Polacy odkrywają Uzbekistan. Zamiast plaż Tajlandii i Filipin — minarety Samarkandy, pustynne karawanseraje i herbaciarniana cisza Chiwy. Coraz głośniej o tym na Pomorzu Zachodnim.
Kiedy kilka lat temu mówiłem znajomym, że lecę do Uzbekistanu, patrzyli na mnie jak na kogoś, kto właśnie oznajmił, że wybiera się na Marsa. Dziś ta sama rozmowa kończy się inaczej — ktoś z kręgu znajomych tam już był, ktoś inny właśnie planuje wyjazd, a trzecia osoba pyta o kontakt do przewodnika. Coś się zmieniło. I zmieniło się naprawdę szybko.
Uzbekistan — kraj bez dostępu do morza, z wizą elektroniczną dostępną w pięć minut, cenami poniżej europejskich oczekiwań i dziedzictwem Jedwabnego Szlaku, które dosłownie stoi na każdym rogu starych miast — stał się nowym kierunkiem poszukiwaczy przygód. Nie tylko tych z wielkich metropolii. Dotyczy to też Polaków z Pomorza Zachodniego.
Azja Centralna wchodzi do rozmowy
Biura podróży na Pomorzu Zachodnim — w Szczecinie, Koszalinie, Stargardzie — notują zjawisko, które jeszcze niedawno byłoby nie do pomyślenia. Klienci pytają o Samarkandę. Przynoszą wydruki z blogów, linki do filmów na YouTube, a czasem gotowe plany tras, które chcą skonsultować, bo wolą podróżować samodzielnie, ale boją się coś przeoczyć.
Nie chodzi już tylko o zorganizowane wycieczki — ten ruch idzie przede wszystkim w stronę podróży indywidualnych. Aplikacje do rezerwacji lotów, hostelowe booking.com, lokalne przewodniki w PDF, grupy na Facebooku i szczegółowe vlogi — to nowe biuro podróży. Część turystów nie szuka już pakietu; szuka wiedzy i kontaktów. I często wraca z Uzbekistanu z poczuciem, że odkryła coś, czego ich sąsiedzi jeszcze nie widzieli.
w polskich biurach podróży
(2023–2025)
z przesiadką, często
poniżej 2 000 zł
samodzielnego podróżnika
w Uzbekistanie

Dlaczego nie Tajlandia?
Tajlandia oferuje ciepłe morze, uśmiechniętych ludzi i doskonałą infrastrukturę turystyczną. Filipiny — krystaliczne laguny i wyspy, które wyglądają jak z magazynu. Ale właśnie tutaj kryje się sedno zmiany: coraz więcej Polaków szuka czegoś, czego ci pionierzy turystyki masowej nie potrafią już zaoferować — poczucia odkrycia.
Phuket w grudniu to nie jest już egzotyka. To kurs tuk-tukiem przez tłum Europejczyków do restauracji z menu po polsku. Uzbekistan wciąż daje to, co Tajlandia dawała dwadzieścia lat temu: zdumienie, autentyczność i rozmowy z miejscowymi, którzy są szczerze zaskoczeni i szczerze radzi, że tu jesteś. Do tego dochodzi cena — i to argument nie do pominięcia.
– Zarezerwowałam tydzień w Tajlandii i tydzień w Uzbekistanie w tym samym czasie. Uzbekistan kosztował mnie dokładnie dwa razy mniej – i to był lepszy wyjazd. Wróciłam z poczuciem, że czegoś naprawdę dotknęłam – mówi zaprzyjaźniona z redakcją podróżniczka ze Szczecina.
To, co obowiązkowe, bo bez nich trudno zrozumieć, dlaczego Uzbekistan wciąga bez reszty:

Poza utartym szlakiem — co pomijają wycieczki zorganizowane
Większość wycieczek zorganizowanych po Uzbekistanie koncentruje się na trzech ikonach Jedwabnego Szlaku: Samarkandzie, Bucharze i Chiwie. To miasta zachwycające, ale jednocześnie pokazujące jedynie fragment kraju. Poza utartym szlakiem pozostają miejsca, które pozwalają zobaczyć prawdziwe oblicze Uzbekistanu – mniej pocztówkowe, za to znacznie bardziej autentyczne. Niewiele grup dociera do niewielkich wiosek ukrytych w górach Nuratau, gdzie mieszkańcy nadal prowadzą tradycyjny tryb życia i przyjmują gości w rodzinnych domach. Rzadko odwiedzane są także ruiny dawnych twierdz rozsianych po pustyni Kyzył-kum czy opuszczone osady w regionie Karakałpacji, gdzie można zobaczyć skutki jednej z największych katastrof ekologicznych świata związanej z wysychaniem Jeziora Aralskiego. Organizowane wycieczki często omijają również lokalne bazary poza największymi miastami, warsztaty rzemieślników oraz mniej znane zabytki, które nie trafiły na okładki przewodników. Tymczasem właśnie tam można poczuć atmosferę kraju, porozmawiać z mieszkańcami, spróbować regionalnych potraw i zobaczyć Uzbekistan takim, jakim jest na co dzień – daleko od tłumów turystów i starannie przygotowanych tras zwiedzania.

Jak podróżują Polacy z Pomorza Zachodniego?
W rozmowach z mieszkańcami Szczecina i okolic rysuje się charakterystyczny portret nowego uzbekistanofila. To często osoba po trzydziestce, z doświadczeniem kilku krajów azjatyckich lub bałkańskich, która „przeżyła” Tajlandię i szuka czegoś, co znowu sprawi, że poczuje się jak prawdziwy podróżnik. Planuje kilka miesięcy wcześniej, rezerwuje loty bezpośrednio (zwykle przez Astanę lub Stambuł), hotele przez booking.com lub za pośrednictwem lokalnych operatorów, a trasę układa na podstawie blogów, filmów i grup na Facebooku.
Co mówią lokalni organizatorzy i podróżnicy?
- Najpopularniejsza trasa z regionu:
Szczecin → Warszawa → Stambuł → Taszkent lub Samarkanda. Cała podróż zajmuje zwykle od 10 do 13 godzin. - Najlepszy termin wyjazdu:
Najwięcej osób wybiera kwiecień i maj oraz wrzesień. Latem temperatury w Uzbekistanie często przekraczają 40°C, co znacząco utrudnia zwiedzanie. - Budżet podróży:
Tygodniowy wyjazd organizowany samodzielnie kosztuje zazwyczaj od 3 500 do 5 500 zł na osobę. Największym wydatkiem pozostają bilety lotnicze. - Język nie stanowi dużego problemu:
W wielu miejscach bez problemu można porozumieć się po rosyjsku, a młodsze pokolenie coraz częściej komunikuje się także po angielsku. - Bezpieczeństwo:
Uzbekistan od kilku lat inwestuje w rozwój turystyki i poprawę infrastruktury. Kraj jest uznawany za bezpieczny dla turystów przy zachowaniu standardowych zasad ostrożności.
Podróż służbowa w podróży turystycznej
Jest jeszcze jeden wymiar uzbekistańskiego fenomenu, o którym rzadko mówi się wprost. Część osób, które rezerwują „wakacje” w Uzbekistanie, jedzie tam z notatnikiem w plecaku — dosłownie i w przenośni. Spotkanie z lokalnym producentem bawełny w Samarkandzie, wizyta w uzbeckiej wytwórni ceramiki, która mogłaby dostarczać wzory do polskich sklepów z wyposażeniem wnętrz, rozmowa z operatorem hotelowym szukającym polskiego partnera — to się dzieje przy okazji zwiedzania, nie zamiast niego.
Uzbekistan otworzył się na świat gwałtownie i ma pełną świadomość, że potrzebuje zagranicznych inwestorów, doświadczeń i technologii. Polscy przedsiębiorcy, którzy docierają tam jako pierwsi ze swojej branży, cieszą się nieporównywalnie cieplejszym przyjęciem niż w nasyconych rynkach Europy Zachodniej. Relacja zaczyna się przy herbacie w karawanseraju, a kończy na liście intencyjnym.
– Uzbekistan to jeden z ostatnich rynków, gdzie polskie firmy mogą wejść jako pionierzy, a nie jako kolejny gracz w tłumie. Okno jest otwarte — pytanie, kto przez nie wejdzie pierwszy – tłumaczy Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.
Gdzie Polacy widzą szanse — sektory w centrum uwagi
Branże z największym potencjałem w Uzbekistanie
🌾 Agrobiznes i przetwórstwo
Nowoczesne technologie rolne, przetwórstwo owoców i warzyw oraz rozwój produkcji żywności.
🏗️ Budownictwo i materiały
Dynamiczny rozwój miast zwiększa zapotrzebowanie na technologie budowlane i materiały wysokiej jakości.
🎓 Edukacja i szkolenia zawodowe
Rosnące zapotrzebowanie na specjalistów technicznych i praktyczne programy kształcenia.
🧵 Tekstylia i rzemiosło
Kraj jest jednym z największych producentów bawełny w regionie i rozwija sektor produktów premium.
🚛 Logistyka i handel
Położenie na trasach łączących Azję i Europę wzmacnia znaczenie centrów logistycznych.
💻 IT i cyfryzacja
Szybko rozwijający się sektor nowych technologii wspierany przez państwowe programy inwestycyjne.
Warto podkreślić, że polsko-uzbecka wymiana handlowa rośnie od kilku lat, choć wciąż pozostaje niewielka w skali obu krajów. Dla małych i średnich firm szukających rynków, na których nie trzeba walczyć z zachodnimi gigantami, to właśnie ta skala jest zaletą — a nie wadą. Turkiestański basen handlowy łączy Uzbekistan z Kazachstanem, Kirgistanem i rynkami Chin. Wejście teraz może oznaczać strategiczną pozycję za dekadę.
Praktyczne wskazówki dla turysty-biznesmena
Jest w Uzbekistanie coś, czego nie oferuje żaden tropikalny raj — poczucie dotykania historii, która była osnową całej Eurazji. Kupiecki szlak z Chin do Morza Śródziemnego biegł przez te właśnie miasta. Timur budował tutaj imperium, a uczeni z jego dworu tworzyli matematykę i astronomię, które trafiły potem do europejskiego renesansu. To nie jest historia „gdzieś tam” — to jest historia, która nas dotyczy.
I właśnie ta narracja — Jedwabnego Szlaku, spotkania kultur, handlu ideami — przemawia do polskich podróżników szukających głębi. Nie plaży, nie drinków przy basenie. Placów w mozaice lapis lazuli i rozmów przy herbacie w cieniu starożytnych murów… a do tego miejsce dla nowoczesnego biznesu1






