środa, 10 czerwca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Od czwartej ligi, po zamknięte Orliki i klasę B — historia upadku, który można było powstrzymać

Był czas, gdy na Al. Kasztanowej w Przecławiu panowało prawdziwe piłkarskie życie. Kibice wychodzili na kameralny stadion, by dopingować drużynę, która potrafiła sprawić ból niejednemu faworytowi z całego województwa. LKS Victoria ’95 Przecław grała w IV lidze. Dziś rezerwy grają w klasie B, a twór GKS Kołbaskowo-Przecław występuje w klasie okręgowej i zajmuje przedostatnie miejsce, co oznacza realne zagrożenie spadkiem do klasy A. Między tymi dwoma światami leży historia, którą warto opowiedzieć.

Przecławianie zawsze żyli w cieniu Pogoni Szczecin, jak wszyscy inni w regionie. Jednak bliskość aglomeracji bywała też atutem – zawodnicy ludzie z okolicy mieli gdzie trenować, a rekrutacja zawodników do czwartoligowca była naturalnie łatwiejsza niż w odległych powiatach.

Klub od zawsze rywalizował w lidze bez wielkiego zaplecza finansowego i wielkich sponsorów. Przez pierwsze lata budował struktury trenerskie i organizacyjne własnymi siłami. Fundamentem był entuzjazm i kolejne roczniki lokalnych chłopców, którzy zamiast dojeżdżać do Szczecina, mogli rozwijać się tu, na miejscu.

Szczyt: IV liga i licząca się marka

Dla małego klubu z podmiejskiej gminy IV liga zachodniopomorska to poważny poziom – to piąty szczebel piłki nożnej w Polsce, a w realiach zachodniopomorskich oznacza regularne konfrontacje z najlepszymi drużynami całego województwa. Victoria rozgrywała mecze właśnie na tym szczeblu. Wyniki archiwalne mówią same za siebie. Victoria Przecław potrafiła rozmontować rywali u siebie z większych miast: Rewala, Gryfina, Chojny, Choszczna, Polic, Pyrzyc, czy Stargardu i Barlinka. Przecławianie potrafili wygrać z każdym. Victoria trzymała się z nimi na równi albo wychodziła z meczów z głową uniesioną wysoko.

Dla regionu szczecińskiego był to sygnał: w Przecławiu jest piłka nożna, którą warto śledzić. Na trybuny przy Kasztanowej przychodziły rodziny, sąsiedzi, młodsi bracia piłkarzy.

Szkolenie młodzieży: chwilowy rozkwit

Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku Victoria inwestowała w młodzież. Klub prowadził drużyny w kategoriach orlik, żaki, skrzaty, trampkarze i młodziki, a trenerzy uczestniczyli w szkoleniach organizowanych wspólnie przez PZPN i Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB). Zajęcia prowadzili między innymi polscy szkoleniowcy zatrudnieni przez DFB oraz były piłkarz Pogoni Szczecin i olimpijczyk Dariusz Szubert.

To był moment, w którym Victoria wyglądała jak klub z prawdziwą wizją. Obozy, turnieje, dzieci biegające po murawach nad Zalewem Szczecińskim — wszystko wskazywało na klub idący w górę. W 2014 roku Victoria szkoliła ponad setkę zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych.

Przecław kochał tę piłkę. I piłka przez jakiś czas odpłacała się miłością. I co ważne: lokalna infrastruktura sportowa żyła. O każdej porze dnia boiska były pełne młodzieży.

Pęknięcie: audyt, utrata dotacji i pierwsza wielka kłótnia

Rok 2015 okazał się przełomowy – i nie w dobrym sensie. Gmina Kołbaskowo, w granicach której leży Przecław, zleciła zewnętrzny audyt wydatków poniesionych przez Victorię z dotacji gminnej wynoszącej rocznie 160 tysięcy złotych. Audyt ujawnił, że część środków wydano niezgodnie z przeznaczeniem. Klub stracił dotację i jednocześnie został wezwany do zwrotu zakwestionowanych kwot z lat 2013–2014 wraz z odsetkami.

Do dziś wiele osób związanych z ówczesnym futbolem w Przecławiu wspomina, że to było szukanie dziury w całym, szukanie sposobu, by klub przestał istnieć. Zarząd Victorii nie przyjął tej decyzji spokojnie. Prezes klubu Marek Siwa złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, kwestionując decyzję wójta o odrzuceniu oferty klubu w konkursie na dofinansowanie kultury fizycznej. WSA odrzucił skargę. Klub odwołał się też do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które za zasadną uznało decyzję wójta dotyczącą zwrotu dotacji.

W tle tego sporu pojawiły się obrazy, które trudno zapomnieć. Kiedy stało się jasne, że klub nie dostanie pieniędzy, trener odprawił dzieci z treningu słowami, że mają podziękować wójtowej. Ostatnie dwa mecze sezonu młodzicy oddali walkowerem — a na stadion ich nie wpuszczono. Dla kilkunastoletnich chłopców skończyła się przygoda z piłką nożną w sposób, który nie miał nic wspólnego ze sportem.

Z końcem listopada 2015 roku gmina wypowiedziała Victorii umowę użyczenia nieruchomości przy Al. Kasztanowej. Boisko wróciło do gminy.

Wielki bałagan o boisko

Właśnie sprawa infrastruktury odsłoniła jeden z najgłębszych problemów piłki nożnej w Przecławiu: brak stabilności dostępu do obiektów sportowych.

Po utracie umowy z gminą mecze ligowe seniorów Victorii przeniesiono na boisko w Moczyłach. Treningi młodzieży odbywały się na boisku szkolnym przy Szkole Podstawowej w Przecławiu. W tym samym czasie dziki zniszczyły murawę w Moczyłach, co zmusiło klub do odwołania jednego z meczów. To nie jest abstrakcja — to konkret, który boleśnie pokazuje, jak kruche jest zaplecze lokalnego futbolu. Klub grający kilka lat wcześniej w IV lidze był zmuszony szukać kawałka trawy, na którym mógłby przeprowadzić trening z dziećmi.

Inne stowarzyszenia sportowe z gminy – Klub Piłkarski Przecław oraz Football Factory domagały się równego dostępu do obiektów gminnych, wskazując, że Victoria przez lata korzystała z nich na zasadzie wyłączności. Gmina zapowiedziała, że od 2016 roku udostępni boisko przy Kasztanowej na równych zasadach wszystkim podmiotom, sama zajmując się jego utrzymaniem. Rozwiązanie na papierze brzmiało rozsądnie. W praktyce oznaczało, że żaden z lokalnych klubów nie miał poczucia pewności wobec własnego zaplecza treningowego.

Upadek: od klasy okręgowej do klasy B

Po burzliwym 2015 roku Victoria próbowała się pozbierać. Zmieniała zarządy — w rejestrach pojawiali się kolejno nowi prezesi i członkowie zarządu. Zmieniali się trenerzy. Zmieniały się ambicje.

Droga w dół okazała się szybka. Z IV ligi przez klasę okręgową do klasy A — a następnie na sam dół piłkarskiej drabiny w województwie zachodniopomorskim. Klasa B to dziś poziom, na którym występują rezerwy, natomiast pierwszy zespół GKS Kołbaskowo-Przecław walczy o utrzymanie w klasie okręgowej i zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, co oznacza realne widmo spadku do klasy A.

Dla kibica, który pamięta mecze z polickimi drużynami czy stargardzianami, to trudny widok. Dla samych piłkarzy – tym bardziej.

W tle ignorancja, której nie da się wyjaśnić

W gminie Kołbaskowo sport amatorski i dziecięcy wciąż zmaga się z problemem dostępu do infrastruktury. Jeszcze bardziej, niż przed laty. Dzieci z Przecławia, które pokochały piłkę nożną i chciały trenować, były rozrzucone między różnymi boiskami – na szkolnym boisku przy podstawówce, na trawie w Moczyłach narażonej na zniszczenie przez dzikie zwierzęta – zamiast mieć jeden, bezpieczny, stały obiekt do dyspozycji. Teraz Orliki są najczęściej zamknięte.

Utrudniony dostęp do boisk to nie tylko problem sportowy. To problem społeczny. Drużyna piłkarska dla dzieci i młodzieży jest jednym z najprostszych i najtańszych mechanizmów integracji lokalnej społeczności, szczególnie w miejscowościach podmiejskich, gdzie poczucie odrębności od wielkiego miasta bywa słabe. Kiedy klub wygasa, razem z nim ginie coś więcej: pewien rodzaj więzi, rytuał meczu i treningu jako punktu zbornego dla okolicznych rodzin.

W gminie Kołbaskowo coraz częściej wraca pytanie o to, czy samorząd rzeczywiście stawia na rozwój sportu i aktywności mieszkańców. Choć przez lata powstały nowoczesne boiska, orliki i zaplecze rekreacyjne, część mieszkańców uważa, że potencjał tych obiektów nie został wykorzystany. Pojawiają się wręcz oskarżenia, że gmina celowo utrudnia integrowanie się mieszkańców – w każdym wieku. Oficjalnie tłumaczono to ochroną nawierzchni i względami technicznymi, jednak krytycy przekonywali, że w praktyce prowadziło to do wygaszania lokalnego życia sportowego.

Wielu mieszkańców przypomina dziś, że jeszcze kilkanaście lat temu w Przecławiu mówiło się o ambitniejszych planach dla lokalnej piłki nożnej. Funkcjonowały drużyny, które budowały sportowe aspiracje regionu, a wizja stabilnego klubu na poziomie IV ligi nie wydawała się abstrakcją. Dziś, zdaniem części środowiska sportowego, taki scenariusz jest coraz bardziej odległy.

Problemem ma być nie tylko brak konsekwentnej strategii rozwoju sportu, ale również atmosfera wokół gminnych obiektów. Duże emocje wywołała sprawa opisana przez regionalne media, dotycząca korzystania z infrastruktury sportowej przez wójt Małgorzatę Schwarz. Według relacji, na korcie tenisowym odbywały się treningi psa należącego do wójt, a część terenu miała być specjalnie oświetlana podczas tych zajęć tylko dla niej, dzieci na sąsiednim boisku grały przy zgaszonym świetle.

Dla wielu osób stało się to symbolem problemu znacznie większego niż pojedynczy incydent. Krytycy władz gminy twierdzą, że sport w Kołbaskowie od lat istnieje bardziej na poziomie infrastruktury niż realnego wsparcia dla lokalnych klubów, trenerów i młodych zawodników. Same boiska i hale nie tworzą jeszcze sportowego środowiska, jeśli brakuje regularnych programów szkoleniowych, stabilnego wsparcia klubów i otwartości na oddolne inicjatywy mieszkańców.

W efekcie pojawia się coraz bardziej gorzka refleksja: bez realnego wsparcia dla młodzieży, lokalnych trenerów i klubów trudno będzie odbudować sportowe ambicje gminy. A marzenia o drużynie z Przecławia grającej na solidnym poziomie ligowym pozostaną jedynie wspomnieniem dawnych planów.

Popularne Artykuły