Zaplanowany na początek 2027 roku wzrost najniższego wynagrodzenia przełoży się na portfele konsumentów, jednak rynek pracy pozostanie stabilny. Choć przedsiębiorców czeka dostosowanie się do nowych realiów finansowych, dane wskazują, że obawy o masową redukcję etatów są nieuzasadnione. Od pierwszego stycznia 2027 roku płaca minimalna w Polsce wzrośnie do poziomu 4950 zł brutto miesięcznie, co oznacza wzrost o około 3 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Wpływ tej regulacji na gospodarkę przeanalizował Polski Instytut Ekonomiczny na podstawie badania Miesięcznego Indeksu Koniunktury przeprowadzonego we wrześniu 2026 roku na próbie 500 przedsiębiorstw. Wniosek jest klarowny: umiarkowany wzrost najniższej pensji nie wywoła kryzysu zatrudnienia, ale wepchnie część kosztów na barki klientów.
Niemal 30 procent badanych podmiotów zadeklarowało, że planowane zmiany nie wpłyną w żaden sposób na ich działalność. Sytuacja ta wynika bezpośrednio z faktu, że firmy te po prostu nie zatrudniają pracowników otrzymujących podstawowe ustawowe wynagrodzenie. Większe podmioty wykazują zdecydowanie wyższą odporność na zmiany w przepisach. Aż 48 procent dużych przedsiębiorstw oraz 33 procent firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje brak wpływu ze strony nowych stawek. Wyniki te pozostają w pełnej zgodzie z oficjalnymi odczytami Głównego Urzędu Statystycznego, z których wynika, że wysokość mediany wynagrodzeń wzrasta proporcjonalnie do wielkości przedsiębiorstwa, co sprawia, że najmniejsze firmy odczuwają skutki regulacji najmocniej.
Przedsiębiorcy, którzy zatrudniają kadry opłacane na poziomie płacy minimalnej, planują zróżnicowane działania w odpowiedzi na wyższe wydatki pracownicze. W badaniu, w którym można było wybrać maksymalnie dwie opcje, 48 procent firm zadeklarowało podniesienie cen swoich produktów lub usług. Z kolei 28 procent przedsiębiorstw zdecyduje się na obniżenie własnej marży, a jedynie 20 procent bierze pod uwagę redukcję etatów jako najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Elastyczność cenowa zależy przede wszystkim od specyfiki danego sektora gospodarki. Wzrost kosztów dla klientów najczęściej planują firmy budowlane, gdzie deklaruje to połowa podmiotów, oraz usługowe z wynikiem 42 procent. Z kolei w handlu i sektorze transportowo-logistycznym podwyżki cen planuje odpowiednio tylko 15 i 22 procent firm. Zamiast tego branże te częściej zdecydują się na poświęcenie własnych marż, co zadeklarowało 30 procent firm handlowych i 23 procent przedsiębiorstw logistycznych. Różnice te wynikają z metodologii rozliczeń. Sektor budowlany i usługowy opierają się na indywidualnych umowach, co umożliwia bezpośrednie przerzucenie rosnących wydatków na zamawiającego. Handel oraz logistyka funkcjonują natomiast na silnie konkurencyjnym rynku, gdzie klienci mogą negocjować ceny, co zmusza firmy do szukania oszczędności po stronie zysku.
Choć presja kosztowa jest odczuwalna w całym biznesie, bezpośrednie zagrożenie redukcją miejsc pracy ogranicza się do wąskiej grupy podmiotów w trudnej sytuacji finansowej. Z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynikają dwa kluczowe czynniki ryzyka. Przedsiębiorstwa, które zanotowały miesięczny spadek przychodów ze sprzedaży przekraczający 10 procent, mają 2,4 razy wyższe prawdopodobieństwo zwolnienia pracowników w reakcji na podwyżkę niż podmioty stabilne. Z kolei firmy powstrzymujące się od inwestycji z braku pieniędzy są niemal dwukrotnie bardziej skłonne do cięcia zatrudnienia.
Aktualne obserwacje są spójne ze statystykami historycznymi zestawionymi przez Polski Instytut Ekonomiczny za lata 2012–2024. W tym okresie relacja płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia wzrosła z 40 procent do 52,4 procent, a mimo to na poziomie zagregowanym w powiatach nie zaobserwowano negatywnego wpływu na całkowity poziom zatrudnienia. Skupienie ryzyka w słabszych jednostkach przy jednoczesnej stabilności całego rynku potwierdza wnioski ze współczesnej literatury ekonomicznej, wedle których umiarkowane podnoszenie płacy minimalnej nie generuje systemowego wzrostu bezrobocia.





