W lesie niedaleko plaży w Świnoujściu odkryto pozostałości samolotu z czasów II wojny światowej. Muzealnicy podejrzewają, że to szczątki brytyjskiego bombowca Lancaster, zestrzelonego nad miastem w 1944 roku. Urzędnicy przygotowują już dokumentację potrzebną do rozpoczęcia badań – istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że w tym miejscu spoczywają szczątki trzech lotników RAF.
Znalezisko trafiło na światło dzienne kilkanaście dni temu za sprawą przedstawicieli Muzeum Obrony Wybrzeża, którzy natknęli się w świnoujskim lesie na wypaloną amunicję, aluminiowe elementy oraz fragmenty konstrukcji samolotu. Miejsce zostało następnie zbadane wspólnie przez muzealników oraz Mariolę Cieślę, kierującą wydziałem spraw obywatelskich Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża Piotr Piwowarczyk podkreśla, że jest to znalezisko wyjątkowe – przypadkowe odkrycie może okazać się w rzeczywistości wojenną mogiłą. Jak zaznacza, kluczowe w tej sprawie jest teraz przywrócenie pamięci o lotnikach, którzy przez dekady figurowali jako zaginieni.
Nalot na port w 1944 roku
Z zachowanych dokumentów archiwalnych wynika, że w sierpniu 1944 roku w akcji minowania wejścia do portu w Świnoujściu brały udział trzy samoloty typu Lancaster. Jeden z nich został trafiony przez niemiecką obronę przeciwlotniczą broniącą tak zwanej Festung Swinemünde. Według rekonstruowanej wersji wydarzeń tylna część maszyny wpadła wówczas do Bałtyku, natomiast kadłub runął na ląd.
Tę hipotezę wzmacnia kilka wcześniejszych odkryć w okolicy. Podczas prac portowych wielokrotnie natrafiano na miny lotnicze pochodzące z tamtego okresu. W 2009 roku rybacy wydobyli z morza pięciometrowy fragment skrzydła samolotu. Na miejscu obecnego znaleziska znaleziono też łuski amunicji kalibru .303 British, używanej przez brytyjskie lotnictwo, a także – co uznawane jest za najważniejszy trop – rurkę z szybkozłączem typu Avimo, elementem charakterystycznym dla silników Rolls-Royce Merlin, napędzających właśnie bombowce Lancaster.
Wiktor Czeszewski z Muzeum Obrony Wybrzeża zwraca uwagę, że to właśnie szczegóły instalacji wysokociśnieniowej silnika jednoznacznie wskazują na brytyjskie pochodzenie odnalezionej maszyny.
Teren, na którym dokonano odkrycia, wyróżnia się nietypowym ukształtowaniem oraz brakiem starszych drzew – co samo w sobie może być śladem dawnej ingerencji w grunt. Dodatkowym argumentem są wyniki badań ferromagnetycznych, które wykazały obecność kolejnych metalowych elementów ukrytych pod powierzchnią ziemi.
Zestawiając te informacje, badacze odtwarzają obraz siedmioosobowej załogi bombowca. Jak wskazuje dyrektor muzeum, wszystko wskazuje na to, że trzej członkowie tej załogi mogą spoczywać w bezimiennej, nieoznaczonej dotąd mogile, znajdującej się dokładnie w miejscu, gdzie obecnie pracują badacze.
Ruszają formalne procedury
Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki uruchomił już procedury przewidziane ustawą o grobach i cmentarzach wojennych. Do współpracy przy dalszych działaniach zaproszono Instytut Pamięci Narodowej, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.
Na miejscu wykonano już dokumentację fotograficzną oraz sporządzono odpowiednie notatki, co pozwala na formalne rozpoczęcie poszukiwań. W kolejnym etapie archeolodzy przeprowadzą badania sondażowe, które mają ostatecznie potwierdzić lub wykluczyć, że w tym miejscu rzeczywiście rozbił się brytyjski Lancaster.
Dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża zaznacza, że do przeszukania pozostaje obszar o powierzchni około pół hektara, co oznacza dla ekipy badawczej ogromny nakład pracy. Jak dodaje, jest to jednak obowiązek wobec trzech pilotów, którzy od ponad ośmiu dekad czekają na godne upamiętnienie.





