wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

PCPR Police nadzorowało rodzinę, Kubuś zmarł. Miał zaledwie 3 miesiące, prokuratura umorzyła

Miał trzy miesiące. Nie zdążył poznać świata, procedur ani instytucji, które miały go chronić. Znał tylko ręce, które miały go myć, karmić i otulać. Kubuś zmarł w rodzinie zastępczej, nadzorowanej przez PCPR w Policach, udławiony larwami glisty ludzkiej – pasożyta, który w powojennej Polsce nie zabił dotąd żadnego dziecka. Prokuratura umorzyła śledztwo. 

Matka Kubusia zrzekła się praw rodzicielskich zaraz po jego narodzinach, a chłopiec pierwszy miesiąc życia spędził na oddziale szpitalnym. Sąd skierował go następnie pod opiekę rodziny zastępczej. Rodziny, która w dokumentach nadzorowana była przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Policach. Osiem tygodni później dziecko nie żyło.

Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była glistnica – zarażenie pasożytem, który u niemowląt praktycznie się nie zdarza. Jak mówi w reportażu prof. Mirosław Parafiniuk z Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie, opisując skalę tego, z czym miał do czynienia:

– Nie zetknąłem się wcześniej z takim przypadkiem”. Profesor podkreśla, że w powojennej Polsce nie odnotowano dotąd żadnego zgonu dziecka z powodu tej choroby. To na tyle rzadkie zjawisko pasożytnicze, że sam fakt jego wystąpienia u trzymiesięcznego niemowlęcia powinien wywołać alarm.

Umorzone śledztwo, pełnomocniczka walczy o prawdę!

Śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka zostało przez prokuraturę zamknięte – bez wskazania konkretnej osoby, której można by przypisać winę. Z tą decyzją nie zgadza się Barbara Urban-Malada, adwokatka reprezentująca z urzędu prawa zmarłego Kubusia. W swojej skardze do sądu podniosła, że prokurator w ogóle nie zbadał możliwości popełnienia czynu z art. 160 § 2 kodeksu karnego – czyli narażenia dziecka na utratę zdrowia lub życia.

– W tym zakresie prokurator nie poczynił żadnych ustaleń – mówi wprost w reportażu.

Najmocniejsze słowa padają jednak, gdy mecenas Urban-Malada mówi wprost, bez ogródek, co naprawdę myśli o całej sprawie:

– To było dziecko, które było niechciane od początku. […] Śmierć dziecka tak naprawdę chyba rozwiązała mnóstwo problemów. Straszne to jest, tak nie może być, nie ma mojej zgody na coś takiego, ale tak to wygląda. Dziecka nikt nie chciał i po dziecku nikt nie płakał.

Rodzina, w której przebywał Kubuś, formalnie podlegała stałemu nadzorowi PCPR w Policach. Jak wynika z dokumentacji, do której dotarli dziennikarze TVP, sygnały o zaniedbaniach pojawiały się z wielu stron na długo przed tragedią. Placówka szkolna zgłaszała zastrzeżenia dotyczące higieny dzieci, podobne uwagi miała też koordynatorka przypisana do tej konkretnej rodziny przez samo centrum – w aktach wspomina się o brudnych rękach i nogach, nieprzyciętych paznokciach i zniszczonej odzieży.

Mimo to opinia, jaką na temat funkcjonowania rodzinnego domu dziecka wystawiło PCPR, była – według ustaleń reporterów – jednoznacznie pozytywna, bez żadnych zastrzeżeń wobec opiekunów czy warunków bytowych podopiecznych. Zupełnie inny obraz przedstawili sąsiedzi rodziny: mówili reporterom o bałaganie, brudnych ubraniach dzieci widywanych na podwórku oraz o sporej menażerii zwierząt gospodarskich i egzotycznych – od psów i koni po alpaki, papugę i małpę – utrzymywanej równolegle z opieką nad kilkunastoosobową grupą dzieci.

Kiedy dziennikarze zapytali przedstawicielkę polickiej stacji sanitarno-epidemiologicznej, dlaczego instytucja nie zweryfikowała warunków, w jakich mieszkają pozostałe dzieci z tej rodziny, usłyszeli odpowiedź tłumaczącą, że inspekcja sanitarna nie obejmuje swoim nadzorem rodzin zastępczych i nie wchodzi do prywatnych domów bez szczególnego powodu. Dyrektor PCPR w Policach odmówił natomiast rozmowy przed kamerą, powołując się na poufność danych dotyczących rodziny zastępczej.

To właśnie rola centrum w Policach rodzi dziś najwięcej wątpliwości. Instytucja, której zadaniem było czuwanie nad bezpieczeństwem Kubusia i pozostałych dzieci w tej rodzinie, wystawiła jej opinię bez najmniejszych zastrzeżeń, mimo że – jak wynika z materiałów reporterskich – niepokojące sygnały docierały do niej z kilku niezależnych źródeł jeszcze przed śmiercią chłopca. Formalne umorzenie śledztwa karnego, wynikające z braku możliwości wskazania jednej winnej osoby, nie powinno automatycznie zamykać pytania o odpowiedzialność instytucjonalną PCPR Police. Zasadne wydaje się domaganie się wyjaśnień od kierownictwa centrum – w tym rozważenie, czy dyrektor placówki, która nadzorowała tę rodzinę, nie powinien zostać odsunięty od obowiązków do czasu pełnego wyjaśnienia, dlaczego zgłaszane ostrzeżenia nie doprowadziły do żadnej interwencji.

Sprawą zajął się już Rzecznik Praw Dziecka, a materiał TVP wywołał liczne komentarze widzów, domagających się większej kontroli nad rodzinami zastępczymi – nie tylko na poziomie dokumentów, ale realnej weryfikacji warunków, w jakich żyją powierzone im dzieci.

 

Źródło: „Reporterzy”, TVP, odcinek z 16 września 2026 r. – dostępny w serwisie TVP VOD.

Popularne Artykuły