Z pozoru zwykły akt wandalizmu mógł zakończyć się poważnymi konsekwencjami prawnymi. W Świnoujście dwóch młodych mieszkańców zostało przyłapanych na niszczeniu elewacji nowego budynku na Warszowie. Sprawa szybko nabrała rozgłosu, ale finał – przynajmniej na tym etapie – okazał się mniej dotkliwy, niż mógł być.
O zdarzeniu poinformowała prezydentka miasta Joanna Agatowska, wskazując, że sprawcy zostali nagrani przez mieszkanki, które zareagowały natychmiast, nie pozostając obojętne na dewastację wspólnej przestrzeni. Jak podkreślono, nie chodziło o sztukę uliczną, lecz o tzw. „tagowanie”, czyli nanoszenie przypadkowych podpisów i znaków – w praktyce zwykłe niszczenie mienia.
– (…) nasze mieszkanki, które na gorącym uczynku nagrały dwóch młodych mieszkańców naszego miasta, malujących bazgroły na nowym bloku na Warszowie. To nie jest graffiti, tylko tak zwane „tagowanie”. Niezależnie od nazwy – to po prostu wandalizm. Poprosiłam je o przesłanie filmu, ponieważ chcieliśmy pokazać go publicznie i być może pomóc w rozpoznaniu sprawców. Ostatecznie nie było to konieczne, ponieważ późnym wieczorem skontaktowali się ze mną rodzice chłopców – komentuje w social mediach Joanna Agatowska.
Sprawa pokazuje, jak cienka jest granica między „wybrykiem” a poważnym naruszeniem prawa. Za tego typu czyny grożą bowiem realne sankcje – od obowiązku naprawienia szkody, przez kary finansowe, aż po odpowiedzialność karną. W tym przypadku szybka reakcja mieszkańców i postawa rodziców sprawiły, że sytuacja nie eskalowała.
Na marginesie sprawy pojawia się jednak istotny wątek prawny i wizerunkowy: kwestia ewentualnego upublicznienia nagrania – zapowiadana przez Joanną Agatowską – z udziałem nieletnich. Choć intencją mogło być szybkie ustalenie sprawców, publikacja wizerunku – zwłaszcza osób młodych – podlega ścisłym regulacjom i wymaga szczególnej ostrożności. W grę wchodzi nie tylko ochrona danych osobowych, ale także dobra osobiste i przepisy dotyczące nieletnich. W praktyce oznacza to, że takie materiały powinny trafiać przede wszystkim do organów ścigania, a nie do przestrzeni publicznej. Pojawia się więc pytanie o standardy działania: czy wykorzystywanie mediów społecznościowych w tego typu sprawach jest adekwatne do roli urzędnika publicznego, który powinien działać w granicach prawa, ale też z zachowaniem szczególnej rozwagi?





