czwartek, 19 lutego, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Czy gmina może promować… profil wójta?

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda niewinnie. Oficjalna strona Gminy Boleszkowice, standardowe zakładki, aktualności, kontakt. Jest też ikonka Facebooka – rzecz dziś oczywista, wręcz obowiązkowa. Problem zaczyna się w momencie kliknięcia.

Zamiast trafić na oficjalny profil gminy, użytkownik zostaje przekierowany na polityczny fanpage zatytułowany Marek Czypar – Wójt Gminy Boleszkowice. Nie ma żadnej informacji, ostrzeżenia ani komunikatu, że opuszcza się kanał samorządowy i wchodzi na profil konkretnej osoby pełniącej funkcję publiczną. Przejście jest płynne, niemal niezauważalne. I właśnie to rodzi pytania.

Bo czym w istocie jest taki profil? Nie jest to bezstronna tablica ogłoszeń urzędu. To miejsce budowania wizerunku wójta, eksponowania jego aktywności, decyzji, obecności na wydarzeniach. Innymi słowy – narzędzie autopromocji. Nawet jeśli nie pada tam hasło „głosuj na mnie”, mechanizm jest oczywisty: stała obecność, rozpoznawalność, narracja sukcesu. Kampania bez kampanii.

Czy oficjalna strona gminy powinna w ten sposób kierować mieszkańców do politycznego profilu jednego człowieka? Czy publiczny kanał powinien służyć głównie do wzmacniania osobistej marki wójta? Trudno nie odnieść wrażenia, że granica między informowaniem a promocją została tu co najmniej rozmyta.

Pozostaje też kwestia etyki. Samorząd to wspólnota mieszkańców, a urząd gminy powinien być instytucją neutralną. Wójt jest jej organem, nie właścicielem. Tymczasem takie rozwiązanie sugeruje coś innego: że gmina i wójt to jedno i to samo. A to już bardzo niebezpieczne uproszczenie.

Jest jeszcze prawo. Kodeks wyborczy jasno mówi o zakazie prowadzenia agitacji wyborczej z wykorzystaniem środków publicznych. Oczywiście – można się spierać, czy mamy tu do czynienia z agitacją w sensie formalnym i czy pokazywanie wyłącznie siebie przy inwestycjach gminnych, realizowanych z pieniędzy publicznych to naruszenie przepisów prawa. Ale czy naprawdę trzeba czekać na oficjalne ogłoszenie kampanii, by uznać, że coś jest nie w porządku? Prawo bywa precyzyjne, etyka bywa bardziej wymagająca.

W tej historii nie chodzi o Facebooka. Chodzi o standardy. O uczciwość wobec mieszkańców. O jasne oddzielenie tego, co publiczne, od tego, co polityczne. Bo jeśli dziś strona gminy dyskretnie promuje wójta, to jutro ktoś może uznać, że to zupełnie normalne. A normalne być nie powinno.

Pytanie więc nie brzmi: czy to się da obronić?
Pytanie brzmi: czy tak właśnie powinien działać samorząd?

Popularne Artykuły