środa, 10 czerwca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Nowe twarze, ale stare nawyki. Artur Raczyński i standardy w Choszcznie

Każda kampania samorządowa żyje obietnicą. „Koniec z układami”, „nowe otwarcie”, „transparentna władza” — to frazy, które padają z niemal każdej mównicy wyborczej, niezależnie od barw politycznych kandydata. Problem w tym, że zmiana nazwy na tabliczce przy drzwiach gabinetu rzadko oznacza zmianę logiki rządzenia. Częściej oznacza jedynie rotację beneficjentów systemu. Tak też jest w Choszcznie: Artur Raczyński szedł w kampanii z ideałami bliskimi mieszkańcom, po wyborach nic z tego nie zostało.

 

Jedną z pierwszych decyzji nowej władzy jest zazwyczaj obsada stanowisk. I trudno się temu dziwić — to naturalne, że zwycięzca wyborów chce mieć zaufanych współpracowników. Problem pojawia się wtedy, gdy „zaufany” staje się synonimem „zaangażowany w kampanię” lub „powiązany z kluczowym poparciem z drugiej tury”.

Według danych opublikowanych w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta i Gminy Choszczno, kierownikiem Biura Promocji został Paweł Lemiesiewicz. Nominacja na stanowisko odpowiedzialne za wizerunek gminy i komunikację z mieszkańcami to decyzja o poważnym ciężarze. Biuro promocji dysponuje budżetem publicznym, kształtuje narrację o działaniach samorządu i decyduje o tym, które inicjatywy – i czyje – otrzymują instytucjonalne wsparcie i rozgłos.

Pomijając aspekty kompetencji, nie będziemy ich oceniać. Ale nie jest tajemnicą, że Paweł Lemiesiewicz otwarcie wspierał kampanię wyborczą Artura Raczyńskiego. Obecny angaż trudno zatem postrzegać inaczej niż polityczne zobowiązanie, nagrodę za tę kampanijna pomoc.

 

Sojusze z drugiej tury i ich cena

W polskich wyborach samorządowych druga tura jest momentem, w którym zawiązują się szczególne układy. Kandydaci szukają wsparcia — formalnego lub nieformalnego — ze strony lokalnych liderów opinii, stowarzyszeń, organizacji pozarządowych. Poparcie ma wartość. I bywa, że ma cenę.

W przypadku Choszczna publicznie zaangażowała się w kampanię — namawiając mieszkańców do głosowania na burmistrza Raczyńskiego – Sandra Ewa Żuk. Jak wynika z dostępnych informacji, prowadzona przez nią fundacja „Kokoszka” zasiada w zarządzie i jednocześnie czerpie środki publiczne z budżetu gminy na swoją działalność.

To klasyczny schemat, który eksperci ds. transparentności samorządowej opisują jako „powiązanie interesów”: podmiot wspierający politycznie kandydata, a następnie beneficjent decyzji finansowych podejmowanych przez wybraną przez siebie władzę. Nawet jeśli każda z tych transakcji jest formalnie zgodna z prawem, całość tworzy obraz, który podważa zaufanie do bezstronności wydatkowania środków publicznych.

Do tego dochodzi fakt, że Sandra Ewa Żuk – według dostępnych informacji – otrzymała nagrodę za działalność kulturalną finansowaną ze środków publicznych, przyznaną przez magistrat i burmistrza Raczyńskiego. Nagroda dla osoby, która publicznie mobilizowała elektorat na rzecz nagradzającego, to zdarzenie, które w każdym zdrowym systemie instytucjonalnym powinno być co najmniej skrupulatnie wyjaśnione i uzasadnione niezależną oceną merytoryczną.

Anatomia lokalnego układu

Opisany mechanizm nie jest zjawiskiem nowym ani typowym wyłącznie dla jednej gminy Choszczno. Badacze samorządu lokalnego — m.in. z Fundacji im. Stefana Batorego czy Instytutu Spraw Publicznych — od lat wskazują na strukturalną słabość polskiego samorządu: brak instytucjonalnych zapór przed nepotyczną polityką kadrową i brak obowiązkowej, niezależnej weryfikacji przyznawania dotacji podmiotom powiązanym z aktywnymi uczestnikami kampanii wyborczych.

Schemat wygląda zazwyczaj tak:

  1. **Kandydat** potrzebuje sojuszników przed drugą turą.
  2. **Lokalni liderzy** — prezesi stowarzyszeń, twórcy kulturalni, organizatorzy społeczni — angażują się w kampanię.
  3. Po wyborach **posady, dotacje i nagrody** trafiają do środowisk, które okazały lojalność.
  4. Kolejna kampania wzmacnia ten układ — bo beneficjenci mają interes w podtrzymaniu władzy, która ich nagradza.

Koło się zamyka. Zmienia się tylko obsada — ale zasada pozostaje ta sama.

Co mówi prawo, a co mówi etyka

Wiele z opisanych działań może mieścić się w granicach prawa – przynajmniej formalnie. Samorząd ma dużą swobodę w polityce kadrowej, a przyznawanie nagród kulturalnych leży w gestii organu wykonawczego. Dotacje dla organizacji pozarządowych podlegają procedurom konkursowym, choć nierzadko napisanie wniosku „pod znajomego” nie jest trudne dla kogoś, kto zna urząd od środka.

Jednak prawo to minimum, nie maksimum. Etyka publiczna wymaga czegoś więcej: przejrzystości intencji, zachowania pozorów bezstronności, unikania sytuacji, w których nawet bez złej woli decyzja wygląda jak rewanż za kampanijną przysługę.

Ta etyka – lub jej brak – dotyczy nie tylko samego burmistrza Raczyńskiego, ale i osób, które dziś czerpią garściami, będąc bliżej władzy.

Artur Raczyński szedł w wyborach z hasłami nowej jakości. Nową jakość widać w rozbiciu struktur układów byłego burmistrza, Roberta Adamczyka. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że zmieniły się tylko nazwiska i  nic poza tym.

Mieszkańcy Choszczna – jak mieszkańcy setek innych polskich gmin – poszli do wyborów z nadzieją na zmianę. Zmiana nastąpiła. Zmienił się burmistrz, zmieniły się nazwiska na etatach i listach nagrodzonych.

Ale system – ten niepisany, oparty na lojalności, wzajemnych przysługach i zamazywaniu granicy między polityką a administracją – jak się wydaje, pozostał.

 

Popularne Artykuły