W okolicach amerykańskiej bazy wojskowej w Redzikowie (województwo pomorskie) doszło do niecodziennego i niepokojącego incydentu bezpieczeństwa. Służby dyżurne stacjonujące w obiekcie zauważyły niezidentyfikowany statki powietrzny (dron) poruszający się w strefie objętej ścisłym zakazem lotów. Zamiast natychmiastowej neutralizacji kinetycznej za pomocą systemów wojskowych, procedura zakończyła się zgłoszeniem sprawy pod ogólnodostępny numer alarmowy 112, co wywołało falę dyskusji na temat procedur reagowania na cyber- i lotnicze zagrożenia wokół infrastruktury krytycznej.
Do zdarzenia doszło wczoraj w godzinach wieczornych, gdy w bezpośrednim sąsiedztwie kompleksu Redzikowo – w którym znajduje się amerykański system ochrony przeciwrakietowej Aegis Ashore – dostrzeżono cywilnego drona. Wojskowi obserwujący przestrzeń powietrzną podjęli decyzję o zawiadomieniu cywilnych służb ratunkowych.
Pracownik Centrum Powiadamiania Ratunkowego przekazał zgłoszenie do lokalnej komendy policji w Słupsku. Na miejsce natychmiast wysłano patrole policji w celu zlokalizowania operatora drona oraz samego urządzenia. Mimo podjętych działań poszukiwawczych w okolicznych miejscowościach i lasach przylegających do bazy, operator nie został ujęty na gorącym uczynku.
Dlaczego numer 112?
Fakt wykorzystania cywilnego numeru alarmowego 112 przez służby odpowiedzialne za ochronę obok bazy NATO wzbudził spore zdziwienie opinii publicznej. Eksperci ds. wojskowości i bezpieczeństwa zwracają jednak uwagę na obowiązujące w Polsce ramy prawne i procedury podziału kompetencji między wojskiem a policją. O ile wojsko (w tym amerykańskie straże bazy) posiada uprawnienia do podejmowania interwencji na samym terenie obiektu, o tyle zatrzymanie operatora drona przebywającego poza terenem bazy (np. na drodze publicznej czy w lesie) leży w wyłącznej gestii Policji. Ważne są też procedury – przetestowanie lub użycie systemów do zwalczania dronów (jamming/zagłuszanie lub zestrzeliwanie) w warunkach pokoju i w pobliżu zabudowań cywilnych wiąże się ze ścisłymi obostrzeniami prawnymi. Połączenie z numerem 112 pozwala na najszybsze skoordynowanie działań z najbliższymi patrolami Policji oraz Straży Granicznej będącymi w terenie.
Incydent w Redzikowie wpisuje się w serię podobnych zdarzeń obserwowanych w ostatnich miesiącach nad obiektami wojskowymi i infrastrukturą krytyczną w całej Europie. Incydenty z udziałem nieznanych dronów nad lotniskami, bazami wojskowymi oraz portami są weryfikowane pod kątem ewentualnego rozpoznania wywiadowczego. Służby apelują do cywilnych użytkowników dronów o bezwzględne przestrzeganie stref geograficznych (DRA) i nieużywanie bezzałogowców w rejonach chronionych, gdyż grozi za to odpowiedzialność karna.
Najgorszy wróg amerykańskiego systemu Aegis Ashore? Dron z dyskontu i zajęta linia 112
Incydent nad amerykańską bazą w Redzikowie pokazał w pełnej krasie, jak w praktyce wygląda współczesne reagowanie na cyber- i lotnicze zagrożenia w rejonie infrastruktury krytycznej w Polsce. Gdy w okolicy kompleksu mieści się zaawansowany system ochrony przeciwrakietowej Aegis Ashore, a na niebie w strefie objętej całkowitym zakazem lotów pojawia się niezidentyfikowany dron, automatycznym odruchem mogłoby wydawać się uruchomienie systemów zagłuszających lub wojskowych procedur neutralizacji. Tymczasem służby dyżurne stacjonujące w obiekcie postanowiły postawić na sprawdzone, tradycyjne metody i po prostu chwyciły za telefon, sięgając po ogólnodostępny numer alarmowy 112. Dyspozytor Centrum Powiadamiania Ratunkowego przekazał zgłoszenie lokalnej komendzie w Słupsku, która wysłała w teren patrole, by te przeszukały okoliczne lasy i drogi w poszukiwaniu tajemniczego operatora bezzałogowca.
Z prawnego punktu widzenia cała ta sytuacja ma swoje racjonalne uzasadnienie, ponieważ wojsko odpowiada za teren zamknięty, a zatrzymanie cywila stojącego z kontrolerem na publicznej ścieżce leży w wyłącznej gestii Policji. Ponadto w czasie pokoju strzelanie do obiektów latających lub zagłuszanie sygnału nad zamieszkanym obszarem obwarowane jest gąszczem przepisów. Niemniej jednak trudno powstrzymać uśmiech na myśl o tym, że w dobie wojny hybrydowej, dronów FPV i kosmicznych technologii wywiadowczych, pierwszą linią obrony strategicznej bazy NATO przed wrogim rozpoznaniem okazuje się pan dzielnicowy w radiowozie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w razie naprawdę poważnego kryzysu linia 112 nie będzie akurat zajęta przez zgłoszenie o kocie, który utknął na drzewie.





