Świnoujście buduje swój wizerunek jako miasta bliskiego naturze – zielonego, proekologicznego, stawiającego na zrównoważony rozwój. Oficjalne komunikaty, strategie i kampanie promocyjne mają podkreślać troskę o środowisko. Tymczasem twarde dane mówią coś innego – pokazują zgodę na systematyczną i często masową wycinkę drzew, zatwierdzanej decyzjami administracyjnymi władz miasta.
W latach 2020–2025 wydano łącznie dziesiątki decyzji zezwalających na usunięcie drzew. Liczby mówią same za siebie: łączna liczba drzew objętych decyzjami o wycince w latach 2020–2025 wynosi 3699 drzew!
Tak wycinki wyglądały w ostatnich latach:
- 2020: 173
- 2021: 1406
- 2022: 501
- 2023: 900
- 2024: 308
- 2025: 411
To oznacza, że średnio rocznie znikało ponad 600 drzew.
To nie są incydenty, ale skala, która powinna uruchomić poważną debatę o kierunku polityki przestrzennej miasta. Na tle liczby wydawanych zgód stosunkowo niewielka jest liczba decyzji odmownych. W analizowanym okresie waha się ona od 3 do 14 rocznie. To oznacza, że zdecydowana większość wniosków o wycinkę spotyka się z akceptacją administracji. Trudno w tej sytuacji mówić o restrykcyjnej ochronie zieleni – raczej o systemie, który co do zasady umożliwia jej usuwanie.
Miliony złotych za drzewa
Wraz z wycinką rosną również kwoty opłat i kar administracyjnych. W 2021 roku przekroczyły one 3,9 mln zł. W kolejnych latach również utrzymywały się na wysokim poziomie – od kilkuset tysięcy do ponad miliona złotych rocznie. To pokazuje, że skala ingerencji w zieleń miejską jest nie tylko duża, ale też systemowa i powtarzalna. Powstaje pytanie: czy te środki rzeczywiście wracają do systemu przyrodniczego miasta? Czy są przeznaczane na realne nasadzenia kompensacyjne i odbudowę zieleni, czy raczej zasilają budżet bez wyraźnego związku z ochroną środowiska?
Problem Świnoujścia nie polega wyłącznie na samej wycince. Kluczowy jest rozdźwięk między deklarowaną polityką a praktyką. Miasto mówi o ekologii, ale liczby pokazują coś innego: konsekwentne usuwanie zieleni przy jednocześnie ograniczonej liczbie decyzji odmownych. W takiej sytuacji trudno nie postawić pytania o wiarygodność tej narracji. Czy „zielone Świnoujście” to rzeczywisty kierunek działań, czy raczej element wizerunkowy, który nie znajduje odzwierciedlenia w decyzjach administracyjnych?
Dane nie przesądzają o tym, czy każda decyzja była błędna. Pokazują jednak skalę zjawiska, której nie da się zignorować – to również sygnał alarmowy wobec wiarygodności przekazu płynącego od władz miasta.





