poniedziałek, 13 lipca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Jadą ratować ludzi, choć często mają mniej niż inni. Walka OSP to coś więcej niż pożar w Przecławiu

Pożary hal, składowisk czy dużych obiektów przemysłowych zdarzają się stosunkowo rzadko. Gdy jednak już wybuchają, liczy się każda minuta, doświadczenie ludzi i sprzęt, który nie zawodzi w najtrudniejszym momencie. Ostatni pożar w Przecławiu ponownie pokazał, jak ogromną rolę w systemie bezpieczeństwa odgrywają jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej – również te niewielkie, działające poza dużymi miastami.

W dyskusji o bezpieczeństwie często mówi się o Państwowej Straży Pożarnej, nowoczesnych komendach czy specjalistycznych grupach ratowniczych. Tymczasem w praktyce to właśnie lokalne jednostki OSP bardzo często jako pierwsze pojawiają się na miejscu zdarzenia. Są najbliżej mieszkańców, znają teren i potrafią reagować natychmiast. Problem zaczyna się wtedy, gdy determinacja strażaków zderza się z ograniczeniami sprzętowymi.

Tak jest między innymi w przypadku OSP Smolęcin, która brała udział w działaniach gaśniczych podczas dużego pożaru w Przecławiu. Jednostka od lat walczy o pozyskanie nowego wozu bojowego. Dla wielu osób może to wyglądać jak zwykła wymiana samochodu. W rzeczywistości chodzi jednak o coś znacznie poważniejszego – realne możliwości ratowania życia i mienia.

– Auto, które mamy, to auto lekkie ratownictwa technicznego, które ma tylko tonę wody i 100 litrów środka pianotwórczego. Przy pożarach w terenach niezurbanizowanych, gdzie nie ma hydrantów, to kropla w morzu potrzeb – mówi Aneta Piotrowska, prezes OSP Smolęcin.

Różnica między obecnym pojazdem a średnim wozem bojowym (o taki pojazd walczy jednostka ze Smolęcina) jest ogromna. Taki wóz wyposażony jest w zbiornik mieszczący 2500 litrów wody oraz środek pianotwórczy, a także znacznie wydajniejszą autopompę. W praktyce oznacza to możliwość prowadzenia działań gaśniczych przez dłuższy czas bez konieczności ciągłego dowożenia wody. Przy dużych pożarach ma to kluczowe znaczenie. Szczególnie tam, gdzie infrastruktura hydrantowa jest ograniczona albo jej po prostu nie ma.

– Przy pożarach takich jak ten ostatni w Przecławiu liczy się przede wszystkim czas, potem wyszkoleni ludzie, którzy wiedzą, co robić, i sprzęt, który nie zawodzi – podkreśla prezes jednostki.

Skuteczność systemu ratowniczego nie zależy wyłącznie od liczby strażaków. Kluczowa jest także logistyka, mobilność oraz zdolność do samodzielnego działania w pierwszej fazie akcji. To właśnie wtedy zapadają najważniejsze decyzje i często decyduje się skala strat. Dla małych jednostek nowoczesny samochód bojowy oznacza również zmianę pozycji w całym systemie ratowniczym. Jak przyznają strażacy ze Smolęcina, dotychczas zdarzało się, że ograniczenia sprzętowe wpływały na możliwość udziału w ćwiczeniach czy większych akcjach.

– Często słyszeliśmy: „co wy z tym Mascottem zrobicie?”. Na ćwiczenia nie, bo za małe auto. Do akcji nie, bo za mało wody. Do KSRG nie, bo nie ma odpowiedniego samochodu – mówi Aneta Piotrowska.

KSRG, czyli Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy, to nie tylko prestiż, ale również dostęp do dodatkowych środków finansowych, szkoleń i wyposażenia. Dla wielu małych OSP wejście do systemu staje się warunkiem dalszego rozwoju i stabilnego funkcjonowania. W tle pozostaje jeszcze jeden ważny aspekt — ludzie. Ochotnicy poświęcają swój czas, często wyjeżdżają do akcji po pracy albo w środku nocy. Działają społecznie, a mimo to muszą mierzyć się z ogromną odpowiedzialnością.

– Morale moich strażaków to coś, czego nie da się przeliczyć na pieniądze. Oni walczą, chociaż niewiele mamy. Czasami nawet dobrego słowa – przyznaje prezes OSP Smolęcin.

Jednostka działa od 1947 roku i, jak podkreślają jej członkowie, przetrwała już niejedną zmianę władz czy trudniejszy okres. Dziś szkoli kolejne pokolenie strażaków w ramach Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej.

Popularne Artykuły