Miała być komfortowa podróż z Podhala nad Bałtyk. Zamiast planowanych niespełna 14 godzin pasażerowie pociągu Intercity „Podhalanin” spędzili w trasie niemal całą dobę. Skład relacji Zakopane – Świnoujście dotarł do celu z około pięciogodzinnym opóźnieniem, a po drodze musiał zmierzyć się z serią zdarzeń, które skutecznie sparaliżowały przejazd.
„Podhalanin” to jedno z najdłuższych bezpośrednich połączeń kolejowych w Polsce. Trasa liczy ponad tysiąc kilometrów i prowadzi przez znaczną część kraju – od Podhala aż po wybrzeże Bałtyku. Tym razem jednak podróż okazała się prawdziwym testem cierpliwości dla pasażerów.
Problemy rozpoczęły się już na początku trasy. Jeszcze w rejonie Krakowa doszło do tragicznego wypadku na torach, który wymusił wstrzymanie ruchu kolejowego i kierowanie części pociągów objazdami. To spowodowało pierwsze znaczące opóźnienia. Później sytuacja zaczęła się komplikować jeszcze bardziej. Na trasie doszło do awarii lokomotywy, a następnie konieczna była kolejna interwencja techniczna. Każdy postój oznaczał kolejne minuty straty, które z czasem zamieniły się w godziny.
Sieć kolejowa działa jak system naczyń połączonych. Gdy jeden pociąg zostaje zatrzymany, skutki odczuwają również kolejne składy. Opóźnienia zaczynają się nawarstwiać, a rozkład jazdy przestaje funkcjonować zgodnie z planem.
Dla podróżnych oznaczało to przede wszystkim utratę cennego czasu. Wielu pasażerów planowało rozpocząć pobyt nad morzem już w godzinach porannych. Zamiast tego do Świnoujścia dotarli dopiero po południu. Szczególnie dotkliwie odczuły to osoby rozpoczynające urlop. Pięć godzin opóźnienia przy podróży wakacyjnej oznacza w praktyce utratę niemal całego pierwszego dnia wypoczynku.
Przewoźnik zapewnił pasażerom wodę oraz przekąski.





