wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Moody’s ścina rating Polski. Co to naprawdę oznacza i dlaczego nie warto tego bagatelizować?

18 września 2026 roku agencja ratingowa Moody’s obniżyła rating Polski z A2 do A3, jednocześnie zmieniając perspektywę z negatywnej na stabilną. To pierwsza w historii obniżka polskiego ratingu przez tę agencję – Moody’s utrzymywał ocenę A2 nieprzerwanie od 24 lat, nie ruszając jej nawet w czasie pandemii czy po wybuchu wojny w Ukrainie. Teraz polska ocena zrównała się z tym, co od dawna mówią o Polsce pozostałe dwie duże agencje – Fitch i S&P.

Rating kredytowy to w uproszczeniu ocena wiarygodności państwa jako pożyczkobiorcy – im wyższy, tym taniej dany kraj może pożyczać pieniądze na rynkach finansowych. Spadek z A2 do A3 to wprawdzie tylko jeden stopień w wieloszczeblowej skali, ale w przypadku kraju należącego do UE i NATO, który przez ponad dwie dekady cieszył się stabilnie wysoką oceną, to sygnał, którego nie da się zignorować.

Moody’s nie zostawia wątpliwości co do przyczyn decyzji. Agencja wskazuje na trwałe pogorszenie kondycji fiskalnej Polski: deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma utrzymać się na poziomie około 7 proc. PKB zarówno w 2026, jak i 2027 roku, a dług publiczny wzrosnąć z 59,7 proc. PKB w 2025 roku do 68,9 proc. PKB w 2027 roku. To wzrost o ponad 9 punktów procentowych w ciągu zaledwie dwóch lat – tempo, które w ocenie agencji świadczy o realnym, a nie chwilowym pogorszeniu stanu finansów publicznych.

Dlaczego to się dzieje mimo dobrej koniunktury?

Najbardziej niepokojącym elementem oceny Moody’s jest to, że problemy fiskalne narastają w Polsce pomimo solidnego wzrostu gospodarczego – agencja prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,7 proc. w 2026 roku i 3,2 proc. w 2027 roku. W normalnych warunkach dobra koniunktura powinna oznaczać rosnące wpływy podatkowe i przestrzeń do zmniejszania deficytu. Moody’s wprost stwierdza, że rząd nie wykorzystał sprzyjających warunków gospodarczych do odbudowy buforów fiskalnych, a polityka budżetowa pozostała ekspansywna, mimo że nic do tego nie zmuszało.

Do tego dochodzi kwestia, którą Moody’s opisuje jako osłabienie krajowych ram fiskalnych: coraz większa część przyrostu zadłużenia powstaje poza zakresem krajowej reguły długu – a więc poza mechanizmem, który miał w teorii dyscyplinować politykę budżetową. To sygnał, że oficjalne statystyki długu publicznego mogą nie oddawać w pełni realnej skali zadłużenia państwa, bo część zobowiązań księgowana jest w sposób omijający ustawowe ograniczenia.

Obniżka ratingu nie oznacza, że Polska przestaje być wypłacalna, ani że posiadacze polskich obligacji skarbowych – w tym osoby, które ulokowały oszczędności w obligacjach detalicznych – tracą swoje pieniądze. Rating A3 wciąż pozostaje solidną, inwestycyjną oceną. Realny efekt jest jednak bardziej przyziemny i dotyka każdego podatnika pośrednio: niższy rating oznacza wyższy koszt pożyczania pieniędzy przez państwo na rynkach finansowych. Skoro Polska i tak musi z roku na rok emitować coraz więcej obligacji, żeby sfinansować rosnący deficyt, to nawet niewielki wzrost oprocentowania tych obligacji przekłada się na dodatkowe miliardy złotych rocznie, które budżet musi przeznaczyć na same odsetki od długu – pieniądze, które nie trafią już na inwestycje, zdrowie czy obronność.

To błędne koło, na które Moody’s zwraca szczególną uwagę: rosnące koszty odsetkowe pogarszają wskaźniki obsługi zadłużenia, co jeszcze bardziej ogranicza przestrzeń fiskalną państwa – a im dłużej deficyt pozostaje wysoki, tym trudniej będzie z tego koła wyjść bez bolesnych decyzji politycznych, na które akurat teraz, przed wyborami parlamentarnymi w listopadzie 2027 roku, żadna partia rządząca nie będzie miała ochoty się zdecydować.

Polityczna wojna zrobiła swoje

Decyzja Moody’s natychmiast stała się paliwem do politycznej wymiany ciosów. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapewniał, że rząd traktuje decyzję „poważnie, ale spokojnie”, podkreślając, że polska gospodarka szybko rośnie, a jej fundamenty pozostają mocne. Z drugiej strony politycy opozycji, w tym były premier Mateusz Morawiecki, nie szczędzili złośliwości, przypominając, że ostrzegali przed taką decyzją już wcześniej. W odpowiedzi na te zarzuty przedstawiciele obozu rządzącego wskazywali z kolei na odpowiedzialność Rady Ministrów za politykę budżetową, przy okazji krytykując próby obarczania winą prezydenta Karola Nawrockiego.

Ta wymiana ciosów, choć zrozumiała politycznie, w gruncie rzeczy omija sedno problemu wskazanego przez Moody’s: strukturalnego niedopasowania między wydatkami państwa – na obronność, zdrowie, świadczenia społeczne, inwestycje publiczne – a jego dochodami, niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Same przerzucanie się odpowiedzialnością nie zmniejszy o złotówkę ani deficytu, ani rosnącego długu.

Moody’s jasno określiła warunki, na jakich mogłoby dojść do poprawy oceny: potrzebna byłaby wiarygodna, prowadzona przez wiele lat konsolidacja fiskalna, która odwróciłaby trend wzrostu zadłużenia. Agencja zakłada, że władze ostatecznie będą przestrzegać krajowych reguł fiskalnych i po wyborach w 2027 roku przeprowadzą szybszą korektę, stabilizując dług na poziomie 70–75 proc. PKB pod koniec dekady. To jednak założenie, a nie pewność – a samo sformułowanie „po wyborach” dobrze pokazuje, że według analityków Moody’s żadna realna korekta budżetowa przed listopadem 2027 roku nie jest prawdopodobna.

Ryzyko kolejnej obniżki ratingu jest realne, jeśli Polska nie będzie przestrzegać własnych reguł fiskalnych albo jeśli dług publiczny wzrośnie znacząco powyżej 75 proc. PKB. W tym kontekście decyzja Moody’s to nie tyle wyrok, ile ostrzeżenie – sygnał, że czas na odkładanie trudnych decyzji budżetowych na później się kończy, niezależnie od tego, która ekipa polityczna będzie akurat rządzić.

Popularne Artykuły