poniedziałek, 13 lipca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Demokracja na zapisy. W Kołbaskowie mieszkańcy mogą zabrać głos, ale najpierw muszą zebrać 20 podpisów

Samorządowcy w całej Polsce regularnie zachęcają mieszkańców do większej aktywności obywatelskiej. Mówią o dialogu, współdecydowaniu i budowaniu wspólnoty. W Kołbaskowie mieszkańcy również mogą zabrać głos w jednej z najważniejszych debat roku. Jest jednak pewien szczegół. Najpierw trzeba zdobyć poparcie co najmniej 20 osób. To nie żart.

Podczas czerwcowej sesji Rady Gminy odbędzie się debata nad raportem o stanie gminy za 2025 rok. To dokument podsumowujący działalność samorządu, realizowane inwestycje, finanse oraz kierunki rozwoju. Teoretycznie jest to moment, w którym mieszkańcy mogą przedstawić swoje uwagi, oceny i pytania dotyczące funkcjonowania gminy.

Teoretycznie. Bo aby stanąć przy mównicy i powiedzieć, co myśli się o działaniach władz, trzeba wcześniej przejść procedurę przypominającą miniaturową kampanię wyborczą. Mieszkaniec musi przygotować pisemne zgłoszenie, zebrać podpisy co najmniej 20 osób popierających jego udział w debacie, dostarczyć dokument do urzędu w określonym terminie i liczyć na to, że znajdzie się w grupie maksymalnie 15 osób dopuszczonych do głosu. Formalnie wszystko odbywa się zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym.

Pytanie jednak brzmi: czy coś, co jest zgodne z prawem, zawsze jest najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia demokracji lokalnej?

Debata czy egzamin z biurokracji?

W praktyce wiele samorządów traktuje debatę nad raportem jako okazję do wysłuchania mieszkańców. Niektóre aktywnie zachęcają do udziału, informują o procedurach i starają się maksymalnie ułatwić obywatelom zabranie głosu. W Kołbaskowie komunikat urzędowy jest jasny: chcesz mówić – zbierz podpisy. Można oczywiście argumentować, że wymóg poparcia ma zapobiegać chaosowi organizacyjnemu i ograniczać liczbę przypadkowych wystąpień. Problem polega na tym, że dla wielu mieszkańców już sama konieczność kompletowania podpisów staje się skuteczną barierą.

Nie każdy ma czas, możliwości czy kontakty, by organizować społeczną akcję tylko po to, aby przez kilka minut przedstawić swoją opinię podczas sesji rady.

Od lat słyszymy o potrzebie zwiększania zaangażowania obywateli w sprawy publiczne. Samorządy organizują konsultacje społeczne, ankiety, budżety obywatelskie i kampanie promujące aktywność mieszkańców. Jednocześnie w jednym z najważniejszych momentów oceny pracy władz lokalnych obywatel musi najpierw udowodnić, że zasługuje na prawo do wypowiedzi.

To swoisty paradoks współczesnego samorządu. Z jednej strony mówi się o otwartości i dialogu. Z drugiej tworzy się procedury, które dla części mieszkańców są skutecznym zniechęceniem do udziału. Trudno uznać za zachętę sytuację, w której obywatel musi zdobyć 20 podpisów, by powiedzieć, co myśli o funkcjonowaniu swojej gminy.

Głos mieszkańca nie powinien być nagrodą

Debata nad raportem o stanie gminy nie jest konkursem popularności. Nie jest też kampanią wyborczą. To jedno z niewielu ustawowych narzędzi pozwalających mieszkańcom bezpośrednio odnieść się do działań władz samorządowych. Trzeba tu wyraźnie postawić pytanie, czy celem powinno być ograniczanie liczby uczestników, czy raczej stworzenie warunków do możliwie szerokiej i otwartej dyskusji.

Demokracja lokalna najlepiej działa wtedy, gdy mieszkańcy mają poczucie, że ich głos jest mile widziany. Nie wtedy, gdy muszą wcześniej przynieść listę poparcia. W przeciwnym razie debata publiczna zaczyna przypominać wydarzenie dostępne dla wybranych, a nie otwartą rozmowę o sprawach wspólnoty.

A przecież… samorząd istnieje właśnie po to, by mieszkańców słuchać, a nie sprawdzać, ilu świadków mogą przyprowadzić na potwierdzenie, że mają prawo zabrać głos. W Kołbaskowie wszystko działa na opak.

Popularne Artykuły