wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Kiedyś łyżka, teraz choinka i magia świąt. O publicznym mieniu, które kusi bardziej niż powinno

Nowa miejska choinka w Szczecinie miała być powodem do dumy, miejscem spacerów, selfie i świątecznego zachwytu. I byłaby – gdyby nie to, że niektórzy mieszkańcy potraktowali hasło „nasza nowa miejska choinka” aż nazbyt dosłownie. Jak poinformował prezydent miasta, Piotr Krzystek, już drugiej nocy ktoś postanowił „uatrakcyjnić” swoje prywatne zbiory świątecznych ozdób. Mało tego, amator choinkowych dekoracji wrócił kolejnej nocy, jakby licząc, że jednak się uda. Tym razem jednak szczęście go opuściło i sprawą zajęła się Policja.

Władze miasta, nieco zniesmaczone świąteczną kreatywnością mieszkańców, apelują więc, aby szanować wspólne dobro. Choinka nie jest elementem, który można rozmontować na części i zabrać dla siebie. Drzewko ma służyć latami i cieszyć nie tylko jedną osobę o wyjątkowo elastycznym podejściu do własności, ale całe miasto. To w końcu nie targ, a ozdoby nie są gratisami z promocji „kto pierwszy, ten lepszy”.

W tym całym zamieszaniu pojawił się jeszcze jeden problem: dzieci wspinające się na platformę pod drzewkiem. Prezydent musiał przypomnieć rodzicom, że choć świąteczny czas sprzyja fantazji, to prawa fizyki nadal obowiązują, a platforma nie została zaprojektowana jako tor przeszkód. Siedzenie, wspinaczka czy bieganie w miejscu, które ma przede wszystkim być stabilną podstawą dla kilkumetrowej instalacji, nie jest najlepszym pomysłem i może skończyć się czymś o wiele mniej świątecznym niż planowane rodzinne zdjęcie.

Cała sytuacja jest jednak elementem szerszego zjawiska, które powraca co jakiś czas w różnych częściach kraju. Katalog publicznych „zniknięć” bywa tak absurdalny, że czasem trudno uwierzyć, iż wydarzyły się naprawdę. W jednym mieście ktoś regularnie wynosił… gumowe odbojniki z parkingów, bo „idealnie pasowały do garażu”. W innym – zniknęła cała donica z krzewem, tak duża, że potrzebny był do tego wózek lub naprawdę dobry plan logistyczny. Rekordem kreatywności popisał się natomiast pewien mieszkaniec, który z miejskiego parku postanowił zabrać ławkę, bo – jak tłumaczył – „i tak nikt na niej nie siedział, więc szkoda, żeby się marnowała”. Najbardziej filmowy przypadek pochodzi z małej miejscowości, gdzie ktoś nocą wykopał… młodą brzozę z miejskiej alejki i zasadził ją we własnym ogródku, licząc chyba, że nikt nie zauważy. Podobną inwencją wykazała się wspomniana już mieszkanka Choszczna, która z łyżką w ręku wracała z parku obładowana świeżymi sadzonkami – jakby robiła ekologiczne zakupy w miejskim „ogródku za darmo”. Te historie bawią tylko do momentu, w którym pojawia się refleksja: każda „zapożyczona” donica, lampka czy ławka to kolejne wydatki z miejskiego budżetu, czyli z kieszeni wszystkich mieszkańców.

Choć brzmi to absurdalnie, wszystkie te historie mają wspólny mianownik: niezrozumienie, że „publiczne” nie oznacza „niczyje”. Przeciwnie – oznacza nasze. Wspólne. Takie, które powinno służyć wszystkim, a nie znikać po jednej czy dwóch nocach pod wpływem nagłego impulsu estetycznego. Miejskie dekoracje, kwiaty na rabatach, ławki w parkach i placach są po to, by tworzyć przestrzeń, w której przyjemnie się żyje. I naprawdę trudno mówić o wspólnocie, jeśli niektórzy widzą w niej jedynie samoobsługowy magazyn.

Szczecińska choinka nie jest więc tylko drzewkiem z lampkami. Jest testem miejskiej odpowiedzialności. Co roku powtarzamy sobie, że święta to czas dobra, refleksji, gestów wobec innych. A w praktyce – czasem potrzebny jest jeszcze jeden gest: odłożenie na miejsce bombki, która „tak pięknie wyglądałaby u mnie na oknie”.

Może więc tegoroczne świąteczne postanowienia warto rozpocząć od rzeczy najprostszej. Nie kradnę ozdób z choinki. Nie wykopuję kwiatów łyżką. Nie traktuję przestrzeni publicznej jak sklepu bez kamer. To drobiazgi, ale właśnie z drobiazgów składa się miasto, o którym wszyscy chcemy mówić z dumą.

Popularne Artykuły