czwartek, 13 sierpnia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Janek ma 10 lat i od urodzenia walczy o własne zdrowie. Dziś, po raz pierwszy, ma przed sobą realną szansę

Są historie, w których najtrudniejsza część to czekanie na jakąkolwiek nadzieję. Historia Janka ze Szczecina jest inna – nadzieja już jest, konkretna i namacalna, ale droga do niej kosztuje więcej, niż rodzina chłopca jest w stanie unieść sama.

Janek urodził się z zespołem Prune Belly – jedną z najrzadszych wad wrodzonych układu moczowego. Zanim jeszcze przyszedł na świat, potrzebował pierwszych interwencji medycznych. Od tamtej pory jego dzieciństwo wyznaczają nie zabawki i wycieczki szkolne, choć i one się w nim znalazły, ale operacje, hospitalizacje, kolejne badania i nieustanna walka z przewlekłą niewydolnością nerek. Dziś Janek jest w schyłkowym stadium tej choroby. A mimo to nadal chodzi do szkoły, spotyka się z kolegami i – jak mówią bliscy – prowadzi życie, po którym nikt z zewnątrz nigdy by się nie domyślił, jak bardzo jest chory.

Przez dziesięć lat każda decyzja dotycząca jego leczenia miała jeden cel: zachować własne nerki chłopca tak długo, jak to możliwe, i doprowadzić do przeszczepienia w momencie dającym największe szanse powodzenia. Żadnych dróg na skróty, żadnych przypadkowych wyborów – tylko konsultacje, analizy i cierpliwe poszukiwanie najlepszej możliwej ścieżki. Efekt tej cierpliwości jest namacalny: mimo schyłkowej niewydolności nerek Janek wciąż nie wymaga dializ. To czas, który nie został zmarnowany – został wykorzystany na znalezienie realnej drogi do przeszczepu.

I ta droga się właśnie otworzyła. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przeszczepienie nerki od żywego dawcy – wujka Janka, który mieszka w Austrii i jest gotów oddać mu swój narząd. Wykonane już badania zgodności immunologicznej pozwoliły austriackiemu ośrodkowi transplantacyjnemu dać zielone światło do dalszej diagnostyki i kwalifikacji. Równolegle rozważana jest druga możliwość – przeszczep od mamy Janka, mimo niezgodności grup krwi, jeśli po pełnej kwalifikacji medycznej lekarze w Niemczech uznają to za rozwiązanie bezpieczne. Chłopiec pozostaje też cały czas na krajowej liście oczekujących na przeszczep od dawcy zmarłego – ta droga wciąż jest otwarta, choć nie sposób przewidzieć, czy i kiedy pojawi się odpowiedni dawca. Rodzina nie stawia więc wszystkiego na jedną szansę – wykorzystuje równolegle każdą z możliwych.

Trwa walka z czasem, trwa walka z chorą i trwa zbiorka środków. Jest gotowy dawca. Są lekarze i ośrodki gotowe podjąć dalszą diagnostykę i leczenie. Jest realna droga do przeszczepienia. Największym wyzwaniem pozostały koszty, których samo istnienie szansy niestety nie pokrywa.

Skala tych kosztów robi wrażenie. Oficjalny kosztorys Uniwersyteckiego Szpitala w Innsbrucku, obejmujący wyłącznie leczenie samego biorcy, opiewa na 74 869 euro – około 320 tysięcy złotych. To i tak nie uwzględnia wielu innych, niezbędnych wydatków całego procesu: kwalifikacji medycznej, diagnostyki, hospitalizacji, leków, transportu, podróży zagranicznych, zakwaterowania czy pobytu opiekuna, który będzie musiał towarzyszyć Jankowi podczas leczenia i rekonwalescencji, prawdopodobnie z dala od domu. Dlatego cel zbiórki ustalono na 500 tysięcy złotych – kwotę, która ma pokryć nie tylko sam przeszczep, ale całą drogę do niego i po nim, łącznie ze specjalistyczną opieką, rehabilitacją i powrotem chłopca do normalnego funkcjonowania.

Na razie na koncie zbiórki uzbierało się 22 241 złotych – niespełna pięć procent potrzebnej kwoty. To dopiero początek drogi, ale, jak podkreślają bliscy Janka, każda wpłata przybliża go do wykorzystania szansy, o którą walczy od pierwszych dni swojego życia. Po dziesięciu latach, w których największym problemem był brak jakiejkolwiek pewnej drogi leczenia, dziś problemem są wyłącznie pieniądze – a to, w odróżnieniu od samej choroby, jest czymś, na co inni ludzie mają realny wpływ.

 

 

Popularne Artykuły