poniedziałek, 11 maja, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Ochrona czy szukanie dziury w całym? „Nigdy nie było pomysłu likwidacji”

Decyzja o wpisaniu Stawy Młyny do rejestru zabytków została przedstawiona jako działanie oczywiste i potrzebne – formalne potwierdzenie wartości obiektu, który od lat stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Świnoujścia. Argumentacja konserwatora jest spójna: unikatowa forma, ciągłość funkcji nawigacyjnej, znaczenie historyczne i tożsamościowe. Trudno podważać te przesłanki. Jednak sposób, w jaki decyzję uzasadniły władze miasta, otwiera zupełnie inny wymiar tej sprawy.

W oficjalnym komunikacie prezydent Świnoujścia wskazała, że wniosek o wpis do rejestru zabytków został złożony „na wszelki wypadek”, aby w przyszłości nikt – na przykład w ramach inwestycji – nie wpadł na pomysł likwidacji obiektu. To jedno zdanie zmienia kontekst całej decyzji. Z działania o charakterze konserwatorskim czyni narzędzie prewencji wobec hipotetycznego zagrożenia.

I choć oficjalnie nie padła nazwa inwestycji, to wiadomo – chodzi o Przylądek Pomerania, wokół którego władze miasta budują swoją kampanię wobec mieszkańców.

Problem polega na tym, że – jak wynika z wypowiedzi środowiska związanego z gospodarką morską – takie zagrożenie nigdy nie zostało realnie zidentyfikowane.

Rafał Zahorski, pełnomocnik ds. rozwoju portów w Zarządzie Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, jednoznacznie zaprzecza, jakoby kiedykolwiek istniał plan likwidacji Stawy Młyny.

W jego relacji pojawia się zupełnie inny kontekst inwestycyjny: koncepcja przedłużenia i podwyższenia falochronu zachodniego, wynikająca ze zmian ukształtowania linii brzegowej i utraty części funkcji osłonowej przez obecną infrastrukturę. W tym scenariuszu mowa była nie o likwidacji obiektu, lecz o jego ewentualnym przeniesieniu – zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem jako znaku nawigacyjnego.

– Nigdy nie było takiego pomysłu. Urząd Morski w Szczecinie od kilku lat ma koncepcję, by podwyższyć i przedłużyć falochron zachodni o 400 metrów – tłumaczy Rafał Zahorski. – Związane jest to z tym, że morze przez lata naniosło spory obszar lądu i obecny falochron powoli traci całkowicie swoją funkcję osłonową wejścia do portu w Świnoujściu. Obecny Fort Zachodni, kiedyś był przecież nad morzem, a dzisiaj jest daleko w głębi zbudowanego przez morze lądu. Nikt nigdy nie miał pomysłu, ani nie mówił, a także nie pisał o likwidacji zabytkowego znaku nawigacyjnego w kształcie wiatraka. To był wymysł Pani Prezydent na potrzeby lokalnej polityki. W pomyśle przebudowy falochronu była mowa o przeniesieniu obecnego znaku zgodnie z jego przeznaczeniem na koniec nowego falochronu, by znak nawigacyjny znowu pełnił swoją funkcję. Obecne wpisanie tego elementu do rejestru zabytków niczemu nie przeszkadza i konserwator zabytków z pewnością zgodzi się na jego przeniesienie. Reasumując: to czy obecny znak nawigacyjny jest w rejestrze zabytków, czy też gdyby go nie było, nic nie zmienia w jego istnieniu oraz przyszłości – dodaje.

To zasadnicza różnica. Przeniesienie w obrębie infrastruktury portowej, przy zachowaniu funkcji i formy, nie jest równoznaczne z likwidacją. W tym świetle pojawia się pytanie: czy rzeczywiście istniało realne ryzyko, które uzasadniałoby taką narrację? Jeśli nie, to decyzja o wpisie – choć formalnie zasadna – została opakowana w komunikat, który sugeruje zagrożenie niepotwierdzone w dokumentach ani planach inwestycyjnych. Tego rodzaju przekaz ma określone konsekwencje. Po pierwsze, buduje wśród mieszkańców poczucie, że miasto „obroniło” symbol przed potencjalnym zniszczeniem – to wyłącznie marketingowa zagrywka. Po drugie, wprowadza do debaty publicznej element konfliktu tam, gdzie wcześniej dominował techniczny i infrastrukturalny wymiar planów.

Nie oznacza to, że sama decyzja o wpisie jest bezzasadna. Wręcz przeciwnie – Stawa Młyny spełnia wszystkie kryteria obiektu zabytkowego. Jej wartość historyczna, funkcjonalna i symboliczna jest bezdyskusyjna. Problem nie leży w decyzji, lecz w jej interpretacji i komunikacji.

Pozostaje więc pytanie o motywacje towarzyszące narracji urzędu. Czy była to próba uprzedzenia potencjalnych sporów wokół inwestycji portowych? Czy element budowania wizerunku władz jako strażnika lokalnej tożsamości? A może po prostu nadinterpretacja, która w komunikacie publicznym nabrała większego ciężaru, niż miała w rzeczywistości? Jedno jest pewne: w sprawach dotyczących dziedzictwa i infrastruktury kluczowe znaczenie ma precyzja przekazu. W przeciwnym razie łatwo o sytuację, w której działania o charakterze administracyjnym zaczynają funkcjonować w przestrzeni publicznej jako element narracji politycznej.

Stawa Młyny pozostaje symbolem Świnoujścia – niezależnie od wpisu do rejestru zabytków. I wszystko wskazuje na to, że pozostanie nim także w przyszłości, niezależnie od kierunku rozwoju portu.

Popularne Artykuły