W Pyrzycach od kilku miesięcy krążą niepokojące plotki: budynek przy ul. Staromiejskiej 3, w którym działają wydziały zamiejscowe Sądu Rejonowego w Stargardzie, ma pękać w szwach i zagrażać pracownikom. Mieszkańcy są zaciekawieni i zmartwieni, obawiają się, że może dojść do likwidacji sądu w Pyrzycach A sąd do tej pory milczał. Dotarliśmy do dokumentów technicznych, które nigdy wcześniej nie były publicznie dostępne. Przeczytaliśmy je uważnie. Obraz, jaki się z nich wyłania, jest poważniejszy niż oficjalna narracja – ale też inny niż katastroficzny strach, który krąży w miejskich plotkach.
W lipcu 2025 roku pracownicy sądu zauważyli pęknięcia ścian i podłogi na pierwszym piętrze budynku. Sąd zlecił ekspertyzę. Powstały dwa dokumenty: ekspertyza techniczna konstrukcji autorstwa mgr. inż. Tomasza Lewandowskiego oraz opinia geotechniczna firmy N-GEO ze Szczecina. Obydwa datowane są na grudzień 2025 roku.
Fotografie dołączone do ekspertyzy mówią same za siebie. Na parterze, w pomieszczeniu archiwum, płytki posadzki są popękane wzdłuż wszystkich trzech szyn, po których jeżdżą metalowe regały z aktami. Pęknięcia nie są kosmetyczne – szyny wyraźnie zmieniły położenie, płytki są uniesione i poprzesuwane. Na korytarzu obok archiwum jest tak samo. Na pierwszym piętrze natomiast długie, ukośne rysy przebiegające przez płytki i tynk ścian nośnych. Na jednym ze zdjęć widać przymocowany do rysy pęknięty znacznik gipsowy, klasyczna metoda monitorowania, czy pęknięcie się rozszerza.
Ekspert podsumowuje to jednoznacznie: uszkodzenia mają charakter przemieszczeniowy i konstrukcyjny, nie są zwykłymi rysami tynku. Pękające płytki na pierwszym piętrze i rysy ścian nośnych są – jego zdaniem – wtórnym skutkiem odkształceń stropu i przemieszczeń jego podpór, wynikających z nierównomiernej pracy podłoża fundamentowego. Innymi słowy: coś rusza się pod budynkiem, albo w budynku, a skutki tej pracy widać już piętro wyżej.
Diagnoza geotechników: budynek stoi na nasypie
Opinia geotechniczna wyjaśnia, skąd problem. Firma N-GEO wierciła w grudniu 2025 roku cztery otwory wokół budynku — dwa do głębokości pięciu metrów, dwa płytsze. Wynik jest jednoznaczny i niepokojący.
Budynek posadowiony jest na głębokości zaledwie ok. 60 cm — podczas gdy obowiązująca w tym rejonie granica przemarzania gruntu wynosi 80 cm. To znaczy, że fundamenty leżą zbyt płytko: każda zima, każdy cykl zamarzania i rozmarzania gruntu może powodować ruchy podłoża bezpośrednio pod ławami fundamentowymi.
Gorzej: te ławy fundamentowe osadzone są nie w gruncie naturalnym, lecz w niekontrolowanych nasypach antropogenicznych o miąższości 1,5–1,8 metra — czyli w ziemi naniesionej przez człowieka, zbudowanej z humusowej gliny ilastej z domieszką gruzu ceglanego i kamieni. Nasypy tego rodzaju mają zmienne właściwości, są podatne na wodę i na obciążenia. Poniżej nich dopiero zaczyna się grunt nośny — plejstoceńskie piaski ilaste i gliny. Geotechnicy wyraźnie piszą: nasypy „podatne na zmianę swoich parametrów w czasie” — to prawdopodobna przyczyna uszkodzeń.
Na domiar złego: budynek nie ma izolacji przeciwwilgociowej ani drenażu. Kilka lat temu, według informacji przekazanych ekspertowi przez użytkowników budynku, w pobliżu doszło do awarii rury hydrantowej. Woda, która wtedy przedostała się w grunt, mogła zmienić właściwości i tak już wrażliwego podłoża.
Geotechnicy zalecają rozważenie zaprojektowania drenażu opaskowego i instalację reperów kontrolnych — urządzeń mierzących dynamikę przemieszczeń.
Regały z aktami: 36 do 54 ton na posadzce bez konstrukcyjnej płyty
Ekspert techniczny wykonał także obliczenia orientacyjne obciążeń generowanych przez archiwum. Wyniki są wymowne.
Archiwum ma powierzchnię ok. 70 m². Mieści 11 metalowych regałów jezdnych, poruszających się po trzech szynach. Łączne obciążenie od regałów i akt sądowych szacuje się na od 36 do 54 ton w zależności od przyjętego wariantu. To nie jest mały ciężar, zwłaszcza że jest przekazywany liniowo na szyny — nie równomiernie na całą powierzchnię posadzki.
Problem polega na tym, że posadzka na gruncie w tym pomieszczeniu nie jest konstrukcyjną płytą rozdzielającą obciążenia. To zwykła wylewka, bez zbrojenia, bez ciągłej izolacji, nieprzystosowana do przenoszenia długotrwałych, skoncentrowanych nacisków. Gdy regały zjadą się na krótkim odcinku, lokalny nacisk na podłoże może wzrosnąć ponad dwukrotnie — w wariancie pesymistycznym do prawie 18 kN/m².
Ekspert wskazuje na splot czynników: słabe nasypy + brak izolacji + zbyt płytkie fundamenty + cykle mrozowe + koncentracja obciążeń od regałów = nierównomierne osiadanie podłoża, które przenoszone jest w górę przez ściany nośne i strop.
Odpowiedź sądu: spokojnie, nie ma zagrożenia
Na jedenaście szczegółowych pytań redakcji Prezes Sądu Rejonowego w Stargardzie odpowiedziała nam już w marcu. Odpowiedzi są lakoniczne i – miejscami – budzą więcej pytań niż rozwiewają. Niemniej dają wyobrażenie o sytuacji, w jakiej znajduje się budynek.
Na pytanie, czy którakolwiek z opinii zaleca natychmiastowe wyłączenie budynku lub ewakuację pracowników — odpowiedź brzmi: nie. I to jest zgodne z prawdą: ekspert konstruktor rzeczywiście nie nakazuje ewakuacji. Zamiast tego zaleca ograniczenie eksploatacji archiwum, zakaz skupiania regałów na krótkim odcinku i monitoring rys. To istotna różnica: brak zalecenia ewakuacji nie oznacza, że budynek jest w pełni bezpieczny — oznacza, że na dziś nie ma bezpośredniego zagrożenia zawaleniem, ale proces postępuje i wymaga interwencji.
Na pytanie, czy regały przesuwne mogły przyczynić się do uszkodzeń — sąd odpowiada, że regały funkcjonują od ponad 20 lat i „do lipca 2025 roku nie było żadnych sygnałów o ich negatywnym wpływie na budynek.” To argument godny uwagi, ale niepełny. Ekspertyza wskazuje, że uszkodzenia są wynikiem kumulacji wielu czynników — regały nie są jedynym winowajcą, ale są elementem tego układu. Dwadzieścia lat spokoju nie wyklucza, że w pewnym momencie przeciążony grunt osiąga punkt, od którego odkształcenia zaczynają się nawarstwiać.
Na pytanie, kto odpowiada za naprawy konstrukcyjne i koszty ingerencji w fundamenty — sąd odpowiada z rozbrajającą szczerością: umowa z Powiatem Pyrzyckim tego po prostu nie określa (bo wiele zależy, kto zawinił i czy w ogóle ktokolwiek jest winny tej sytuacji). W umowie jest jedynie zapis, że sąd zwróci budynek „w stanie niepogorszonym, z wyjątkiem pogorszenia wynikającego z normalnego zużycia.” Kto zapłaci za stabilizację gruntu, drenaż, nową płytę posadzkową — tego nikt do tej pory nie ustalił.
Na pytanie, czy prowadzone są przeglądy budowlane — sąd potwierdza, że tak, i że były zgodne z przepisami. Do lipca 2025 roku żaden przegląd nie sygnalizował problemów konstrukcyjnych. To z kolei rodzi inne pytanie: co przeglądający sprawdzali i jak?
Pytania, na które nikt jeszcze nie odpowiedział
Po lekturze wszystkich dokumentów pozostają kwestie, które powinny znaleźć odpowiedź — i to szybko.
Po pierwsze: kto i kiedy zleci projekt naprawczy? Ekspertyza Lewandowskiego jest dokumentem wstępnym, diagnostycznym. Wyraźnie stwierdza, że nie stanowi projektu budowlanego ani wykonawczego. Kolejnym krokiem powinien być projekt — z doborem technologii stabilizacji gruntu, izolacji i nowej posadzki. Czy taki projekt jest już zamawiany? Sąd o tym nie wspomina.
Po drugie: czy monitoring rys jest prowadzony? Ekspert zaleca zakładanie reperów i pomiary co 2–4 tygodnie. Czy to się dzieje? Jeśli nie, nikt nie wie, czy sytuacja jest stabilna, czy się pogarsza.
Po trzecie: kto zapłaci za naprawę? Budynek należy do Powiatu Pyrzyckiego. Używa go sąd — jednostka Skarbu Państwa. Umowa nie reguluje odpowiedzialności za naprawy konstrukcyjne. To spór prawny, który może trwać miesiącami. Tymczasem fundamenty będą dalej pracować, a kolejna zima przyniesie kolejne cykle mrozowe.
Po czwarte: co z archiwami? Ekspert zaleca ograniczenie eksploatacji regałów. Czy akta zostały częściowo przeniesione? Czy ruch regałów jest faktycznie ograniczony? Sąd o tym nie informuje.
Werdykt: nie zawalenie, ale zaniedbanie
Odpowiedź na pytanie, które nurtuje mieszkańców Pyrzyc – czy budynek zagraża życiu – brzmi: na dziś prawdopodobnie nie. Ekspert nie stwierdził przesłanek zagrożenia globalnej stateczności budynku. Mury stoją. Strop nie grozi zawaleniem.
Ale to nie jest powód do uspokojenia. To jest powód do działania — i ten sygnał w dokumentach jest bardzo wyraźny. Mamy budynek posadowiony za płytko, na nasypie bez izolacji, z fundamentami, które przemarzają co zimę, z posadzką nieprzystosowaną do ciężaru archiwum i z procesem odkształceń, który zaczął się ujawniać na pierwszym piętrze. Ekspert pisze wprost: przy utrzymaniu niekorzystnych warunków — wody, mrozu, obciążeń — proces może postępować.
Budynek nie wali się dziś. Ale jeśli nikt nie weźmie odpowiedzialności za naprawę — za rok może być gorzej. A kolejna zima już za kilka miesięcy.





