Gdyby ktoś miał ułożyć podręcznikowy przykład sytuacji, w której urzędnik powinien przynajmniej zasygnalizować konflikt interesów, trudno o lepszy case study niż to, co dzieje się dziś w Świnoujściu wokół zastępcy prezydenta Romana Kucierskiego i Hotelu Hamilton. Sam zainteresowany uparcie twierdzi, że żadnego konfliktu nie ma – a każdą próbę zadania mu niewygodnego pytania traktuje jak osobisty atak na rodzinę. To robienie z siebie ofiary w sytuacji, w której aż się prosi o interwencje organów ścigania.
Zacznijmy od tego, co nie jest sporne, bo potwierdzają to same nie tylko media, ale i sam zainteresowany. Roman Kucierski przez lata był dyrektorem zarządzającym Hotelu Hamilton. Dziś na tym samym stanowisku zasiada jego żona. I właśnie ten konkretny hotel, w projekcie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla najbardziej atrakcyjnej nadmorskiej części miasta, ma – zgodnie z danymi przytaczanymi przez radną Barbarę Michalską – otrzymać wyjątkowo korzystne parametry zabudowy.
To nie pierwszy raz, kiedy akurat ten hotel wygrywa akurat wtedy, gdy decyzje podejmuje miasto, w którym Kucierski pełni dziś funkcję wiceprezydenta. Latem Hotel Hamilton wygrał przetarg na catering za ponad 32 tysiące złotych przy okazji wizyty wiceminister edukacji – wydarzenia organizowanego przez urząd, w którym Kucierski akurat odpowiada między innymi za edukację. Wcześniej, w kampanii wyborczej, to właśnie w tym hotelu komitet popierający dzisiejszą prezydent Joannę Agatowską organizował spotkania przedwyborcze z mieszkańcami. Trzy niezależne sytuacje, jeden wspólny beneficjent, jeden wspólny mianownik personalny. Nazywanie tego „zbiegiem okoliczności” wymaga sporej wyobraźni.
Linia obrony: to atak na rodzinę, nie pytanie o fakty
Zamiast rzeczowo odnieść się do konkretnych wskaźników zabudowy przewidzianych w planie, Kucierski woli przesunąć dyskusję na grunt emocjonalny. Przekonuje, że ani jego wcześniejsza praca w hotelu, ani obecne zatrudnienie żony, nie są same w sobie dowodem na uprzywilejowane traktowanie inwestora – ta narracja sprytnie omija sedno problemu. Nikt bowiem nie musi udowadniać korupcji czy jawnego fałszerstwa, żeby zasadnie zapytać, dlaczego urzędnik współdecydujący pośrednio o losie planu zagospodarowania nie wyłączył się choćby formalnie z dyskusji nad zapisami dotyczącymi firmy, w której pracuje jego najbliższa rodzina. To nie jest pytanie o jego uczciwość osobistą – to pytanie o elementarną higienę sprawowania funkcji publicznej, którą każdy odpowiedzialny samorządowiec powinien sam sobie zadać, zanim zrobi to ktoś inny.
Zamiast tego Kucierski przerzuca ciężar dowodu na radną, domagając się „konkretnych decyzji i dowodów”, a jednocześnie unika odniesienia się wprost do najbardziej konkretnego zarzutu w tej sprawie – czyli samych liczb: dlaczego wskaźniki zabudowy dla Hamiltona są wyraźnie wyższe niż dla sąsiednich działek. Sugestia, że pytania radnej to w istocie atak na jego żonę i rodzinę, jest zręcznym, ale przejrzystym zabiegiem retorycznym – pozwala uniknąć merytorycznej odpowiedzi, jednocześnie stawiając pytającą w roli osoby bezpodstawnie atakującej prywatność drugiego człowieka. I sam fakt braku rzeczowej odpowiedzi pozwala przypuszczać, że jednak nie wszystko w tej sprawie jest transparentne.
Sprawa komplikuje się dodatkowo, gdy przypomnieć wcześniejsze zastrzeżenia wobec samego obiektu. Radna wskazuje, że wokół Hamiltona pojawiały się już wcześniej zarzuty dotyczące braków w liczbie miejsc parkingowych oraz nieprawidłowości budowlanych, które miały być przedmiotem działań nadzoru budowlanego – akurat w okresie, gdy dyrektorem zarządzającym hotelu był sam Kucierski. To on, z racji pełnionej wówczas funkcji, powinien dziś najlepiej znać stan tych postępowań i móc udzielić na ten temat wyczerpującej odpowiedzi. Zamiast tego słyszymy ogólnikowe zapewnienie, że uchwalenie planu miejscowego nie legalizuje automatycznie ewentualnej samowoli budowlanej – co jest prawdą prawną, ale nie odpowiedzią na pytanie, czy taka samowola w ogóle miała miejsce i jak została rozliczona.
Miejscowy plan zagospodarowania dla tej części Świnoujścia będzie obowiązywał przez dekady i zdecyduje o tym, jak będzie wyglądać jedna z najcenniejszych działek w mieście. W sytuacji, w której osoba współkształtująca politykę przestrzenną miasta ma tak bezpośrednie, udokumentowane i wieloletnie powiązania z jednym z głównych beneficjentów tego planu, standardem powinna być pełna transparentność, a nie seria wymijających odpowiedzi i przerzucanie uwagi na rzekomy atak personalny. To, że Kucierski konsekwentnie nie widzi tu żadnego problemu, samo w sobie jest dla wielu mieszkańców i obserwatorów sprawy najbardziej wymownym elementem całej tej historii.





