Niepewność wokół projektu Polimery Police, rosnące napięcia finansowe w Grupie Azoty i pytania o przyszłość lokalnej gospodarki – to dziś jedne z kluczowych tematów dla mieszkańców gminy Police. W tle są także kwestie dywersyfikacji dochodów, roli portu, kierunku inwestycji oraz oczekiwań młodego pokolenia. O tym, jak samorząd powinien reagować na kryzys i jakie decyzje zdecydują o przyszłości gminy, rozmawiamy z Kacprem Karabinem, przewodniczącym oddziału Nowej Nadziei w Policach.
Jednym z największych problemów gminy Police jest dziś niepewność wokół projektu Polimery Police i sytuacji finansowej spółek Grupy Azoty. To przekłada się też na problemy z płatnością należnych Gminie Police podatków. Jak pana zdaniem samorząd powinien reagować na kryzys inwestycji wartej miliardy złotych?
– Sytuacja Grupy Azoty i projektu Polimery Police to wyzwanie o skali strategicznej, wykraczające poza ramy lokalnego samorządu. Musimy jednak pamiętać, że gmina Police to nie tylko partner biznesowy spółki, ale przede wszystkim wspólnota mieszkańców, których bezpieczeństwo finansowe zależy od stabilności budżetu miasta.
Moim priorytetem jest ochrona miejsc pracy, ale nie może się to odbywać bezwarunkowo kosztem płynności finansowej gminy. Uczestnicząc w sesji Rady Gminy, widziałem próby lobbowania za specjalnym traktowaniem spółki. Uważam, że samorząd powinien przyjąć rolę konstruktywnego, ale twardego negocjatora.
Zamiast kategorycznego umarzania podatków, optowałbym za ich odroczeniem lub rozłożeniem na raty. Pozwoli to spółce Grupa Azoty Polyolefins przetrwać najtrudniejszy moment inwestycyjny, jednocześnie gwarantując gminie odzyskanie należnych środków w późniejszym terminie. Każda taka decyzja musi być jednak poprzedzona transparentną analizą kondycji finansowej gminy, aby uniknąć paraliżu lokalnych inwestycji i usług publicznych.
Gmina nie otrzymuje pełnych wpływów z podatku od nieruchomości od spółek powiązanych z projektem Polimery Police. Czy to pokazuje, że lokalny budżet jest zbyt uzależniony od jednej dużej inwestycji?
– Obecna sytuacja jest bolesną lekcją dla Polic i wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. Posiadanie tak potężnego płatnika podatków jak Grupa Azoty to z jednej strony ogromny atut, o którym wiele gmin może tylko pomarzyć, ale z drugiej – niebezpieczna pułapka. Dzisiejsze problemy z wpływami do budżetu czarno na białym pokazują, że gmina stała się zakładnikiem kondycji finansowej jednego giganta.
Jako przewodniczący oddziału Nowej Nadziei w Policach, od dawna postuluję zmianę tej strategii. Samorząd nie może być biernym obserwatorem. Musimy aktywnie stwarzać dogodne warunki – poprzez niskie podatki lokalne i uproszczoną biurokrację – dla nowych inwestorów.
Nasze unikalne położenie geograficzne to potencjał, który powinniśmy wykorzystać do ściągnięcia branż przyszłości: robotyki, centrów danych czy sektora AI. Dywersyfikacja lokalnej gospodarki to nie tylko kwestia nowoczesności, ale przede wszystkim bezpieczeństwa finansowego mieszkańców. Tylko w ten sposób możemy uniezależnić budżet Polic od wahań koniunktury w jednej, konkretnej spółce.
Port morski w Policach ma być jednym z motorów rozwoju regionu. Czy pana zdaniem samorząd wystarczająco wykorzystuje potencjał tego miejsca, czy raczej przegrywa konkurencję z portami w Szczecinie i Świnoujściu?
– Z przykrością muszę stwierdzić, że potencjał polickiego portu jest obecnie wykorzystywany w stopniu dalece niewystarczającym. Nasze naturalne atuty, takie jak bezpośrednie sąsiedztwo toru wodnego Świnoujście-Szczecin oraz dogodne parametry nawigacyjne, dają nam ogromne możliwości, które mogłyby stanowić kluczowe dopełnienie oferty portów w naszym regionie.
Być może zaskoczę wielu czytelników, ale nie jestem zwolennikiem budowania w Policach kolejnego terminala kontenerowego, który miałby rywalizować ze Szczecinem czy Świnoujściem. Tworzenie wewnętrznej, regionalnej konkurencji nie ma sensu ekonomicznego. Zamiast tego powinniśmy postawić na wyspecjalizowaną komplementarność.
Nasz port powinien oferować usługi, których brakuje sąsiadom, tworząc wraz z nimi pełny wachlarz możliwości dla armatorów. Dopiero jako silny, współpracujący zespół portów ujścia Odry, będziemy stanowić realną konkurencję dla innych ośrodków w basenie Morza Bałtyckiego. Takie podejście to gwarantowany impuls rozwojowy dla Polic i realne zyski z gospodarki morskiej.
Samorząd zapowiada rozwój transportu publicznego i inwestycje w ekologiczne rozwiązania komunikacyjne. Czy takie projekty to realna modernizacja gminy, czy raczej kosztowna polityka wizerunkowa?
– Nie znam szczegółów najnowszych zapowiedzi, więc trudno mi odnieść się do konkretnych deklaracji, jednak z komunikatów burmistrza w mediach społecznościowych wynika, że planowana jest nowa linia do Nowego Warpna. Z zasady popieram rozbudowę siatki połączeń, zwiększanie ich częstotliwości oraz zasięgu – to zawsze działa na korzyść mieszkańców i realnie poprawia komfort życia w regionie.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach finansowych. Jestem stanowczym przeciwnikiem przymusowej, pełnej elektryfikacji taboru oraz kupowania najdroższych, nowinkarskich modeli autobusów tylko po to, by gmina mogła pochwalić się 'ekologicznym wizerunkiem’. Samorząd musi kierować się rachunkiem ekonomicznym, a nie modą.
Moim zdaniem gmina powinna skupić się na minimalizacji kosztów eksploatacji. Optuję za unifikacją floty, czyli zakupem sprawdzonych, niezawodnych jednostek, które są kompatybilne z naszym obecnym zapleczem technicznym. Pozwoli to na tańszy serwis i sprawniejszą obsługę, zamiast generowania długów na kosztowną i niesprawdzoną w naszych warunkach technologię.
Jak Police widzą młodzi ludzie? Ich wizja pokrywa się z wizją obecnej władzy?
– Dziękuję za to pytanie, choć metrykalnie do młodzieży już się nie zaliczam. Mam jednak stały kontakt z młodym pokoleniem dzięki prężnie działającej grupie Młodzi dla Wolności (MdW) Police. Nasi działacze pełnią obecnie dwie kluczowe funkcje w Młodzieżowej Radzie Miasta, co daje nam unikalną perspektywę na problemy młodych mieszkańców. Zarówno ja, jak i Dariusz Olech, prezes okręgu szczecińskiego Nowej Nadziei, jesteśmy niezwykle dumni z ich zaangażowania.
Z naszych rozmów wynika, że młodzi ludzie mają wiele pomysłów na poprawę wizerunku gminy, by stała się ona atrakcyjnym miejscem do życia, a nie tylko sypialnią. Kluczem jest nowoczesna edukacja. Choć organem prowadzącym dla Zespołu Szkół im. Ignacego Łukasiewicza jest Powiat Policki, nic nie stoi na przeszkodzie, by gmina aktywnie współpracowała w zakresie profilowania klas.
Musimy wyjść poza schemat kształcenia wyłącznie pod kątem przemysłu chemicznego. Personalizacja profili nauczania i otwarcie na kierunki przyszłości – o których wspominałem wcześniej – podniosłyby prestiż 'Białej’ i przyciągnęły do Polic młodych, ambitnych ludzi. To z kolei byłoby silnym sygnałem dla inwestorów, że w naszej gminie czeka na nich wykwalifikowana kadra gotowa na wyzwania XXI wieku.
Konfederacja często mówi o wolności gospodarczej i ograniczeniu biurokracji. Jak te postulaty można zastosować w praktyce w gminie tak silnie związanej z przemysłem chemicznym i dużymi inwestycjami państwowymi?
– Optymalizacja administracji to fundament, bez którego nie nadążymy za dynamiką współczesnego świata. Nasze instytucje bywają niestety archaiczne. Przykładem z mojej własnej działalności jest interwencja z początku pandemii – to po moim piśmie powiat wprowadził elektroniczne i telefoniczne zapisy do wydziału komunikacji, wyciągając urząd z 'ery analogowej’. To dowód na to, że często wystarczy dobra wola i proste rozwiązania, by realnie ułatwić życie mieszkańcom i ograniczyć biurokrację.
Choć kluczowe reformy podatkowe zapadają w Warszawie, samorząd ma narzędzia do kształtowania lokalnych stawek i opłat. Jako Konfederacja chcemy ograniczenia dominacji państwa w gospodarce, pozostawiając mu jedynie nadzór nad infrastrukturą krytyczną. Przykład spółki Grupa Azoty Polyolefins jest tu brutalnie pouczający: pokazuje, jak państwowy gigant potrafi 'przepalić’ ogromne środki, budując inwestycję, która od startu boryka się z rentownością. To klasyczny dowód na to, że politycy bywają marnymi managerami.
Nowa Nadzieja proponuje odejście od mentalności wasalnej i postkomunistycznej na rzecz suwerennej polityki gospodarczej. Chcemy państwa, które nie przeszkadza, lecz wspiera oddolną inicjatywę obywateli. W Policach oznacza to urząd przyjazny przedsiębiorcy, transparentność wydatków i koniec z traktowaniem gminy jako przystawki do państwowych spółek. To plan na dekady, ale wierzę, że nasz naród – słynący z przedsiębiorczości – jest gotowy na ten nowy model.
W regionie pojawiają się dyskusje o nowych terenach inwestycyjnych i przemysłowych. Czy mieszkańcy Polic powinni obawiać się dalszej industrializacji, czy to jedyna droga do utrzymania miejsc pracy?
– Industrializacja jest naturalnym etapem rozwoju gospodarczego i będzie postępować, ale kluczowe jest pytanie: na jakich zasadach? Jako Nowa Nadzieja uważamy, że nie musimy ślepo kopiować zachodnich modeli. Kluczem do sukcesu jest mądra dywersyfikacja lokalizacji inwestycji. Pozwoli ona z jednej strony walczyć z bezrobociem w różnych częściach powiatu, a z drugiej – zachować niezbędny balans między przemysłem a naturą.
Police mają piękną tradycję dbania o naturalne przestrzenie w naszej Małej Ojczyźnie. Uważam, że racjonalna polityka planowania przestrzennego pozwoli nam utrzymać status 'Zielonej Gminy’. Nawet przy istnieniu potężnych zakładów petrochemicznych i planowaniu kolejnych inwestycji, jesteśmy w stanie wypracować rozwiązania optymalne. Rozwój nie musi oznaczać degradacji środowiska – pod warunkiem, że zamiast ideologicznych dogmatów postawimy na nowoczesne technologie i poszanowanie własności oraz komfortu życia mieszkańców.
Jak młode pokolenie w Policach patrzy dziś na lokalną politykę? Czy młodzi ludzie czują, że mają realny wpływ na decyzje samorządu?
– Jak wspomniałem, mamy silną reprezentację w Młodzieżowej Radzie Miejskiej w Policach. Nasi działacze biorą tam aktywny udział w obradach, zdobywając doświadczenie, które w przyszłości uczyni ich skutecznymi radnymi czy burmistrzami. Jednak patrząc szerzej, muszę przyznać, że wielu młodych ludzi wciąż nie czuje, by mieli realny wpływ na kształtowanie polityki lokalnej czy państwowej.
Często to wycofanie wynika z poczucia, że ich głos nie jest brany pod uwagę w sprawach lokalnych. Nie chciałbym wypowiadać się w imieniu wszystkich, ale obserwuję pewien wyraźny trend: znaczna część młodego pokolenia zdecydowanie odcina się od skrajnie lewicowych ideologii. Widzą oni negatywne skutki społeczne, jakie niosą te prądy, i coraz częściej zwracają się ku tradycyjnym wartościom oraz zdrowemu rozsądkowi.
Naszą rolą jako formacji jest pokazanie młodym, że ich głos ma znaczenie. Chcemy, by Police były miejscem, gdzie młody człowiek nie tylko mieszka, ale czuje się współgospodarzem. Inicjatywa oddolna zawsze była polską domeną i to właśnie w młodych Polakach drzemie największy potencjał do zmian, których potrzebuje nasz region.
Gdyby miał pan wskazać trzy najważniejsze decyzje, które w najbliższych pięciu latach zdecydują o przyszłości gminy Police – co znalazłoby się na tej liście?
– Żyjemy w czasach tak dynamicznych, że przewidzenie wszystkich wyzwań graniczy z cudem, jednak wskazując fundamenty, na których oprze się przyszłość Polic w najbliższych pięciu latach, wymieniłbym trzy kluczowe obszary:
Po pierwsze: Rozwiązanie kryzysu wokół Grupy Azoty. Sposób, w jaki gmina poradzi sobie z zaległościami podatkowymi giganta, zadecyduje o naszej płynności finansowej. Musimy być twardym partnerem, który zamiast prostego umarzania długów, wynegocjuje rozwiązania chroniące budżet Polic, a tym samym środki na lokalne inwestycje.
Po drugie: Bezpieczeństwo i odpowiedzialność obywatelska. Położenie przy granicy zachodniej nakłada na nas obowiązek czujności w obliczu kryzysu migracyjnego. Musimy podnieść świadomość mieszkańców w kwestii obronności i reagowania na zagrożenia. To także czas na ostateczne zerwanie z postkomunistycznym dogmatem, że 'wspólne to niczyje’. Chcemy budować społeczeństwo odpowiedzialne za swoją Małą Ojczyznę, gdzie każdy czuje się gospodarzem dbającym o swoje otoczenie.
Po trzecie: Gospodarcze 'drugie płuco’ Polic. Aby gmina przestała drżeć o każdą decyzję zapadającą w zarządzie jednej spółki, musimy w ciągu tych pięciu lat realnie otworzyć się na branże przyszłości i pełne wykorzystanie potencjału portowego. To jedyna droga, by budżet gminy stał się odporny na wstrząsy zewnętrzne
W polickiej Radzie Miasta rządzi koalicja: KO wraz z ugrupowaniem burmistrza Kowalewskiego. Czy w tym małym samorządzie jest miejsce dla Konfederacji?
– Panie Redaktorze, jeszcze dekadę temu wielu obserwatorów wróżyło nam margines polityczny. Dziś Konfederacja jest trzecią, stabilną siłą w Polsce. Wyniki wyborów prezydenckich w naszym regionie, gdzie Sławomir Mentzen zajął trzecie miejsce, potwierdzają, że stajemy się głosem tysięcy mieszkańców. Miałem zaszczyt otwierać policki wiec poparcia w tej kampanii i widziałem tam energię, której nie da się już zignorować.
Nasz oddział, który sformalizowałem w marcu ubiegłego roku, rośnie w siłę. Obecnie to ponad dwudziestu aktywnych działaczy oraz szerokie grono sympatyków. Moi koledzy i koleżanki prężnie działają w terenie, są coraz bardziej widoczni i zaangażowani w lokalne sprawy. Ignorowanie nas przez obecny układ władzy w Policach świadczy jedynie o braku politycznego realizmu osób, które ten układ tworzą. Na poziomie krajowym taka strategia 'zamilczania’ nas zawiodła – dziś jesteśmy siłą, bez której prawdopodobnie nie powstanie żaden przyszły rząd.
Przenosząc to na grunt lokalny: tak, w radzie gminy i powiatu jest nie tylko miejsce, ale i pilna potrzeba obecności Konfederacji. Pracujemy nad tym, by przekonać mieszkańców, że jesteśmy merytoryczną alternatywą. Dołożę wszelkich starań, aby nasza reprezentacja w obu radach była jak najliczniejsza i realnie współtworzyła politykę regionalną w zgodzie z oczekiwaniami wyborców oraz naszymi wolnościowymi ideami.





