Cztery orzeczenia Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Właściciele gruntów w gminie Dobra twierdzą, że władze gminy od ponad dwóch lat lekceważą prawomocne rozstrzygnięcia organów kontroli. Nie ma wątpliwości: jeśli sprawa trafi do sądu, gmina może zapłacić dziesiątki milionów złotych, a to może doprowadzić gminę do bankructwa.
Sprawa zaczęła się niewinnie. Właściciele kilku działek na terenie gminy Dobra złożyli wnioski o wydanie warunków zabudowy dla planowanych inwestycji mieszkaniowych. Działki są w pełni uzbrojone — woda, gaz, kanalizacja, infrastruktura telekomunikacyjna. Inwestor prywatny zadeklarował pokrycie wszystkich kosztów budowy sieci i przekazanie jej gminie. Żadnych partycypacji, żadnych dopłat z budżetu samorządu. To, co nastąpiło potem, można opisać jednym słowem: mur.
Cztery wyroki. Zero reakcji gminy
Od 2023 roku właściciele gruntów walczą o warunki zabudowy, wielokrotnie odwołując się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO – organ kontroli instancyjnej nad decyzjami administracyjnymi samorządów – w kolejnych orzeczeniach konsekwentnie przyznawało im rację.
– Przyszło oficjalne postanowienie z czerwca zeszłego roku, gdzie jest napisane, że gmina nie ma racji, mimo że ma plan ogólny – relacjonuje jeden z właścicieli działek. – Postanowienie SKO jest ostateczne. Albo gmina odwołuje się do Sądu Administracyjnego, albo uznaje nasze roszczenia i wydaje warunki zabudowy. Gmina to lekceważy. Wydaje kolejne postanowienie o zawieszeniu postępowania, czyli tak, jakby wyrok SKO nic nie znaczył – dodaje.
Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego organ administracji publicznej, którego decyzja została uchylona lub zmieniona przez organ odwoławczy, jest związany tym rozstrzygnięciem. Ignorowanie prawomocnego postanowienia SKO i wydawanie kolejnych decyzji o zawieszeniu postępowania – bez zaskarżenia orzeczenia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w ustawowym terminie 30 dni – stanowi rażące naruszenie przepisów KPA.
SKO rozpatrywało sprawę łącznie czternastokrotnie. W zdecydowanej większości przypadków orzekało na korzyść właścicieli gruntów lub odsyłało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Gmina ani razu nie zaskarżyła niekorzystnego dla siebie orzeczenia do właściwego Sądu Administracyjnego.
Argument, który nie istnieje?
Centralnym uzasadnieniem odmowy wydania warunków zabudowy była przez lata planowana droga – dawny korytarz drogowy przebiegający przez część spornych działek. Władze gminy argumentowały, że rezerwacja terenu pod drogę uniemożliwia wydanie decyzji.
Problem polega na tym, że drogi tej nie ma. Inwestycja została wręcz wykreślona z planów. Gmina sama udzieliła pisemnej odpowiedzi na oficjalne zapytanie, potwierdzając, że droga została usunięta z planowania i nie będzie realizowana. Warunki środowiskowe dla tej inwestycji wygasły w 2024 roku.
– Wójt z uporem maniaka pokazuje na wszystkich spotkaniach stare mapy, na których ta droga istnieje – mówi jeden z właścicieli. – Ciągle twierdzi, że ta droga jest i dlatego nie wydaje nam warunków zabudowy. Mamy odpowiedź z gminy na mailu, z której wynika, że ta droga jest z planów usunięta i nie będzie brana pod uwagę w planowaniu.
Na jednym ze spotkań padło zdanie, które nasi rozmówcy do dziś pamiętają. Wójt miała powiedzieć, że jeśli droga krajowa nie powstanie, to ona sama ją wybuduje – mimo że planowany korytarz jest drogą gminną, nie krajową, co ma zasadnicze znaczenie dla możliwości wywłaszczenia i finansowania.
Brak urbanisty. Brak odpowiedzi na pisma. Brak reakcji
W toku postępowania ujawnił się kolejny problem proceduralny: gmina nie zatrudnia urbanisty obsługującego rejon, w którym leżą sporne działki.
– Na spotkaniu w styczniu wójt powiedziała, że wyda nam warunki zabudowy, bo jesteśmy na prawie opowiadają właściciele. Ale tych warunków nie dostaliśmy. Zaczęliśmy drążyć i okazało się, że nie ma urbanisty.
Właściciele skierowali do gminy oficjalne pisma z zapytaniem o status urbanisty. Bez odpowiedzi. Złożyli kolejne pismo, proponując, że sami sfinansują zatrudnienie urbanisty, który opracuje wyłącznie ich warunki zabudowy, zdejmując w ten sposób ciężar z gminy. Bez odpowiedzi.
– Do gminy złożonych jest łącznie kilka pism w tej sprawie – mówią nasi rozmówcy.
Właściciele gruntów posiadają cztery działki, łącznie kilka hektarów, w pełni uzbrojone, z gotowym projektem inwestycyjnym i potwierdzonym inwestorem – dziś szacują wartość utraconych korzyści w odniesieniu do samej jednej działki.
– Na jednej działce chcieliśmy postawić około 54 domów. Przyjmując średnią wartość takiego domu z wykończeniem i działką na poziomie półtora miliona złotych – wyjaśniają. – Ta jedna inwestycja opiewa na ponad 80 milionów złotych obrotu.
Do tego dochodzi druga działka o zbliżonej powierzchni, z analogicznym planem inwestycyjnym i tymi samymi problemami administracyjnymi. Łączna wartość obu projektów – przy zachowawczych szacunkach – przekracza 150 milionów złotych.
Utracone korzyści, rozumiane jako uszczerbek majątkowy wynikający z bezprawnego zablokowania inwestycji, są podstawą do dochodzenia odszkodowania na drodze cywilnej. Art. 417 Kodeksu cywilnego statuuje odpowiedzialność Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej. Wieloletnie ignorowanie prawomocnych orzeczeń SKO, brak odpowiedzi na pisma procesowe i celowe przeciąganie postępowania mogą być kwalifikowane właśnie jako takie niezgodne z prawem zaniechanie.
Odszkodowanie za utracone korzyści z inwestycji budowlanej zablokowanej przez bezprawne decyzje administracyjne – przy tak dużej skali projektu – może sięgać dziesiątek milionów złotych. Dla gminy liczącej kilka tysięcy mieszkańców byłaby to kwota o charakterze egzystencjalnym.
Droga do prokuratury
W toku rozmowy pojawił się wątek odpowiedzialności karnej. Właściciele gruntów sygnalizują, że rozważają zawiadomienie do prokuratury.
Podstawy prawne są realne. Art. 231 Kodeksu karnego — przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego działające na szkodę interesu publicznego lub prywatnego – zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat trzech, a przy działaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do lat dziesięciu.
Świadome ignorowanie prawomocnych orzeczeń organu odwoławczego, celowe przeciąganie postępowania administracyjnego i nierespektowanie przepisów KPA przez organ publiczny, jeśli wyrządza szkodę w majątku prywatnym, może wyczerpywać znamiona tego przepisu.
– Jeżeli nie załatwimy tego w ustawowym terminie, zbieramy wszystkie pisma i wyroki SKO i idziemy na drogę sądową po grube odszkodowania – mówią właściciele. – Bo jeżeli policzymy utracone korzyści z zablokowanej inwestycji, to już w pewnym momencie nie ma sentymentów. Wolelibyśmy tego uniknąć, jesteśmy mieszkańcami tej gminy, nie chcemy jej bankructwa, ale to nie oznacza, że mamy się godzić na łamanie prawa – komentują.
Odpowiedzialność karna – w odróżnieniu od finansowej – dotyka konkretnych osób, nie budżetu gminy. Przegrane wybory nie zwalniają z odpowiedzialności za czyny popełnione w czasie sprawowania mandatu.
Gmina pod presją
W kuluarach sesji rady gminy z 26 marca właściciele dowiedzieli się, że gmina Dobra prowadzi już inne postępowania sądowe – z wykonawcami, w sprawach przetargowych. Nieopłacone faktury, spory z firmami realizującymi gminne inwestycje. Budżet gminy jest obciążony nie tylko potencjalnymi roszczeniami z tytułu zablokowanych inwestycji, ale i bieżącymi sporami prawnymi.
Właściciele gruntów są zdeterminowani. Mają komplet dokumentacji – w tym wyroki na ich korzyść, pisma bez odpowiedzi, nagrania ze spotkań, oficjalną odpowiedź gminy potwierdzającą wykreślenie drogi z planów. Mają też inwestora gotowego do finansowania całej infrastruktury – bez obciążania budżetu gminy. Mają architekta z potwierdzonym projektem. Mają wstępne warunki zabudowy wydane przez poprzednią wójt, z których obecna wójt się wycofała.
Dla gminy Dobra zegar tyka. Każdy dzień zwłoki to kolejny dzień liczenia utraconych korzyści. Sąd administracyjny, droga cywilna o odszkodowanie, potencjalne zawiadomienie do prokuratury: trzy równoległe mechanizmy prawne mogą uderzyć jednocześnie.





