środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Patrzenie władzy na ręce to nie wojna”. Rozmowa o jawności, dostępności i sile obywateli

Nie czeka, aż ktoś inny zwróci uwagę na problem. Analizuje dokumenty, uczestniczy w sesjach Rady Miejskiej, składa wnioski o informację publiczną i konsekwentnie przypomina, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, w jaki sposób podejmowane są decyzje oraz na co wydawane są publiczne pieniądze. Jagoda Gmachowska, mieszkanka Polic, członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, audytorka i koordynatorka dostępności, od lat angażuje się w sprawy lokalnego samorządu, jednocześnie walcząc o prawa osób z niepełnosprawnościami i większą dostępność przestrzeni publicznej. W rozmowie opowiada o obywatelskiej kontroli, przejrzystości działania władz, własnych doświadczeniach z patrzeniem samorządowi na ręce oraz wyjaśnia, dlaczego największym zagrożeniem dla lokalnej demokracji pozostaje obojętność mieszkańców.

 

 

 

Od lat uczestniczy Pani w sesjach Rady Miejskiej, składa wnioski o informację publiczną i śledzi działania urzędu. Czy ma Pani wrażenie, że mieszkańcy zbyt rzadko interesują się tym, co dzieje się w samorządzie? Co tracą, pozostając biernymi?

– Zdecydowanie tak. Myślę, że wielu mieszkańców nie zdaje sobie sprawy, jak ogromny wpływ na nasze codzienne życie ma samorząd, w którym na co dzień żyjemy. To właśnie w samorządzie lokalnym zapadają decyzje dotyczące inwestycji, edukacji, transportu, ochrony środowiska, ale także dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. Mam tu na myśli zarówno dostępność architektoniczną, jak działająca winda w Urzędzie Miejskim w Policach, jak i dostępność cyfrową, czyli dostępną stronę internetową Urzędu Miejskiego w Policach, Biuletyn Informacji Publicznej oraz możliwość swobodnego korzystania z informacji publicznej. Dostępność dotyczy nas wszystkich, dlatego nie pytam, czy jest potrzebna, ale jak jest realizowana. Mówiąc o dostępności cyfrowej, mam na myśli również dokumenty publikowane przez Urząd Miejski i Radę Miejską w Biuletynie Informacji Publicznej. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w tym ustawą o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych, dokumenty te powinny być przygotowywane w sposób dostępny cyfrowo, aby osoby ze szczególnymi potrzebami mogły samodzielnie zapoznać się z ich treścią. Jeżeli dokument nie jest dostępny cyfrowo, w praktyce część mieszkańców zostaje pozbawiona możliwości zapoznania się z jego treścią oraz pełnego korzystania z prawa do informacji publicznej.

To są prawa, które bezpośrednio wpływają na jakość życia i możliwość pełnego uczestnictwa w życiu społecznym.

To właśnie potrzeba lepszego zrozumienia, w jaki sposób samorząd realizuje prawa osób z niepełnosprawnościami oraz jak wydawane są publiczne pieniądze, była impulsem, który sprawił, że zaczęłam coraz bardziej interesować się funkcjonowaniem samorządu. Z czasem zrozumiałam, że aby skutecznie zabiegać o swoje prawa, trzeba znać przepisy, zadawać pytania i patrzeć władzy na ręce.

Dla mnie samorząd to miejsce, które powinno być najbliżej mieszkańca. Jestem osobą z niepełnosprawnością, audytorką i koordynatorką dostępności, ale przede wszystkim mieszkanką Polic. Staram się wykorzystywać swoją wiedzę nie tylko po to, aby walczyć o przestrzeganie praw, ale również, aby pokazywać innym mieszkańcom, że mają prawo pytać, kontrolować działania władz i aktywnie uczestniczyć w życiu swojej gminy. Wierzę, że edukacja obywatelska zaczyna się od rozmowy i od pokazania, że każdy głos ma znaczenie.

Przekonałam się, że zmiana bardzo często zaczyna się od jednego pytania. Od jednego mieszkańca, który zainteresuje się sprawą, przeczyta dokumenty, złoży wniosek o informację publiczną albo przyjdzie na komisję Rady Miejskiej w Policach. To nie zawsze przynosi efekt od razu, ale uruchamia proces, którego wcześniej nie było. Nie jest to łatwa droga, ale nie chcę być obojętna, bo wiem, że tylko aktywność obywatelska daje realną szansę na zmianę.

Największym problemem jest bierność. Jeżeli mieszkańcy nie interesują się tym, jak funkcjonuje gmina, sami oddają wpływ na decyzje innym. Samorząd nie jest własnością radnych ani urzędników. Samorząd tworzą mieszkańcy i to oni mają prawo wiedzieć, jak podejmowane są decyzje, jak wydawane są publiczne pieniądze i dlaczego jedne sprawy są realizowane, a inne odkładane.

Jako członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska patrzę na to również z perspektywy jawności działania władzy Domaganie się jawności i wyjaśniania przez władze dlaczego podjęła takie, a nie inne decyzje nie powinno być postrzegane jako utrudnianie pracy urzędu, lecz jako naturalny element demokracji i społecznej kontroli nad działaniami władz. Dlatego zachęcam mieszkańców, aby nie bali się pytać, interesować się sprawami swojej gminy i korzystać z przysługujących im praw. Im bardziej świadomi są mieszkańcy, tym silniejszy jest samorząd.

W teorii kontrola społeczna jest jednym z fundamentów demokracji. W praktyce często można odnieść wrażenie, że osoba patrząca władzy na ręce przestaje być partnerem do rozmowy, a staje się dla problemem i często wrogiem. Skąd bierze się taki mechanizm?

– Myślę, że dzieje się tak dlatego, że kontrola społeczna wciąż jest przez część osób sprawujących władzę odbierana osobiście. Zamiast być traktowana jako element odpowiedzialności za sprawy publiczne, za dobro wspólne. Kiedy mieszkaniec zadaje trudne pytanie, składa wniosek o informację publiczną czy wskazuje nieprawidłowości, nie wszyscy widzą w nim obywatela wykonującego swoje prawo. Część widzi przeciwnika, który burzy spokój.

Z własnego doświadczenia wiem, że najłatwiej jest próbować podważyć wiarygodność osoby zadającej pytania, zamiast odnieść się do samych pytań. To odwraca uwagę od problemu i przenosi dyskusję na człowieka. A przecież w kontroli obywatelskiej nigdy nie chodzi o osoby. Chodzi o fakty, dokumenty, przepisy i sposób wykonywania władzy publicznej. Uważam, że dojrzały samorząd nie powinien obawiać się aktywnych mieszkańców. Wręcz przeciwnie. Aktywni mieszkańcy pomagają dostrzegać problemy, których administracja czasem nie widzi, wskazują obszary wymagające poprawy i budują większą przejrzystość działania instytucji publicznych. Na tym właśnie polega kontrola obywatelska. Nie na szukaniu konfliktu, ale na trosce o jakość życia publicznego.

Kontrola społeczna nie jest wojną z samorządem. Jest jednym z mechanizmów, który ma sprawić, że samorząd będzie działał lepiej. Mam też wrażenie, że w Polsce wciąż uczymy się kultury dialogu między obywatelami a władzą. To proces, który wymaga zrozumienia, że władza publiczna z samej swojej istoty podlega Obywatelskiej kontroli.

Transparentność życia publicznego oznacza, że działania władz są przejrzyste, dostępne dla mieszkańców i podlegają społecznej kontroli.

Wielu społeczników mówi o próbach ośmieszania osób zadających niewygodne pytania – przedstawiania ich jako pieniaczy, awanturników czy ludzi, którzy „szukają sensacji”. Czy sama spotkała się Pani z takim sposobem dyskredytowania i jak wpływa to na aktywność obywatelską?

– Tak, sama tego doświadczyłam. Dobrym przykładem jest sprawa mojego wniosku, który został przekazany przez Przewodniczącego Rady Miejskiej w Policach do Komisji Doraźnej Statutowej. Jako mieszkanka oczekiwałam jedynie, że zostanie on rozpatrzony zgodnie z obowiązującymi przepisami. Tak się jednak nie stało. Komisja nie rozpatrzyła go w ustawowym terminie, dlatego skorzystałam z przysługującego mi prawa i złożyłam skargę do Wojewody Zachodniopomorskiego.

Wojewoda zachodniopomorskie uznał moją skargę za zasadną i jednoznacznie wskazał, że wniosek powinien zostać załatwiony bez zbędnej zwłoki, nie później niż w ciągu miesiąca. Jeżeli nie było to możliwe, Rada miała obowiązek indywidualnie poinformować mnie o przyczynach opóźnienia i wskazać nowy termin załatwienia sprawy. Jednocześnie Wojewoda stwierdził, że przekazanie ogólnej informacji podczas posiedzenia Komisji Doraźnej Statutowej nie realizowało obowiązku indywidualnego poinformowania wnioskodawcy o przyczynach opóźnienia oraz wskazania nowego terminu załatwienia sprawy.

Ta sprawa pokazała mi, że problem często nie dotyczy wyłącznie samego naruszenia procedur. Zdarza się, że zamiast rozmawiać o tym, dlaczego doszło do ich naruszenia i jak je naprawić, większą uwagę poświęca się osobie, która odważyła się zwrócić na nie uwagę. W mojej ocenie właśnie w ten sposób próbuje się zniechęcać mieszkańców do korzystania z przysługujących im praw.

Najbardziej martwi mnie jednak nie to, że dotyczy to mnie. Bardziej obawiam się tego, jaki sygnał otrzymują inni mieszkańcy. Jeżeli widzą, że osoba korzystająca z prawa do zadawania pytań, składania wniosków czy udziału w pracach organów gminy staje się przedmiotem publicznej krytyki zamiast rzeczowej dyskusji, mogą zrezygnować z własnej aktywności. A demokracja potrzebuje mieszkańców, którzy nie boją się korzystać ze swoich praw. Dlatego uważam, że obowiązkiem osób pełniących funkcje publiczne jest przede wszystkim odnoszenie się do argumentów i faktów, a nie do osoby, która je przedstawia.

Jest Pani osobą z niepełnosprawnością i od lat zajmuje się tematami dostępności. Gdyby dziś miała Pani wskazać trzy największe bariery, z jakimi nadal mierzą się osoby z niepełnosprawnościami w Policach, co znalazłoby się na tej liście?

– Jako mieszkanka Polic i osoba z niepełnosprawnością patrzę na ten problem z wielu perspektyw. Zajmuję się dostępnością, ale również każdego dnia doświadczam tego, jak wygląda ona w praktyce. Gdybym miała wskazać trzy największe bariery, byłyby to przede wszystkim bariery architektoniczne, które wciąż ograniczają samodzielność wielu osób, bariery informacyjno-komunikacyjne utrudniające równy dostęp do informacji i usług oraz, co uważam za najtrudniejszą do pokonania przeszkodę, brak empatii i świadomości społecznej. To właśnie sposób, w jaki patrzymy na drugiego człowieka, decyduje o tym, czy dostępność staje się realną wartością, czy pozostaje jedynie obowiązkiem wynikającym z przepisów. Bez wzajemnego szacunku, zrozumienia i wrażliwości nawet najlepiej zaprojektowane rozwiązania nie zapewnią pełnego uczestnictwa osób z niepełnosprawnościami w życiu społecznym. Nadal zbyt często o problemach osób z niepełnosprawnościami i osób ze szczególnymi potrzebami rozmawia się bez naszego udziału. Tymczasem to właśnie my najlepiej wiemy, z jakimi barierami mierzymy się na co dzień i jakie rozwiązania są naprawdę potrzebne.

Prowadzę w tym zakresie korespondencję z Burmistrzem oraz Urzędem Miejskim w Policach. Na bieżąco analizuję pojawiające się bariery i niewykluczone, że w przyszłości przygotuję kompleksowy raport dotyczący stanu dostępności w Gminy Police.

Czy w Policach problemem jest przede wszystkim brak pieniędzy na dostępność, czy raczej sposób myślenia? Innymi słowy – czy częściej spotyka się Pani z brakiem środków, czy z brakiem zrozumienia potrzeb osób z niepełnosprawnościami?

– Myślę, że po części odpowiedziałam już na to pytanie wcześniej. Wspomniałam, że jedną z największych barier jest brak empatii i świadomości społecznej. Dlatego uważam, że częściej problemem nie jest brak pieniędzy, lecz sposób myślenia i brak zrozumienia potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz osób ze szczególnymi potrzebami. Oczywiście są sytuacje, w których środki finansowe mają znaczenie, ale z mojego doświadczenia wynika, że wiele można zmienić bez wielkich nakładów. Czasem wystarczy otwartość na dialog, gotowość do wysłuchania i uwzględnienia głosu osób, których te decyzje. Pieniądze mają znaczenia, bo wiele działań związanych z dostępnością wymaga odpowiednich środków finansowych. Likwidacja barier architektonicznych, zakup specjalistycznego wyposażenia czy dostosowanie przestrzeni publicznej dostosowanie stron internetowych aplikacji mobilnych do osób ze szczególnymi potrzebami wiążą się z konkretnymi kosztami i trudno tego nie dostrzegać.

Zanim zaczniemy rozmawiać o pieniądzach, warto odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie czym naprawdę jest dostępność? Bardzo często kojarzymy ją wyłącznie z podjazdem czy windą, a to tylko niewielka część całego zagadnienia. Dostępność obejmuje również możliwość korzystania z usług, informacji i technologii na równych zasadach. Dostępność dotyczy nas wszystkich.

Równie istotne są bariery cyfrowe, takie jak niedostępne strony internetowe i aplikacje mobilne podmiotów publicznych. Obowiązek ich dostosowania wynika z ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Ustawa odwołuje się do standardu WCAG, czyli międzynarodowych wytycznych określających, w jaki sposób projektować strony internetowe i aplikacje, aby były czytelne, zrozumiałe i możliwe do obsługi przez wszystkich użytkowników, w tym osoby z niepełnosprawnościami i osoby ze szczególnymi potrzebami.

Uważam, że największym wyzwaniem nie jest wybór między pieniędzmi a sposobem myślenia. Jedno i drugie jest niezbędne, ale to sposób myślenia decyduje o tym, czy dostępność stanie się rzeczywistym standardem, czy pozostanie jedynie obowiązkiem zapisanym w przepisach.

Gdyby mogła Pani przekonać mieszkańców Polic do jednej rzeczy związanej z samorządem, jaka byłaby to rada? Jak sprawić, żeby ludzie uwierzyli, że pojedynczy mieszkaniec naprawdę może wpływać na decyzje podejmowane w gminie, zamiast jedynie komentować je w mediach społecznościowych?

– Jestem Watchdogiem wierzę w ideę dobrego rządzenia, która zakłada, że odpowiedzialność za lokalną wspólnotę spoczywa nie tylko na władzach, ale również na świadomych mieszkańcach. Jawność i aktywność obywatelska sprawiają, że samorząd staje się bardziej otwarty i odpowiedzialny.

Przede wszystkim chciałabym przekonać mieszkańców, że każdy z nas ma realny wpływ na sprawy swojego samorządu lokalnego, jeśli korzysta z praw, które przysługują obywatelom. Sama nauczyłam się tego między innymi dzięki wsparciu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, w której pokazujemy, że jawność życia publicznego i zadawanie pytań nie są przejawem konfliktu, lecz odpowiedzialności za wspólne dobro.

Popularne Artykuły