Prezydent Świnoujścia Joanna Agatowska zdecydowała o nierozstrzygnięciu otwartego konkursu ofert na realizację zadania publicznego pod nazwą „Górka Rekreacyjna Pełna Energii”. Powodem ma być wada proceduralna, która – jak wskazano w zarządzeniu – mogła naruszać zasady przejrzystości postępowania, równego traktowania oferentów oraz uczciwej konkurencji.
Z opublikowanego zarządzenia wynika, że po upływie terminu składania ofert wykryto „istotną niespójność” pomiędzy treścią ogłoszenia konkursowego a regulaminem stanowiącym jego załącznik. To właśnie ta rozbieżność sprawiła, że miasto zdecydowało się nie wybierać zwycięzcy i zapowiedziało ponowne przeprowadzenie konkursu po usunięciu nieprawidłowości.
Na tym jednak kończą się konkrety.
Dokument opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej ani słowem nie wyjaśnia, na czym dokładnie polegała wspomniana niespójność. Czy dotyczyła kryteriów oceny ofert? Terminów? Wymaganych dokumentów? Warunków udziału w konkursie? Czy mogła mieć realny wpływ na decyzje organizacji składających oferty? Tego czytelnik BIP nie dowie się z opublikowanego uzasadnienia. Urząd informuje jedynie, że błąd został popełniony przez pracownika odpowiedzialnego za przygotowanie dokumentacji konkursowej. W konsekwencji pracownik został pouczony o obowiązku zachowania większej staranności oraz konieczności każdorazowej weryfikacji zgodności dokumentów przed ich publikacją. Jednocześnie zapewniono, że wdrożono dodatkowy etap kontroli dokumentacji, który ma zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Choć decyzja o unieważnieniu konkursu może świadczyć o chęci zachowania pełnej zgodności z przepisami, pozostaje pytanie o transparentność całej sprawy. Skoro urząd uznał, że wada była na tyle istotna, iż mogła naruszyć zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania oferentów, mieszkańcy oraz organizacje społeczne mają prawo wiedzieć, czego konkretnie dotyczył błąd. Tymczasem opublikowane uzasadnienie ogranicza się do ogólnych sformułowań. Nie wskazuje ani jednego przykładu rozbieżności między ogłoszeniem a regulaminem, przez co nie pozwala ocenić, czy chodziło o drobną omyłkę redakcyjną, czy o zapis, który rzeczywiście mógł wpłynąć na przebieg konkursu.
W praktyce oznacza to, że osoby śledzące dokumenty publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej muszą uwierzyć urzędowi na słowo. A przecież właśnie BIP powinien służyć temu, by mieszkańcy mogli samodzielnie ocenić zasadność podejmowanych decyzji, zwłaszcza gdy skutkują one unieważnieniem całego postępowania konkursowego.





