Na trawniku w Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie stoi obiekt. Metalowa konstrukcja, przypominająca zdeformowany fragment ogrodzenia, opleciona siatką i „dociążona” kamieniami. Tytuł: „Fence” (Płot). Cena: 377 tysięcy złotych. Źródło finansowania: środki publiczne.
Współczesna sztuka od lat prowokuje, dekonstruuje i zmusza do zadawania pytań. Problem pojawia się wtedy, gdy pytania zaczynają dotyczyć nie tyle sensu dzieła, co sensu wydatku. Wszak o ile można długo debatować nad interpretacją „Płotu”, o tyle trudniej zignorować jego cenę.
377 tysięcy złotych to nie jest abstrakcyjna kwota. To poziom budżetu, który w praktyce pozwala na zakup specjalistycznego ambulansu – a o problemach w służbie zdrowia wiemy wszyscy doskonale. Nowoczesna karetka typu C, wyposażona w sprzęt ratujący życie, kosztuje zwykle od około 300 do 500 tysięcy złotych, w zależności od konfiguracji. Innymi słowy – za „Płot” można byłoby kupić realne narzędzie do ratowania zdrowia i życia.
Można też spojrzeć inaczej. To równowartość kilku rocznych stypendiów dla młodych artystów. Albo remontu niewielkiej infrastruktury lokalnej. Albo wsparcia dla instytucji kultury działających poza dużymi ośrodkami, które często funkcjonują na granicy przetrwania.
Oczywiście – sztuka nie musi być użyteczna. I nie powinna być rozliczana wyłącznie w kategoriach funkcjonalności. Problem nie leży w tym, że powstała rzeźba. Problem pojawia się wtedy, gdy publiczne pieniądze zaczynają być wydawane w sposób, który wymaga od odbiorcy dużej dozy dobrej woli, by uznać to za racjonalne. „Płot” w Czarnolesie można interpretować na wiele sposobów. Jako symbol granic, ograniczeń, napięć między naturą a kulturą. Ale można też – całkiem przyziemnie – zobaczyć w nim coś innego: granicę między tym, co akceptowalne, a tym, co zaczyna budzić sprzeciw.





