środa, 13 maja, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Mieszkańcy zaskoczeni decyzją Nadleśnictwa Myślibórz. „Zamknął las”

Decyzja o czasowym zamknięciu części lasu przez Nadleśnictwo Myślibórz wywołała falę krytyki wśród mieszkańców i przyrodników. Najwięcej kontrowersji budzi skala ograniczenia – teren ma pozostać niedostępny przynajmniej do końca roku. Dla wielu to decyzja niezrozumiała i niewspółmierna do prowadzonych prac.

Mieszkańcy nie kryją zaskoczenia. Podkreślają, że dotychczasowe prace leśne – w tym wycinki – trwały zazwyczaj kilka tygodni i nie wymagały aż tak długiego wyłączenia obszarów z użytkowania. W ich ocenie decyzja uderza w codzienne korzystanie z lasu – zarówno rekreacyjne, jak i społeczne.

Wątpliwości dotyczą również powodów zamknięcia. W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, czy chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo, czy też o kwestie mniej oczywiste – jak prowadzone prace przy drzewach dziuplastych lub porządkowanie terenów po wcześniejszych działaniach gospodarczych. Część mieszkańców wskazuje na problem pozostawionych elementów infrastruktury, takich jak druty z grodzeń, które mogą stanowić zagrożenie dla zwierząt.

– Skandal w Nadleśnictwie Myślibórz. Leśnicy zamknęli las na rok. Czy dlatego, że oznaczają drzewa dziuplaste do wycinki i nie chcą żeby ktoś widział? A może nie chce im się sprzątać po gospodarce leśnej – zabrać porozrzucany wszędzie drut z grodzeń i (śmiertelne pułapki dla zwierząt). Zamykanie lasu na rok nie ma żadnego uzasadnienia, gdyż wycinki na pozycji zazwyczaj trwają max kilka tygodni. Jedyne wyjaśnienie, to pójście na łatwiznę z jednoczesnym ignorowaniem potrzeb społecznych, albo/i chęć ukrycia czegoś – krytykuje tę decyzję lub Kniejołaza.

Na razie Nadleśnictwo nie przedstawiło szczegółowego uzasadnienia, które rozwiałoby wszystkie wątpliwości.

Sprawa odsłania też szerszy, często pomijany wątek: kto właściwie „ma” las i kto decyduje o jego dostępności. Lasy Państwowe zarządzają ogromnymi obszarami, prowadząc gospodarkę leśną i odpowiadając za bezpieczeństwo. Formalnym właścicielem tych terenów pozostaje jednak Skarb Państwa, czyli – w uproszczeniu – wszyscy obywatele. I tu pojawia się napięcie, które wraca przy każdej podobnej decyzji. Z jednej strony zarządca podejmuje działania w oparciu o przepisy i własną ocenę sytuacji. Z drugiej – mieszkańcy oczekują, że skoro to dobro publiczne, to sposób jego użytkowania nie będzie jednostronnie ograniczany bez jasnego, przekonującego uzasadnienia.

Popularne Artykuły