wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Fanpage wójta na koszt gminy? Odpowiedź urzędu zaskakuje i demaskuje polityka

Urząd Gminy Boleszkowice odpowiedział na wniosek o dostęp do informacji publicznej dotyczący fanpage’a „Wójt Gminy Boleszkowice Marek Czypar”. Efekt jest taki, że zamiast rozwiać wątpliwości, oficjalne pismo urzędu samo dostarcza dowodów na to, że coś tu się nie zgadza i że może dochodzić do naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda niewinnie. Oficjalna strona Gminy Boleszkowice, standardowe zakładki, aktualności, kontakt. Jest też ikonka Facebooka – rzecz dziś oczywista, wręcz obowiązkowa. Problem zaczyna się w momencie kliknięcia. Zamiast trafić na oficjalny profil gminy, użytkownik zostaje przekierowany na polityczny fanpage zatytułowany Marek Czypar – Wójt Gminy Boleszkowice. Nie ma żadnej informacji, ostrzeżenia ani komunikatu, że opuszcza się kanał samorządowy i wchodzi na profil konkretnej osoby pełniącej funkcję publiczną. Przejście jest płynne, niemal niezauważalne.

Czy profil polityczny wójta utrzymywany jest z pieniędzy publicznych? Czy płacą za ten „rarytas” mieszkańcy, ci sami, którym się odmawia remontu chodników z powody braku pieniędzy? Zapytaliśmy o to w urzędzie, odpowiedź zaskakuje. W jednym punkcie odpowiedzi urząd pisze wprost: obsługą profilu zajmuje się etatowy pracownik w ramach swoich obowiązków służbowych. W kolejnym punkcie tej samej odpowiedzi pada zapewnienie, że gmina nie ponosi żadnych wydatków na prowadzenie strony wójta.

– Obsługa, prowadzenie i publikowanie informacji na wskazanym profilu odbywa się w ramach obowiązków służbowych pracownika Urzędu Gminy Boleszkowice i pozostaje w związku z realizacją zadań informacyjnych Gminy – dostajemy odpowiedź z urzędu gminy. – Gmina Boleszkowice nie ponosiła i nie ponosi żadnych wydatków związanych z prowadzeniem wskazanego profilu – dowiadujemy się z odpowiedzi urzędu.

To są dwa zdania, które wzajemnie się wykluczają. Pracownik na etacie nie pracuje za darmo – jego pensja pochodzi z budżetu gminy, czyli z pieniędzy podatników. Jeśli ktoś w godzinach pracy, opłacany przez gminę, zajmuje się prowadzeniem fanpage’a, to znaczy, że gmina za to płaci. Twierdzenie, że „nie ma żadnych wydatków”, nie wytrzymuje zderzenia z podstawową logiką – i trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie pomyłka, tylko próba zamydlenia sprawy.

Profil z nazwiskiem wójta, opłacany z publicznej kasy

Fanpage nie nazywa się „Gmina Boleszkowice” ani „Urząd Gminy Boleszkowice”. Nazywa się „Wójt Gminy Boleszkowice Marek Czypar” – z imieniem i nazwiskiem konkretnego, urzędującego polityka wystawionym na sztandar. Urząd zapewnia, że to nie jest profil prywatny, bo dotyczy „pełnionej funkcji”. Tyle że to właśnie budowanie rozpoznawalności konkretnej osoby, a nie instytucji, za publiczne pieniądze, budzi zasadnicze wątpliwości. Gdyby jutro Marek Czypar przestał być wójtem, to on – a nie gmina – zostałby z gotowym, rozbudowanym profilem i wypracowanymi zasięgami. Gmina zostałaby z niczym, mimo że to ona za to płaciła.

Urząd sam przyznaje, że nie istnieje żadne zarządzenie wójta ani inny formalny dokument regulujący, kto jest właścicielem profilu, kto go administruje i na jakich zasadach działa. Innymi słowy: strona funkcjonuje w prawnej próżni. Nikt nie określił, czy to majątek gminy, czy prywatne narzędzie polityczne prowadzone rękami urzędnika.

Do tego dochodzi odmowa podania z imienia i nazwiska osób mających uprawnienia administratorskie. Skoro to oficjalny kanał gminy finansowany – jak się okazuje – z publicznych pieniędzy, to dlaczego nie wiadomo, kto nim faktycznie zarządza?

Na oficjalnej stronie internetowej urzędu umieszczono odnośnik prowadzący wprost do tego spersonalizowanego profilu. Nie do neutralnego kanału informacyjnego gminy, tylko do strony podpisanej nazwiskiem wójta. Urząd tłumaczy to „ogólnymi kompetencjami” wójta jako kierownika urzędu – ale to tłumaczenie nie zmienia faktu, że mieszkaniec szukający informacji o gminie zostaje skierowany prosto na profil budujący wizerunek jednej osoby.

Wykorzystywanie czasu pracy i pieniędzy gminy do prowadzenia profilu na Facebooku podpisanego imieniem i nazwiskiem konkretnego polityka, a nie nazwą urzędu, może wyczerpywać znamiona przestępstwa z art. 231 Kodeksu karnego, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Przepis ten mówi wprost, że urzędnik, który działa na szkodę interesu publicznego albo po to, by zdobyć korzyść dla siebie – niekoniecznie finansową, wystarczy sama korzyść wizerunkowa czy polityczna – popełnia przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3, a w wersji kwalifikowanej (działanie w celu osiągnięcia korzyści) nawet do lat 10. Jeśli dodatkowo okaże się, że takie działanie naraziło budżet gminy na realną stratę finansową, w grę może wchodzić także art. 296 K.k., dotyczący niegospodarności osób zarządzających mieniem publicznym.

Drugi problem prawny dotyczy tego, co urząd napisał w odpowiedzi na pytanie o koszty prowadzenia takiego profilu. Jeżeli w oficjalnym piśmie znalazło się stwierdzenie niezgodne z prawdą – na przykład, że gmina nie ponosi żadnych wydatków, mimo że w rzeczywistości płaci za czas pracy zaangażowanego w to pracownika – to taki dokument może wypełniać znamiona poświadczenia nieprawdy z art. 271 Kodeksu karnego, karanego pozbawieniem wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Co więcej, skoro obywatel ma konstytucyjne prawo do rzetelnej informacji publicznej, wprowadzenie go w błąd fałszywą odpowiedzią może być też traktowane jako naruszenie ustawy o dostępie do informacji publicznej, która przewiduje odrębną odpowiedzialność karną za utrudnianie lub uniemożliwianie dostępu do takich informacji.

Popularne Artykuły