Sprawa radnych Adama Jaremy i Jadwigi Molendy zaczyna mieć drugi, znacznie szerszy wymiar. Nie chodzi już wyłącznie o pytanie, czy dwoje radnych Rady Miejskiej w Policach przez ponad dwa lata mogło równocześnie sprawować mandaty i zasiadać w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Odra”. Coraz istotniejsze staje się również pytanie o to, co właściwie wie policki urząd o majątkowych relacjach pomiędzy gminą a spółdzielnią i dlaczego nie chce tej wiedzy przedstawić opinii publicznej.
Władze Polic odmówiły udostępnienia dwóch konkretnych informacji dotyczących Spółdzielni Mieszkaniowej „Odra”. Pierwsza dotyczyła odpowiedzi na pytanie, czy na gruntach należących do spółdzielni znajdują się infrastruktura i obiekty gminne oraz odwrotnie – czy na gruntach gminnych znajdują się obiekty lub infrastruktura należące do spółdzielni. Druga obejmowała wykaz służebności gruntowych, służebności przesyłu oraz innych ograniczonych praw rzeczowych ustanowionych pomiędzy Gminą Police a spółdzielnią, wraz z informacją o ich treści, czasie ustanowienia i ewentualnym wynagrodzeniu.
To nie są pytania o sprawy prywatne. Dotyczą mienia komunalnego, gruntów, infrastruktury i praw majątkowych związanych z nieruchomościami pozostającymi w relacji z samorządem. A władze Polic odpowiedzieć nie chcą. I właśnie tutaj zaczyna się kwestia, która wymaga publicznej dyskusji. Urząd tak naprawdę nie odpowiedział na pytanie, jakie są te relacje. Odpowiedział, że przygotowanie odpowiedzi wymagałoby pracy i że wnioskodawca nie wykazał szczególnie istotnego interesu publicznego. Innymi słowy, mieszkańcy nie otrzymali ani potwierdzenia, ani zaprzeczenia istnieniu konkretnych relacji dotyczących gruntów, infrastruktury i praw rzeczowych. Nie otrzymali również wykazu, który pozwoliłby zweryfikować skalę tych powiązań. Nie można na tej podstawie potwierdzić chociażby informacji o ewentualnych bezumownych interesach robionych pomiędzy gminą a spółdzielnią.
Nie tylko Dudek. Są kolejne wnioski do wojewody w sprawie wygaśnięcia mandatów radnych w Policach
Tymczasem kontekst tej odmowy jest wyjątkowo istotny. Wnioski dotyczące radnych Adama Jaremy i Jadwigi Molendy wskazują na ich związki ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Odra” poprzez zasiadanie w jej Radzie Nadzorczej. Jednocześnie wnioskodawca, który wystąpił do Wojewody Zachodniopomorskiego z wnioskiem o wygaszenie obu lokalnym politykom Koalicji Obywatelskiej mandatów, wskazuje na majątkowe relacje pomiędzy spółdzielnią a Gminą Police. To właśnie dlatego informacje, których urząd odmówił, mają znaczenie dla oceny całej sprawy. Pozwalają bowiem odpowiedzieć na pytanie, czy pomiędzy podmiotem, w którego organie nadzorczym zasiadali radni, a gminą rzeczywiście występowały relacje dotyczące komunalnego majątku, infrastruktury i praw do nieruchomości, które dyskredytują radnych i mogą być mocnym dowodem wobec wygaszenia mandatów Jaremie i Molendzie. Nie oznacza to oczywiście, że sama odmowa udostępnienia informacji dowodzi jakiegokolwiek naruszenia prawa przez radnych. Tego na tym etapie nie można stwierdzić. Podobnie nie można na podstawie samej decyzji twierdzić, że urząd celowo ukrywa informacje w celu ochrony konkretnych osób. Można natomiast postawić pytanie, czy sposób działania władz Polic jest zgodny ze standardem przejrzystości, którego mieszkańcy mają prawo oczekiwać od samorządu. Szczególnie teraz.
Władze Polic nie znalazły się bowiem w sytuacji, w której ktoś pyta o dokumentację dotyczącą sprawy całkowicie prywatnej. Wniosek dotyczył majątku gminnego oraz relacji pomiędzy samorządem a podmiotem prowadzącym działalność gospodarczą. Co więcej, sprawa pojawia się w momencie, gdy publicznie podnoszone są wątpliwości dotyczące zgodności pełnienia przez radnych funkcji w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Odra” z przepisami ustawy o samorządzie gminnym. W takiej sytuacji transparentność nie powinna być traktowana jako kłopotliwy obowiązek administracyjny. Powinna być podstawowym narzędziem pozwalającym rozwiać wątpliwości.
Tymczasem decyzja urzędu, podpisana rękami wiceburmistrza Radosława Mikołajczyka przynosi efekt odwrotny. Zamiast zamknąć temat, otwiera kolejne pytania. Skoro urząd twierdzi, że nie posiada gotowego zestawienia, można zapytać, jakie informacje dotyczące tych nieruchomości i relacji majątkowych faktycznie znajdują się w jego zasobach. Skoro przygotowanie odpowiedzi wymagałoby analizy dokumentacji, można zapytać, czy urząd takiej analizy kiedykolwiek dokonywał. Skoro wnioskodawca pytał o służebności i inne prawa rzeczowe, można zapytać, czy gmina posiada wiedzę o takich prawach w poszczególnych przypadkach. Mało tego: skoro takich informacji szczegółowo nie przekazano radnym, którzy zajmują się sprawa mandatu Jaremy i Molendy, to na jakiej podstawie członkowie Komisji Doraźnej stwierdzili, że wygaszanie mandatów jest niezasadne? W jaki sposób, bez takiej wiedzy, swoją opinie prawną wykonał prawnik obsługujący policki magistrat?
Odpowiedzialność polityczna spada tu na zastępcę burmistrza Radosława Mikołajczyka. To on, działając z upoważnienia burmistrza Krystiana Kowalewskiego, podpisał decyzję odmawiającą udostępnienia informacji. Nie oznacza to oczywiście, że Mikołajczyk rozstrzygał kwestię mandatu radnych ani że decyzja przesądza o ich odpowiedzialności. Oznacza natomiast, że w tej konkretnej sprawie bierze na siebie odpowiedzialność za stanowisko administracji dotyczące jawności informacji. Dlatego decyzja podpisana przez Radosława Mikołajczyka nie zamyka sprawy. Ona ją dopiero otwiera i stawia wiceburmistrza w złym świetle. Zamiast odpowiedzi na pytania dotyczące majątku publicznego mieszkańcy otrzymali odmowę ujawnienia informacji. Teraz warto więc zapytać jeszcze raz, już nie tylko urząd, ale całą władzę Polic: co dokładnie znajduje się w dokumentach dotyczących relacji Gminy Police ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Odra” i dlaczego mieszkańcy nie mogą tego zobaczyć?





