Niebawem rok szkolny, a napięcie w oświacie rośnie — nauczyciele zapowiadają protesty, które od września mogą przerodzić się w duży strajk. Związkowcy z ZNP domagają się 15-procentowej podwyżki wynagrodzeń od początku roku szkolnego 2025/2026, urealnienia średniego wynagrodzenia oraz wznowienia dialogu z Ministerstwem Edukacji i Nauki. Resort odpowiada jednak, że w budżecie brak środków na kolejne podwyżki — priorytetem państwa ma być inwestycja w rozwój armii.
Rządowe stanowisko spotkało się z ostrą krytyką ze strony posłów i związków zawodowych. W interpelacjach wskazują oni, że mimo apeli nie przedstawiono konkretnego harmonogramu podwyżek ani rzetelnych wyliczeń skutków finansowych postulowanych żądań. Zwracają też uwagę na ograniczony dialog z organizacjami reprezentującymi nauczycieli i sprzeczne informacje przekazywane opinii publicznej.
Wiceminister edukacji Henryk Kiepura przypomina, że 1 stycznia 2024 i 1 stycznia 2025 r. wprowadzono już podwyżki, które — jego zdaniem — znacząco poprawiły sytuację płacową: średnie wynagrodzenie początkującego nauczyciela wzrosło o 1 894 zł, mianowanego o 2 093 zł, a dyplomowanego o 2 674 zł w porównaniu z 2023 r. Resort podkreśla także szereg zmian w Karcie Nauczyciela mających poprawić warunki zatrudnienia i zabezpieczenia emerytalne.
Związkowcy odpowiadają, że to za mało: postulowane 15 proc. podwyżki mają zrekompensować rosnące koszty życia i przywrócić realną wartość zawodu. Równocześnie krytykują fakt, że ministerstwo tłumaczy brak pieniędzy koniecznością wydatków na obronność, zamiast przedstawić alternatywne rozwiązania finansowania oświaty.
Kwestia braków kadrowych dodaje dramatyzmu sporu. MEN wskazuje, że w styczniu 2025 r. wolnych etatów było 4 940, natomiast szacunki obserwatorów rynku i ogłoszenia na stronach kuratoriów sugerują, że obecnie brakuje około 20 000 nauczycieli. Resort zapewnia, że podjęte działania powinny zapobiec problemom z zapełnieniem wakatów, jednak dane i sygnały z placówek szkolnych budzą wątpliwości.
Jeżeli negocjacje nie przyniosą efektu, zapowiadane od września protesty mogą przybrać ostrzejszą formę, co grozi zakłóceniami w rozpoczęciu roku szkolnego. W grze są nie tylko pieniądze, ale i zaufanie — zarówno do polityki oświatowej rządu, jak i do mechanizmów dialogu społecznego, które mają rozwiązywać konflikty zanim przekształcą się w masowe strajki.





