Małgorzata Schwarz rządzi gminą Kołbaskowo nieprzerwanie od 2010 roku. Wcześniej była radną od 2002 roku, potem przewodniczącą Rady Gminy i wicewójtem – jej kariera to modelowy przykład powolnego, konsekwentnego budowania lokalnego monopolu władzy. W wyborach samorządowych 2024 roku zdobyła 71,08% głosów w pierwszej turze, pokonując kontrkandydata Tomasza Kubiaka wynikiem ponad 3 400 do 1 400 głosów. To rezultat, który w normalnych warunkach oznaczałby legitymizację nie do zakwestionowania.
Ale Kołbaskowo, mimo sielskich krajobrazów Doliny Dolnej Odry i położenia tuż przy granicy ze Szczecinem, to gmina, w której pod powierzchnią triumfalnych wyników wyborczych od dawna kipiało. Rok 2025 okazał się rokiem, w którym kilka niezależnych kryzysów zlało się w jeden groźny nurt, wymywający fundamenty lokalnej hegemonii.
Front pierwszy: tykająca bomba ekologiczna w Kurowie
Jeszcze kilka miesięcy temu w miejscowości Kurów, w samym sercu gminy Kołbaskowo, codziennie przyjeżdżały ciężarówki z odpadami budowlanymi i przemysłowymi. Na miejscu wyrosły dwie gigantyczne hałdy – jedna o wysokości około 20 metrów. Proceder trwał co najmniej od 2021 roku. Z dokumentów do których dotarły lokalne media wynika, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska już we wrześniu 2021 roku skierował do wójt Schwarz pismo z żądaniem podjęcia działań i wydania decyzji o usunięciu odpadów. Gmina milczała. W czerwcu 2022 roku WIOŚ wysłał ponowny monit. Gmina znowu milczała. Co sprawia, że ta sprawa jest szczególnie ciężkiego kalibru politycznie, to lokalizacja nieleglanego składowiska: teren Natura 2000, a zarazem strefa ochronna awaryjnego ujęcia wody pitnej dla Szczecina. Biegły powołany przez prokuraturę, która wszczęła śledztwo, stwierdził jednoznacznie, że odpady były magazynowane w sposób mogący zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka. Wiosną 2025 roku odpady przykryto ziemią i posadzono roślinność – w działaniu niemal demonstracyjnym.
Z ustaleń mediów wynika, że żadne skuteczne działania ze strony urzędu gminy, które doprowadziłyby do usunięcia odpadów lub przerwania procederu, nie zostały podjęte przez lata. Gmina nie złożyła też zawiadomienia o przestępstwie do prokuratury – mimo że miała taki obowiązek prawny. Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód prowadziła śledztwo od blisko dwóch lat, zbierając materiał dowodowy.
Front drugi: strażacy kontra wójt
Równolegle trwał, i eskalował, konflikt z Ochotniczą Strażą Pożarną w Smolęcinie – jednostką postrzeganą przez mieszkańców jako politycznie związana z opozycją wobec wójt. W kwietniu 2024 roku OSP Smolęcin ogłosiła wycofanie się z podziału bojowego, czyli mówiąc wprost: przestała wyjeżdżać do pożarów i ratować mieszkańców. Powód? Zaległości za energię elektryczną w wysokości 23 tysięcy złotych i dotacja gminna tak skrojona, że po opłaceniu rachunku za prąd pozostawało ledwie 2 300 złotych na cały kwartalny budżet operacyjny.
W 2025 roku dysproporcja w finansowaniu obu jednostek była uderzająca: OSP Smolęcin otrzymało 50 000 zł, OSP Kołbaskowo – 180 000 zł. Niedawno podczas sesji Rady Gminy Komendant Państwowej Straży Pożarnej w Policach przedstawił raport, w którym ocenił stan bezpieczeństwa gminy jako „niezadowalający i niezapewniający obecnych standardów”. Gmina Kołbaskowo okazała się jedyną w powiecie polickim dysponującą tylko jedną systemową jednostką OSP. Strażacy ze Smolęcina zbierali datki przez portal Siepomaga.pl i Zrzutka.pl.
Prokuratura podjęła też wątek, który ma znaczenie polityczne: nieoficjalnie bada, czy brak wsparcia dla OSP Smolęcin nie był działaniem celowym, mającym na celu doprowadzenie do jej upadku i osłabienie środowiska opozycyjnego wobec wójt. W październiku 2025 roku ujawniono, że zaufany podwładny Małgorzaty Schwarz, specjalista ds. obronnych Tomasz Diedtrich, był przesłuchiwany przez prokuraturę. Ze źródeł zbliżonych do śledztwa przedostała się informacja, że zarzuty mogą usłyszeć „urzędnicy najwyższego szczebla z Gminy Kołbaskowo”.
Front trzeci: zamknięte boiska i miliony bez kontroli w GOKSiR
Sprawa, która w ostatnich tygodniach poruszyła mieszkańców najbardziej namacalnie – bo dotyczy codziennego życia, a nie abstrakcyjnych kwestii politycznych – to dostęp do infrastruktury sportowej przy Gminnym Ośrodku Kultury, Sportu i Rekreacji w Przecławiu. GOKSiR to flagowa inwestycja gminy, otwarty w 2019 roku nowoczesny kompleks z basenem, siłownią, halą, kortami tenisowymi, boiskami. Symbol ambicji Schwarz i dobrych czasów.
Radny Paweł Duniec ujawnił w mediach obraz, który temu symbolowi zaprzecza. Orliki – z założenia obiekty ogólnodostępne, finansowane ze środków publicznych – jesienią i zimą pozostają zamknięte pod pretekstem warunków pogodowych. W cieplejszych miesiącach dostęp jest limitowany, a w weekendy, gdy zainteresowanie jest największe, obiekty bywają niedostępne. Hala sportowa w Przecławiu świeci pustkami, bo ceny wynajmu skutecznie eliminują zwykłych użytkowników. Infrastruktura finansowana publicznie staje się ograniczona ekonomicznie. To odwrócenie logiki inwestycji publicznej: budujemy za pieniądze mieszkańców, po czym zamykamy im dostęp.
Równolegle wybuchła sprawa byłego dyrektora GOKSiR Mariusza Skóry. Wójt zwolniła go po kontroli, która ujawniła 44 uchybienia i nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami publicznymi. Skóra – dotychczas postrzegany przez wielu mieszkańców jako twórca marki GOKSiR – przerwał milczenie i wydał oświadczenie ze znaczącym tytułem: „Karma wraca”. Sprawa zyskała wymiar osobisty i medialny.
Kontekst finansowy jest równie istotny. Przecław24 poinformował, że ograniczono transparentność wydawania publicznych pieniędzy w GOKSiR. Kwota ponad 418 000 zł przeznaczona na funkcjonowanie Centrum Kultury Społecznej działającego w strukturach GOKSiR miała pochodzić formalnie z działalności zarobkowej – co utrudnia zewnętrzną kontrolę przepływów finansowych i rodzi pytania o rzeczywisty nadzór nad instytucją wydającą miliony rocznie z budżetu gminy.
Front czwarty: kontrola nad przekazem jako broń
W 2025 roku oburzenie wywołał jeszcze jeden aspekt lokalnego systemu władzy: gmina Kołbaskowo finansuje ze środków publicznych portal kolbaskowo.eu i gazetkę trafiającą do skrzynek mieszkańców, których redaktor naczelną jest Dorota Trzebińska – wówczas przewodnicząca Rady Gminy i bliska koleżanka wójt. Łączenie funkcji władzy ustawodawczej w gminie z kierowaniem gminnym przekazem medialnym to podręcznikowy przykład konfliktu interesów.
Radio Szczecin zapytało wójt o tę sprawę w audycji „Rozmowa pod krawatem”. Małgorzata Schwarz była zaskoczona pytaniami i stwierdziła, że nie rozumie, jaki mógłby tu być konflikt interesów. Przeglądając treść gminnych mediów, łatwo zrozumieć zaniepokojenie: zawierają peany na cześć wójt, pomijają zaś tematy kłopotliwe – podwyżki podatków, problemy z transportem publicznym, sprawy smolęcińskiej straży, nielegalne wysypisko. Jeden z komentatorów ujął to dosadnie: „Ona nie widzi problemu z gazetką, bo tak jej wszyscy mydlą i kadzą, że nie wierzy, że są ludzie, którzy myślą inaczej.”
Co ciekawe, wcześniej pojawiły się też zarzuty dotyczące legalności zatrudnienia Trzebińskiej – radna gminy, zgodnie z przepisami, nie może pracować na kierowniczym stanowisku w jednostce finansowanej przez gminę.
Front piąty — i najpoważniejszy: planowanie przestrzenne jako pole bitwy
Jeśli poprzednie cztery fronty można było traktować oddzielnie — jako sprawy poważne, ale ograniczone tematycznie — to spór o plan ogólny gminy Kołbaskowo jest zupełnie inną kategorią konfliktu. Dotyka fundamentów: kto jest właściwym beneficjentem decyzji władzy samorządowej i czy planowanie przestrzenne w gminie Kołbaskowo służy wspólnocie, czy wybranym podmiotom.
Plan ogólny to nowy, strategiczny dokument planistyczny wprowadzony reformą prawa przestrzennego, który zastępuje dotychczasowe studia uwarunkowań. Wszystkie gminy w Polsce musiały uchwalić plan ogólny do 30 czerwca 2026 roku — bez niego gmina nie może wydawać decyzji o warunkach zabudowy, uchwalać nowych planów miejscowych ani ubiegać się o dofinansowanie z KPO. To nie jest zwykły dokument planistyczny. To mapa, która na lata — a w praktyce na dziesięciolecia — przesądza, gdzie można budować domy, gdzie powstaną hale i magazyny, a które grunty zostaną trwale wyłączone z urbanizacji. Raz przyjęte strefy planistyczne mogą w wielu przypadkach zadecydować o wartości prywatnych nieruchomości o dziesiątki, a niekiedy setki procent. Stawka jest więc ogromna — i dla mieszkańców, i dla inwestorów, i dla kogokolwiek, kto ma wpływ na to, jak ta mapa zostanie narysowana.
Bunt Będargowa i opór inwestorów
Mieszkańcy Będargowa wyrazili głośny sprzeciw wobec zapisów projektu planu ogólnego, obawiając się, że w ich okolicy powstanie strefa przemysłowa lub gospodarcza — dokładnie tam, gdzie zakupili działki z myślą o budowie domów. To nie są abstrakcyjne obawy: mieszkańcy zebrali 110 podpisów pod protestem przeciwko planom w Będargowie i równolegle 146 podpisów domagając się ekranów akustycznych przy planowanej trasie S6. Budowa Zachodniej Obwodnicy Szczecina — ekspresówki S6 na odcinku Kołbaskowo–Dołuje z węzłem właśnie przy Będargowie, za kwotę 776,8 mln zł — jeszcze bardziej podgrzewa sytuację: mieszkańcy chcą wiedzieć, jak bliskość tak potężnej inwestycji drogowej zmieni charakter całej okolicy, a projekt planu ogólnego nie daje im na razie pocieszających odpowiedzi.
Wśród mieszkańców narastają głosy sprzeciwu — zwłaszcza od właścicieli działek, które w nowym planie zmieniają przeznaczenie z budowlanego na takie, które budowę całkowicie wykluczają. Jeden z poszkodowanych ujął to wprost: zdecydował się na zakup działki, gdy studium przewidywało tam budownictwo jednorodzinne i turystykę — teraz nowy plan pozbawia go tej możliwości, działając na jego bezpośrednią szkodę majątkową.
Podobna historia rozgrywa się w Stobnie: mieszkańcy wskazują, że w nowym planie ogólnym gmina wyznacza strefę gospodarczą na 120-hektarowej działce aktywnie uprawianej rolniczo, będącej gruntami wysokiej klasy — a jednocześnie słabsze grunty w sąsiedztwie, nieużytkowane od lat, pozostają strefą otwartą bez zabudowy. Brak logiki, brak spójności i brak wyjaśnień — tak mieszkańcy komentują te decyzje, organizując się w grupy społecznościowe, na których analizują projekt planu.
Dramat dotyczy też miejscowych rolników. Bartosz Gregor — czwarte pokolenie rolnicze w Bobolin, sołtys wsi — próbuje rozwinąć swoje kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo hodowlane. Plan ogólny sprawia, że poza istniejącymi zabudowaniami poniemieckimi nie będzie mógł nic wybudować na własnej ziemi, na terenie gdzie wcześniej studium przewidywało siedem hektarów pod zabudowę jednorodzinną.
Wątek przedsiębiorcy i pytanie o przejrzystość
Najciężej ważący zarzut dotyczy samej tkanki procesu planistycznego. W projekcie planu ogólnego pojawiła się zmiana budząca coraz więcej pytań: chodzi o czterohektarową działkę rolną między Karwowem a Warzymicami, która — mimo wysokiej klasy gleby i braku wcześniejszych zapisów w studium umożliwiających zabudowę — ma zostać przeznaczona pod zabudowę jednorodzinną. Według nieoficjalnych ustaleń mediów teren ten należy do lokalnego przedsiębiorcy z branży rolniczej, posiadającego w regionie rozległe kontakty i znaczącą pozycję gospodarczą. Dla porównania: gmina od miesięcy publicznie tłumaczyła, że nie może wyznaczać nowych terenów mieszkaniowych z powodu braku infrastruktury i kosztów obsługi rozporoszonej zabudowy. Jedna działka z tej reguły była wyłączona — bez wyjaśnienia. A to tylko jeden z kilku kontrowersyjnych przykładów.
Według zarzutów formułowanych przez mieszkańców, osoba przygotowująca koncepcję planu ogólnego ma być związana z podmiotem, który może na nowych zapisach znacząco skorzystać – Zachodniopomorskim Uniwersytetem Technologicznym w Szczecinie, posiadającym rozległe grunty na terenie gminy. ZUT to instytucja o innym charakterze niż prywatny deweloper, ale powiązanie urbanisty-projektanta z podmiotem mającym konkretny interes w kształcie planu jest zarzutem o konflikcie interesów w procesie planistycznym, który w Polsce jest egzekwowany rzadko, ale który – jeśli potwierdzony – może unieważnić sam fundament legalności dokumentu.
Spór o plan ogólny nie jest więc jedynie konfliktem o przestrzeń. To konflikt o zasady: kto decyduje, według jakich kryteriów, na czyją rzecz i czy mieszkańcy mogą ufać, że planowanie służy wspólnocie, a nie układaniu przyszłości pod wybrane podmioty.
Dlaczego to front najpoważniejszy?
W porównaniu z poprzednimi frontami — ekologicznym, strażackim, medialnym i sportowym — plan ogólny angażuje jednocześnie największą liczbę mieszkańców (właściciele nieruchomości to kilka tysięcy rodzin, bo gmina ma kilkanaście tysięcy mieszkańców) i przynosi najbardziej wymierne, finansowe straty tym, którzy czują się poszkodowani. Nie jest to spór o zasady czy o symbolikę władzy — to spór o konkretne dziesiątki i setki tysięcy złotych wartości działek. Ludzie, którzy kupili grunt pod dom marzeń, mogą się obudzić z kawałkiem gruntu bez prawa zabudowy. To mobilizuje skuteczniej niż jakikolwiek inny mechanizm polityczny.
Dodatkowym elementem jest presja czasu: plan ogólny musi zostać uchwalony przez Radę Gminy Kołbaskowo do 31 sierpnia 2026 roku. Oznacza to, że najgorętszy moment politycznego starcia o ten dokument — konsultacje społeczne, sesja rady, głosowanie — przypadnie dokładnie w połowie kadencji Schwarz, wtedy gdy inicjatywa referendalna będzie miała za sobą czas na zebranie podpisów. Oba procesy — planistyczny i referendalny — biegną teraz równolegle, zasilając się nawzajem.
Kampania ocieplenia: strach czy strategia?
W ostatnich tygodniach gmina Kołbaskowo wyraźnie zwiększyła aktywność na polu bezpośrednich usług dla mieszkańców. Na parkingach przed obiektami gminnymi pojawiły się mobilne punkty bezpłatnych badań słuchu (kwiecień 2026) i wzroku (marzec 2026). Gmina promuje rekrutacje do żłobka i przedszkola, ogłasza program „Kołbaskowska wyprawka” dla nowych rodziców, organizuje cykl integracyjnych wydarzeń sportowych. Oficjalny przekaz to troska o mieszkańców i inwestycje w jakość życia.
Pytanie o motywację jest zasadne. Perspektywy analityczne są tu dwie, niekoniecznie wykluczające się.
W tle tego ocieplania wizerunku jest realna Inicjatywa referendalna – w gminie Kołbaskowo przestała ona być jedynie plotką w mediach społecznościowych. Przecław24 opublikował materiał wprost zatytułowany „Inicjatywa referendalna i publiczna debata. Wójt odpowiada na najpoważniejsze zarzuty [14 pytań i odpowiedzi]” – co oznacza, że środowisko opozycyjne sformalizowało swoje zamiary na tyle, że wójt musiała publicznie odnieść się do zarzutów punkt po punkcie. Rekrutacja nowego rzecznika prasowego – zatrudnienie doświadczonego dziennikarza jako rzecznika urzędu – jest potwierdzonym faktem, który sam w sobie sygnalizuje zmianę strategii komunikacyjnej. Sprawa OSP Smolęcin, nielegalne wysypisko, zamknięte boiska, afera GOKSiR – każda z tych spraw samodzielnie generuje własne środowisko niezadowolenia. Razem tworzą potencjalną koalicję. Wójt z pewnością obserwuje to, co dzieje się w Polsce: seria referendów lokalnych (dziewięć przeprowadzonych w samym trójmiesięcznym oknie maj–lipiec 2025), jedno zakończone sukcesem – odwołaniem prezydent Zabrza. Schwarz wie, że sam wynik wyborczy sprzed dwóch lat nie immunizuje na zawsze. Kampania ocieplenia byłaby zatem klasycznym ruchem wyprzedzającym: zanim niezadowolenie uformuje się w listy z podpisami złożone u komisarza wyborczego, wójt próbuje odbudować więź emocjonalną z mieszkańcami konkretnymi, namacalnymi usługami.
Strukturalne pęknięcie modelu władzy
Za serią kryzysów kryje się głębsze pytanie o model zarządzania gminą, który Schwarz budowała przez półtorej dekady. Jest to model monocentryczny: wójt jako centrum decyzyjne, rada gminy jako echo, media lokalne jako narzędzie przekazu, jednostki pomocnicze (w tym OSP) różnicowane w finansowaniu według kryterium politycznej lojalności. Taki model działa sprawnie, dopóki środowisko zewnętrzne jest łaskawe: inwestycje płyną, skargi nie docierają do mediów ponadlokalnych, a prokuratury nie interesują się gminą.
W 2025 roku każde z tych założeń zostało podważone. Prokuratura prowadzi co najmniej dwa równoległe postępowania dotyczące gminy. Media regionalne – Radio Szczecin, Głos Szczeciński, Szczeciner.pl – konsekwentnie nagłaśniają kolejne afery. Lokalne portale niezależne, jak Przecław24, dostarczają szczegółowych analiz finansowych i prawnych, które jeszcze kilka lat temu nie docierałyby do świadomości mieszkańców.
Formalnie pozycja Schwarz pozostaje silna. Ma obecnie większość w radzie, sprzyjająca przewodniczącą Rady Gminy, a przepisy o referendum lokalnym – jak pokazuje ogólnopolska praktyka – stwarzają inicjatorom bardzo wysokie bariery: trzeba zebrać podpisy 10% uprawnionych wyborców, a samo referendum jest ważne dopiero przy frekwencji 3/5 uczestniczących w ostatnich wyborach gminnych.
Naprawdę groźne jest to, co dzieje się w prokuraturze. Jeśli zarzuty dla „urzędników najwyższego szczebla” zostaną postawione i upublicznione, zmieni się jakościowo cały dyskurs lokalny. W Polsce mamy już precedensy samorządowców, którzy przetrwali referenda, ale nie przetrwali zarzutów prokuratorskich. Sam ciężar gatunkowy ewentualnych zarzutów – niedopełnienie obowiązków w zakresie bezpieczeństwa publicznego, zaniedbania środowiskowe, przekroczenie uprawnień – to nie sprawy techniczne. To sprawy, które trafią na pierwsze strony regionalnych gazet.
Wnioski?
Kołbaskowo weszła w 2026 rok jako gmina o niespójnym obliczu. Z zewnątrz – dobrze prosperująca podmiejska wspólnota z efektownymi wynikami wyborczymi swojej wójt. Od wewnątrz – miejsce narastających napięć między monocentrycznym modelem władzy a rosnącymi aspiracjami mieszkańców do uczestnictwa i przejrzystości.
Małgorzata Schwarz ma wszelkie instrumenty, by przetrwać tę turbulencję: doświadczenie, kilku lojalnych radnych, którzy podniosą rękę wspierając najbardziej absurdalne zachcianki wójt gminy, zasoby instytucjonalne, a nawet media gminne. Brakuje jej jednej rzeczy, której nie da się kupić ani zadekretować – zaufania tych, którzy nie uwierzyli, że tykająca bomba ekologiczna w Kurowie to nie problem, że strażacy ze Smolęcina zasłużyli na degradację, że przewodnicząca rady jako redaktor naczelna gminnej prasy to naturalne rozwiązanie.
Gminy takie jak Kołbaskowo nie zmieniają się przez rewolucję. Zmieniają się stopniowo, przez akumulację przypadków, przez odejście jednego wyborcy, potem drugiego, przez medialne nagłośnienie spraw, które wcześniej ginęły w gminnym archiwum. Pytanie nie brzmi już: „Czy Schwarz zostanie odwołana w referendum?” Pytanie brzmi: „Czy jej model władzy jest jeszcze zdolny do reformy od wewnątrz?”





