagania jakościowe wobec producentów rosną, eksport ograniczają choroby takie jak bakterioza pierścieniowa, a rynek zalewają tańsze ziemniaki z importu. Lokalny handel praktycznie zniknął, zastąpiony przez wielkie centra dystrybucyjne obsługujące sieci handlowe.
Dla wielu gospodarstw oznacza to konieczność sprzedaży poniżej kosztów, a w dłuższej perspektywie – brak możliwości inwestowania w infrastrukturę, jak przechowalnie, które wymagają wysokich nakładów i generują dodatkowe koszty energii.
Rolnicy ostrzegają, że obecna sytuacja uderza nie tylko w nich samych, ale i w konsumentów. Jeśli uprawa ziemniaka w Polsce stanie się nierentowna, coraz więcej towaru będzie pochodziło z importu. W razie problemów logistycznych lub kryzysów międzynarodowych dostępność podstawowego produktu na polskich stołach może być zagrożona.
Producentom brakuje mechanizmów ochronnych i wsparcia ze strony instytucji publicznych. W ich ocenie konieczne są rozwiązania stabilizujące rynek oraz większa kontrola nad praktykami sieci handlowych i pośredników. W przeciwnym razie Polska może stanąć przed widmem utraty znaczącej części rodzimej produkcji ziemniaka – gatunku, który od wieków stanowi fundament polskiej kuchni i rolnictwa.





