Kilka dni z temperaturą powyżej 5–7°C wystarczy, by kleszcze ponownie rozpoczęły żerowanie. Choć wielu osobom wydaje się, że zimą problem znika, w praktyce pasożyty nie giną wraz z pierwszymi przymrozkami. Zapadają w stan diapauzy – biologicznego „uśpienia” – ukrywając się w ściółce leśnej, pod liśćmi, w glebie czy w szczelinach kory drzew.
Nie jest to jednak klasyczny sen zimowy. Gdy temperatura wzrasta, nawet w styczniu czy lutym, kleszcze mogą się uaktywnić i szukać żywiciela. Oznacza to, że zagrożenie nie ogranicza się wyłącznie do wiosny i lata. Coraz łagodniejsze zimy sprawiają, że sezon na kleszcze w praktyce wydłuża się do większości miesięcy w roku.
Najczęściej spotykane są w lasach i na ich obrzeżach, ale równie dobrze radzą sobie w parkach, na skwerach czy w przydomowych ogrodach. Wysoka trawa i zarośla nie są jedynym środowiskiem ich bytowania – wystarczy niewielki fragment zieleni.
Specjaliści przypominają, że kleszcze mogą przenosić boreliozę oraz kleszczowe zapalenie mózgu. Dlatego po spacerach warto dokładnie obejrzeć ciało – szczególnie zgięcia kolan, pachwiny, okolice za uszami i linię włosów. Im szybciej pasożyt zostanie usunięty, tym mniejsze ryzyko zakażenia.
Kilka cieplejszych dni to dla wielu zapowiedź wiosny. Dla kleszczy – sygnał do działania. Warto o tym pamiętać, planując spacer po lesie czy parku, niezależnie od pory roku.





