Na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Chojnie wyraźnie wzrosła temperatura dyskusji wokół sprzedaży gminnych nieruchomości. Część radnych zarzuca urzędowi zawyżanie cen wywoławczych w przetargach, co – ich zdaniem – skutecznie zniechęca potencjalnych nabywców. Z drugiej strony urzędnicy odpowiadają wprost: gmina nie może pozwolić sobie na sprzedaż majątku poniżej wartości rynkowej.
Punktem zapalnym stały się m.in. działki na Osiedlu Lotnisko, przeznaczone pod zabudowę jednorodzinną. Radny Radosław Stec wskazywał, że ceny są zbyt wysokie, przez co oferty nie cieszą się zainteresowaniem. W podobnym tonie wybrzmiała sprawa działki w Krajniku Dolnym – zabudowanej budynkiem po dawnej remizie. Gmina ogłosiła już trzeci przetarg, ustalając cenę wywoławczą na poziomie 250 tys. zł.
Wątpliwości budzi nie tylko sama kwota, ale też tryb sprzedaży. Jak przekonywał radny Mateusz Tołłoczko, właściciele sąsiednich działek wystąpili z wnioskiem o zakup nieruchomości bez przetargu – z przeznaczeniem na poprawę zagospodarowania terenu i dojazd. Gmina nie wyraziła zgody, choć – jak podnoszono – w przeszłości stosowano podobne rozwiązania. Dodatkowo pojawiła się rozbieżność między operatem szacunkowym, który wyceniał nieruchomość na niespełna 100 tys. zł, a ceną wywoławczą w przetargu.
Urzędnicy odpierają zarzuty. Naczelnik wydziału odpowiedzialnego za gospodarkę nieruchomościami podkreślała podczas sesji, że wartość nieruchomości nie jest tożsama z ceną sprzedaży, a gmina – jako właściciel – ma obowiązek dbać o swój majątek. W jej ocenie sprzedaż poniżej wartości rynkowej byłaby działaniem niegospodarnym. Wskazywano także na przeznaczenie działki w planie miejscowym – jako teren usługowo-mieszkaniowy – oraz jej powierzchnię, co ma uzasadniać wyższą cenę.
Po drugiej stronie wybrzmiewały głosy o „oderwaniu od realiów”. Radna Barbara Nożewnik mówiła wprost o odczuciach mieszkańców, którzy – jej zdaniem – postrzegają politykę cenową gminy jako nadmierne obciążenie. W trakcie sesji padły mocne słowa o niesprawiedliwości i poczuciu, że dostęp do gminnych gruntów staje się coraz trudniejszy.
Stary spór w nowej odsłonie
Dyskusja w Chojnie wpisuje się w znacznie szerszy, ogólnopolski problem. Od lat sprzedaż majątku publicznego budzi kontrowersje. Jedni zarzucają samorządom, że wyprzedają grunty i nieruchomości, by łatać bieżące budżety – pozbawiając się w ten sposób zasobów na przyszłość. Inni wskazują, że nadmierne „trzymanie” majątku blokuje rozwój i inwestycje.
Tym razem sytuacja wydaje się odwrócona. Nie chodzi o to, czy sprzedawać – lecz za ile. Część radnych sugeruje, że ceny powinny być niższe, bardziej „dostępne”, co zwiększyłoby zainteresowanie i przyspieszyło obrót nieruchomościami. Urzędnicy pozostają jednak przy twardym stanowisku: gmina nie jest instytucją, która ma rozdawać majątek, lecz nim zarządzać w sposób odpowiedzialny finansowo – i trudno się z tym nie zgodzić.
W praktyce oznacza to klasyczny dylemat samorządów: sprzedać szybciej i taniej, czy wolniej, ale drożej. I choć odpowiedź wydaje się techniczna, w rzeczywistości ma wymiar polityczny – bo dotyka tego, jak rozumieć rolę gminy wobec mieszkańców.





