Sprawa odrzuconego wniosku referendalnego w Nowogardzie wchodzi w kolejny etap. Po fali publikacji i pytań ze strony mieszkańców oraz inicjatorów referendum, głos zabrały władze gminy. W oficjalnym stanowisku magistrat odniósł się do kontrowersji wokół zniknięcia jednego z inicjatorów z Centralnego Rejestru Wyborców.
Wiceburmistrz Michał Krata podkreśla, że funkcjonowanie rejestru wyborców odbywa się w ramach jasno określonych procedur wynikających z Kodeksu wyborczego. Jak wskazuje:
– Gmina działa w oparciu o przepisy prawa powszechnie obowiązującego (…).
Jednocześnie przypomina, że spis wyborców jest tworzony i aktualizowany przez gminę jako zadanie zlecone, a wpis do rejestru zależy m.in. od miejsca zameldowania. Kluczowy fragment odpowiedzi dotyczy sytuacji, w której dochodzi do wymeldowania:
– W przypadku gdy (…) zostanie wydana prawomocna decyzja o wymeldowaniu z pobytu stałego, gmina zobowiązana jest zaktualizować spis wyborców – wyjaśnia.
Urząd zaznacza, że jeśli dana osoba po wymeldowaniu nie dopełni formalności – nie zamelduje się ponownie lub nie złoży wniosku o wpis – nie może figurować w rejestrze. Wprost wskazano:
– Obowiązkiem gminy jest nieujmowanie danej osoby w spisie wyborców.
Twarde stanowisko wobec zarzutów
W dalszej części odpowiedzi władze Nowogardu odrzucają sugestie o nieprawidłowościach.
– Wszelkie działania (…) są zgodne z prawem.
Jeszcze mocniejsze są słowa odnoszące się do publikacji medialnych i wypowiedzi inicjatorów referendum:
– Wszelkie insynuacje (…) nie polegają na prawdzie.
Urząd zapowiada również możliwe kroki prawne wobec osób rozpowszechniających – jak określono – „nieprawdziwe informacje”. To stanowisko zamyka formalnie część sporu, ale nie odpowiada na wszystkie pytania, które pojawiły się po decyzji komisarza wyborczego.
O co chodzi w sprawie?
Spór dotyczy sytuacji, w której jeden z inicjatorów referendum – Łukasz Tracz – według dokumentu z 31 marca figurował jako pełnoprawny wyborca w Nowogardzie. Kilka dni później, już po złożeniu wniosku referendalnego, jego status miał ulec zmianie.
Komisarz wyborczy wskazał, że od 2 kwietnia osoba ta nie widnieje w rejestrze wyborców, co stało się podstawą do odrzucenia całego wniosku z przyczyn formalnych.
To właśnie moment tej zmiany budzi największe kontrowersje. Inicjatorzy podkreślają, że dokumentacja została przygotowana prawidłowo, a dane zweryfikowane przed złożeniem wniosku.
Dodatkowo pojawiają się sygnały o możliwych próbach zdyskredytowania inicjatywy – według organizatorów, na listach poparcia mogły pojawiać się osoby podające nieprawdziwe dane, w tym numery PESEL nieistniejących lub zmarłych osób.
Sprawa została zgłoszona do szeregu instytucji, w tym prokuratury, Najwyższej Izby Kontroli oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Kluczowe ma być ustalenie, kto i kiedy dokonywał zmian w rejestrze.
Niebezpieczny precedens czy rutynowa procedura?
Stanowisko gminy opiera się na literalnym stosowaniu przepisów. Problem polega jednak na czymś innym – na momencie ich zastosowania.
Zmiana statusu wyborcy w trakcie trwającej procedury referendalnej, niezależnie od przyczyn, ma bezpośredni wpływ na jej wynik. W praktyce wystarczy zakwestionowanie jednej osoby, by cała inicjatywa została odrzucona.
To rodzi pytania o bezpieczeństwo mechanizmów demokratycznych. Jeśli podobne sytuacje nie zostaną jednoznacznie wyjaśnione, mogą stać się precedensem – nie tylko w Nowogardzie.
Transmisja zamiast debaty. Nowy etap konfliktu
Do sprawy odniósł się także burmistrz Michał Wiatr, który podczas dzisiejszej transmisji na żywo poszedł o krok dalej. W wystąpieniu publicznym obarczył Dominikę Tracz – jedną z inicjatorek referendum – odpowiedzialnością za część problemów gminy, od braku inwestycji na plaży po inne niezrealizowane projekty.
Choć transmisja była przedstawiana jako forma dialogu z mieszkańcami, w praktyce nie miała charakteru debaty. Osoba, której zarzuty dotyczyły, nie miała możliwości publicznego odniesienia się do wypowiedzi burmistrza. To kolejny element zaostrzającego się konfliktu, który coraz wyraźniej wykracza poza spór proceduralny i przybiera wymiar personalny.
Jedno pozostaje pewne – napięcie w Nowogardzie nie opada. Kolejna próba przeprowadzenia referendum wydaje się tylko kwestią czasu. W polskich realiach referenda często upadają z powodu niskiej frekwencji, jednak w tym przypadku skala emocji i zmęczenie konfliktem mogą zadziałać odwrotnie – mobilizująco.





