Decyzja o czasowym zamknięciu części lasu przez Nadleśnictwo Myślibórz wywołała falę krytyki wśród mieszkańców i przyrodników. Najwięcej kontrowersji budzi skala ograniczenia – teren ma pozostać niedostępny przynajmniej do końca roku. Dla wielu to decyzja niezrozumiała i niewspółmierna do prowadzonych prac.
Mieszkańcy nie kryją zaskoczenia. Podkreślają, że dotychczasowe prace leśne – w tym wycinki – trwały zazwyczaj kilka tygodni i nie wymagały aż tak długiego wyłączenia obszarów z użytkowania. W ich ocenie decyzja uderza w codzienne korzystanie z lasu – zarówno rekreacyjne, jak i społeczne.
Wątpliwości dotyczą również powodów zamknięcia. W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, czy chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo, czy też o kwestie mniej oczywiste – jak prowadzone prace przy drzewach dziuplastych lub porządkowanie terenów po wcześniejszych działaniach gospodarczych. Część mieszkańców wskazuje na problem pozostawionych elementów infrastruktury, takich jak druty z grodzeń, które mogą stanowić zagrożenie dla zwierząt.
– Skandal w Nadleśnictwie Myślibórz. Leśnicy zamknęli las na rok. Czy dlatego, że oznaczają drzewa dziuplaste do wycinki i nie chcą żeby ktoś widział? A może nie chce im się sprzątać po gospodarce leśnej – zabrać porozrzucany wszędzie drut z grodzeń i (śmiertelne pułapki dla zwierząt). Zamykanie lasu na rok nie ma żadnego uzasadnienia, gdyż wycinki na pozycji zazwyczaj trwają max kilka tygodni. Jedyne wyjaśnienie, to pójście na łatwiznę z jednoczesnym ignorowaniem potrzeb społecznych, albo/i chęć ukrycia czegoś – krytykuje tę decyzję lub Kniejołaza.
Na razie Nadleśnictwo nie przedstawiło szczegółowego uzasadnienia, które rozwiałoby wszystkie wątpliwości.





