Kierowcy, którym groziły mandaty za jazdę zgodnie z przepisami, mogą odetchnąć z ulgą. Generalny Inspektorat Transportu Drogowego potwierdził poważny błąd w działaniu odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 pod Szczecinem. System przez kilka dni błędnie wyliczał średnią prędkość pojazdów, przez co część kierowców mogła zostać niesłusznie oskarżona o przekroczenie limitu.
Chodzi o odcinek między węzłami Szczecin Dąbie i Rzęśnica. To jedna z najbardziej uczęszczanych tras w regionie, codziennie wykorzystywana zarówno przez mieszkańców aglomeracji szczecińskiej, jak i kierowców jadących w stronę granicy czy nad morze.
Problem zauważyli przewoźnicy oraz kierowcy ciężarówek. Firmy transportowe zaczęły otrzymywać zawiadomienia o wszczęciu postępowań dotyczących przekroczenia prędkości, jednak dane z tachografów i systemów GPS nie zgadzały się z pomiarami urządzeń zamontowanych nad autostradą. Różnice były znaczące. Według kierowców system miał zawyżać średnią prędkość nawet o ponad 7 kilometrów na godzinę. W praktyce oznaczało to, że osoba jadąca zgodnie z przepisami mogła zostać zakwalifikowana jako sprawca wykroczenia.
– Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie media i social media, to GITD by milczało, a ludzie płacili – komentuje Rafał Kubowicz, jedna z tych osób, która pierwsza nagłośniła proceder. – Jako jeden z pierwszych, po sygnałach od kierowców, nagłośniłem aferę z wadliwym odcinkowym pomiarem prędkości na autostradzie A6. Nie zamierzam poprzestać na samym wstrzymaniu postępowań mandatowych przez CANARD. Oficjalne przyznanie się do błędu systemu i błędnej konfiguracji to dopiero wierzchołek góry lodowej. Skierowałem do GITD oraz CANARD oficjalny wniosek o dostęp do informacji publicznej, w którym żądam twardych danych i wyjaśnień. Musimy dowiedzieć się, ile tysięcy kierowców ucierpiało, jak państwo zamierza zrekompensować przedsiębiorcom koszty opłat manipulacyjnych nakładanych przez banki i firmy leasingowe oraz kto odpowie za ten skandaliczny bałagan. Sprawa ma charakter systemowy i nie pozwolę, aby urzędnicze milczenie zatuszowało straty oraz nerwy niewinnych kierowców – czekam na oficjalne odpowiedzi i będę dalej drążył temat – dodaje.
Sprawa szybko trafiła do Generalnego Inspektoratu Transportu Drogowego oraz Okręgowego Urzędu Miar w Szczecinie. Po analizie okazało się, że problem rzeczywiście istniał. Przyczyną miał być błąd podczas konfiguracji systemu — nieprawidłowo wprowadzono długość mierzonego odcinka trasy.
Błędne pomiary dotyczyły okresu od 29 kwietnia do 4 maja. W tym czasie system zarejestrował blisko dwa tysiące potencjalnych wykroczeń. ITD poinformowała jednak, że postępowania zostały wstrzymane, a kierowcy nie zostaną ukarani mandatami.
Dla wielu mieszkańców regionu to ważna informacja, bo odcinkowy pomiar prędkości na A6 od początku budził duże emocje. Kierowcy zwracali uwagę, że nowy system działa bardzo restrykcyjnie, a liczba rejestrowanych wykroczeń była wyjątkowo wysoka już w pierwszych tygodniach funkcjonowania.
Cała sytuacja wywołała również pytania o skuteczność nadzoru nad nowo instalowanymi urządzeniami. Odcinkowe pomiary prędkości są obecnie masowo montowane w całej Polsce w ramach rozbudowy systemu CANARD. Do połowy 2026 roku takie rozwiązania mają objąć setki kilometrów dróg krajowych i autostrad.
Firma odpowiedzialna za montaż urządzeń zapewnia, że problem miał charakter incydentalny i dotyczył wyłącznie jednej lokalizacji pod Szczecinem. Zapowiedziano również dodatkowe procedury kontrolne oraz ponowną legalizację urządzeń zamontowanych na A6.
Dla przewoźników problem okazał się jednak kosztowny także z innego powodu. W przypadku aut leasingowanych firmy musiały ponosić opłaty administracyjne za przekazywanie danych użytkowników pojazdów. Według przedstawicieli branży transportowej ITD ma również zwrócić te koszty.





