środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Prawda o szpitalu wyjdzie na jaw? Siedem godzin starcia, bunt personelu, łzy pielęgniarek i bezpardonowy atak posłanki Filiks

Blisko siedem godzin trwała XXXII Nadzwyczajna Sesja Rady Miejskiej w Barlinku – posiedzenie, które przejdzie do historii lokalnego samorządu jako jedno z najbardziej burzliwych, dramatycznych i bezkompromisowych. Zwołana w trybie pilnym sesja poświęcona sytuacji finansowej i organizacyjnej spółki Szpital Barlinek Sp. z o.o. odsłoniła obraz głębokiego kryzysu zarządczego, braku transparentności, paraliżu nadzoru właścicielskiego oraz narastającego rozgoryczenia personelu medycznego. Obok informacji o nałożonej przez Narodowy Fundusz Zdrowia karze opiewającej na kwotę ponad 220 tys. zł oraz wielomilionowej stracie spółki, najmocniejszymi akcentami obrad stały się dramatyczne, wypowiedziane przez łzy wystąpienia pielęgniarek, a także bezpardonowa, ostra jak brzytwa krytyka ze strony poseł na Sejm RP Magdaleny Filiks, która wprost zarzuciła prezesowi szpitala ukrywanie prawdy i ignorowanie mandatu społecznego radnych.

Iskrą, która wywołała pożar i doprowadziła do zwołania sesji nadzwyczajnej, były pojawiające się w przestrzeni publicznej doniesienia o wynikach kontroli przeprowadzonej przez Narodowy Fundusz Zdrowia w gminnej spółce leczniczej oraz o nałożeniu na lecznicę dotkliwej sankcji finansowej.

Odczytując treść wniosku z dnia 20 lipca 2026 roku wraz z uzasadnieniem, Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej podkreślał, że sprawa dotyczy kluczowego interesu mieszkańców całej gminy Barlinek:

– Wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej podyktowany jest ważnym interesem publicznym oraz koniecznością zapewnienia radzie miejskiej możliwości niezwłocznego zapoznania się z aktualną sytuacją finansową i organizacyjną spółki Szpital Barlinek Sp. z o.o., której większościowym udziałowcem jest gmina Barlinek. Potrzeba pilnego zwołania sesji wynika z informacji, które pojawiły się w przestrzeni publicznej, dotyczących wyników kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia oraz nałożenia na spółkę kary finansowej w wysokości 221 475 zł i 38 gr.

Radni wnioskodawcy – wśród których podpisali się radni Rafał Szczepaniak, Jacek Poleszczuk, Cezary Krzyżanowski, Alicja Kowalewska, Katarzyna Jóźwiak, Wojciech Szymaniak, Artur Paluch, Przemysław Bartosik, Anna Zięcina oraz Sylwester Łuczak kładli nacisk na fakt, że jako organ stanowiący zostali odcięci od kluczowej wiedzy o stanie majątkowym i prawnym szpitala, mówiąc, że okoliczności te wymagają przedstawienia radzie miejskiej oficjalnych informacji i dokumentów przez prezesa zarządu spółki Szpital Barlinek oraz burmistrza Barlinka jako organ wykonujący prawa właścicielskie gminy. Celem sesji jest uzyskanie rzetelnych informacji o sytuacji spółki, dokonanie oceny działań podejmowanych przez organy odpowiedzialne za nadzór właścicielski oraz rozważenie podjęcia dalszych działań pozostających w kompetencjach rady miejskiej w Barlinku.

Zwrócono uwagę na rażące opóźnienia w przekazywaniu materiałów. Mimo formalnych wniosków składanych na ręce Burmistrz Barlinka o przekazanie protokołów kontroli NFZ, wystąpień pokontrolnych, zaleceń oraz uchwał Walnego Zgromadzenia Wspólników z dnia 29 czerwca 2026 roku, radni do ostatniej chwili przed sesją nie otrzymali pełnego pakietu dokumentów.

Pielęgniarki mówią przez łzy: „Z kim i czym mamy pracować? Wy widzicie tabelki, my widzimy cierpienie”

Gdy obrady przeszły do punktu obejmującego dyskusję, chłodny, urzędniczy język tabel sprawozdawczych został zderzony z dramatyczną rzeczywistością opisaną przez personel medyczny. Przed mikrofonami stanęły pielęgniarki oraz pracownicy medyczni i pomocniczy, którzy przyszli do sali narad wprost z ciągnących się bez końca dyżurów.

Wystąpienia przedstawicielek personelu były wstrząsającym świadectwem kryzysu humanitarnego i organizacyjnego, jaki trawi barlinecką placówkę. Pielęgniarki wskazywały, że podczas gdy prezes zarządu roztacza wizje wielkich inwestycji, na oddziałach brakuje podstawowych zasobów ludzkich oraz sprzętowych.

– Słuchamy tej prezentacji i nie wierzymy własnym uszom – komentowała.

Jak wskazywała, prezes chwali się nowymi pracowniami, tomografami, rentgenami, a my na oddziałach codziennie zadajemy sobie jedno pytanie: z kim i czym my mamy pracować? Praca w obsadach jedno- lub dwuosobowych na przepełnionych oddziałach to jest stąpanie po cienkim lodzie! To jest bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia naszych pacjentów oraz ogromna odpowiedzialność karna i cywilna, którą zrzuca się wyłącznie na nasze barki! – mówiła jedna z pielęgniarek, wywołując głęboką ciszę na sali.

Pracownice lecznicy zwróciły uwagę na ciągłą presję psychiczną, przemęczenie i ignorowanie ich apeli przez zarząd spółki. Wskazywały, że polityka oszczędnościowa dotyka przede wszystkim najniższych szczebli personelu:

– Wy tu na górze przeliczacie cyfry w tabelkach, mówicie o wykonaniach i nadwykonaniach, a my na dole patrzymy w oczy cierpiącym ludziom i ich rodzinom! Od miesięcy prosimy o uregulowanie spraw kadrowych, o zapewnienie godnych warunków pracy i wypłatę należnych nam świadczeń. Pielęgniarki odchodzą ze szpitala, bo są fizycznie i psychicznie wykończone. Robimy ponadludzkie normy, pracujemy po kilkadziesiąt godzin z rzędu, a w zamian słyszymy tylko, że generujemy koszty. Czy ktoś wreszcie zrozumie, że bez pielęgniarek ten szpital to będą tylko puste ściany?! – wołała pracownica szpitala, nie mogąc powstrzymać łez.

Słowa te wywołały gigantyczne poruszenie na sali. W reakcji na dramatyczny apel personelu, radni oraz licznie przybyli mieszkańcy Barlinka wstali z miejsc – przemówienie pielęgniarki zostało nagrodzone owacją publiczności.

Szczucie grup zawodowych na siebie i milczenie organu nadzoru

W trakcie wielogodzinnej wymiany zdań wyszedł na jaw jeszcze jeden, wyjątkowo destrukcyjny mechanizm funkcjonowania zarządu spółki. Radni oraz przedstawiciele załogi wprost zarzucili prezesowi Łukaszowi Dombkowi, że w odpowiedzi na krytyczne pytania dotyczące braku środków, siatki płac i oszczędności stosuje taktykę socjotechniczną opartą na skłócaniu ze sobą poszczególnych grup pracowniczych.

Wypowiedzi prezesa – zdaniem uczestników debaty – były konstruowane w taki sposób, aby odpowiedzialność za trudną sytuację finansową przesuwać na wynagrodzenia personelu i tworzyć sztuczne konflikty: lekarzy napuszczano na pielęgniarki, personel medyczny na administrację, a pracowników kontraktowych na etatowych.

– Sposób, w jaki prezes odpowiada na pytania o zarobki i brak kadrowy, to cyniczna próba skłócenia środowiska. Kiedy pielęgniarki pytają o podwyżki wynikające z ustawy, sugeruje się, że zabraknie przez to na koszty funkcjonowania innych oddziałów albo na pensje dla lekarzy. To jest celowe napuszczanie ludzi na siebie, budowanie atmosfery wrogości i zrzucanie z zarządu odpowiedzialności za nieudolne gospodarowanie budżetem! – komentowali z oburzeniem mieszkańcy, obserwujący obrady.

Najbardziej uderzający dla obserwatorów sesji był jednak brak jakiejkolwiek reakcji ze strony organu sprawującego bezpośredni nadzór właścicielski spółką. Burmistrz Barlinka, obecna na sali przez całe siedem godzin, w żaden sposób nie mitygowała postawy prezesa, nie podjęła próby obrony skłócanego personelu ani nie odniosła się do etycznej strony zarządzania placówką. Wręcz przeciwnie, w pewnym momencie ujawniała personalia osób, które skarżą się na złe traktowanie w szpitalu, co nie tylko może mieć konsekwencje prawne (naruszenie RODO), ale przede wszystkim odebrane zostało jako forma podsycania konfliktu.

Zamiast tego Burmistrz Barlinka skupiła się na obronie urzędu przed zarzutami proceduralnymi, przenosząc punkt ciężkości dyskusji na niewygodne warunki panujące w sali narad:

Wściekłość poseł Magdaleny Filiks: Bezpardonowa demolka postawy prezesa i organu nadzoru

Prawdziwym wstrząsem tektonicznym dla przebiegu sesji stało się wystąpienie poseł na Sejm RP Magdaleny Filiks. Parlamentarzystka, słysząc zarzuty wobec pracowników ze strony prezesa szpitala, wpadła w uzasadnioną wściekłość. Jej przemówienie było bezpardonowym, niezwykle mocnym atakiem na prezesa Łukasza Dombka:

Posłanka w pierwszej kolejności przypomniała prezesowi, czym jest mandat radnego i jakie są obowiązki organu zarządzającego spółką komunalną finansowaną z pieniędzy podatników:

– To, co pan robi, jest niegodne. Jest pan menedżerem, a nie uczestnikiem targowiska. Oczernia pan kobietę, sugerując, że gdyby otrzymała awans, mówiłaby nieprawdę. Zdaje pan sobie sprawę, jak bardzo jest to nie na miejscu? To mieszkańcy pana zatrudnili. To oni płacą pieniądze po to, aby zarządzał pan tą jednostką (…). Taka jest moja ocena i może być ona niesprawiedliwa, ale od początku tej sesji prezentuje pan wyjątkowo konfrontacyjną postawę. W obecności mediów, radnych i tylu mieszkańców sam pan ten konflikt podsyca. Tak to odbieram. W pana zachowaniu nie widzę chęci wysłuchania tych ludzi (…). Do takiej rozmowy podczas sesji rady miasta w ogóle by nie doszło, gdyby wcześniej rozmawiał pan z tymi ludźmi z szacunkiem. Rada Miasta, pani poseł czy pani burmistrz nie są od rozstrzygania, w jaki sposób były zakładane pampersy. Nie sądzę, aby w powojennej historii Polski odbyła się sesja rady poświęcona przez dwa lata sporowi o to, czy ktoś dobrze, czy źle zmieniał pampersy. Dlaczego radni muszą pytać o dokumenty? Dlaczego dopiero zwołanie sesji było konieczne, aby pokazali państwo bilans spółki i inne dokumenty? Sześć postępowań prokuratorskich również nie bierze się znikąd.

Posłanka Magdalena Filiks skierowała do prezesa spółki słowa, które wywołały poruszenie na całej sali:

– Nie stoję po żadnej ze stron. Nie można ogłaszać sukcesu tylko dlatego, że ma się mniejsze długi, skoro każdego roku nadal są one generowane. Ja wiem, jak to się dla państwa skończy (…). Konflikt personalny trwa już ponad rok, a dziś spotykają się państwo na sesji, aby dyskutować o tym, kto i ile razy zakładał pampersy. Menedżer powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w tym szpitalu. Rozumiem, że zdarzają się trudne sytuacje i konflikty, ale właśnie za rozwiązywanie takich problemów menedżer otrzymuje wynagrodzenie (…). Dzisiaj źle mówi się o Barlinku i to przełoży się na wynik finansowy szpitala, ponieważ pacjenci będą wybierali inne placówki.

Parlamentarzystka zarzuciła również zarządowi i władzom gminy, że zamiast rzetelnej naprawy szpitala uprawiają propagandę sukcesu i „pudrowanie trupa”, podczas gdy lecznica zmierza ku katastrofie.

Sprawa śledztwa prokuratorskiego: Kłamstwo prezesa przyłapane na gorącym uczynku?

Kolejną osią potężnego sporu podczas sesji stały się deklaracje zarządu dotyczące postępowań wyjaśniających prowadzonych przez organy ścigania. Prezes Łukasz Dombek w swoich wypowiedziach stanowczo przekonywał radnych oraz opinię publiczną, że zarząd spółki nie posiadał żadnej wiedzy o toczących się śledztwach czy postępowaniach prokuratorskich, które miałyby dotyczyć nieprawidłowości w funkcjonowaniu szpitala lub zagrażać jego władzom.

To nie jest prawdą. Już wcześniej informowaliśmy, że Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie tragicznego zdarzenia – śmierci pacjentki na terenie lecznicy. Co więcej, w ramach tego postępowania prokuratura dokonała zabezpieczenia dokumentacji medycznej.

Zarzucono prezesowi bezczelne kłamstwo i wprowadzanie Rady Miejskiej w błąd.

Jak prezes zarządu może prosto w oczy mówić radnym i mieszkańcom, że „nic nie wie” o postępowaniach prokuratorskich?! Przecież prokuratura nie wchodzi do szpitala po cichu, nie zabiera dokumentacji medycznej w reklamówce bez wiedzy dyrekcji! Zabezpieczenie dokumentacji po śmierci pacjentki wymaga oficjalnej procedury, wydania postanowienia i podpisania protokołów zdawczo-odbiorczych przez osoby upoważnione przez zarząd! Ktoś te dokumenty śledczym wydał! Mówienie w tej sytuacji na sesji, że zarząd nie ma wiedzy o śledztwach, jest jawnym okłamywaniem rady miejskiej i próbnym zamiatania pod dywan tragedii! – punktowali radni.

Sytuacja finansowa: Milionowe straty, komornicy i rozliczenia z NFZ

W cieniu skandali obyczajowych i politycznych pozostały twarde dane finansowe zaprezentowane przez prezesa Łukasza Dombka, który objął funkcję w 2024 roku po nagłej rezygnacji poprzedniego zarządu. Choć prezes próbował wykazywać trend wzrostowy i stabilizacyjny, liczby zaprezentowane na slajdach rysują obraz spółki na krawędzi wydolności:

  • Narastające straty netto: Za I półrocze 2024 roku spółka wygenerowała straszliwą stratę netto w wysokości 3 714 341,71 zł. Za analogiczny okres w roku kolejnym strata narastająco od stycznia do czerwca wyniosła 3 224 888 zł.
  • Obciążenia egzekucyjne i długi: Prezes przyznał, że gigantyczną część przychodów pożerają koszty przeszłości: „Są to raty od układów ugodowych, są to też koszty obsługi kancelarii komorniczych i wszystko inne związane właśnie z obsługą długu”.
  • Sankcja NFZ i nadwykonania: Odnosząc się do kary w wysokości 221 475,38 zł nałożonej przez NFZ, prezes przekonywał, że spółka próbuje odrobić stratę poprzez zwiększenie świadczeń w Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej (AOS): „Fundusz płaci je w 100% w cyklu kwartalnym […] będę się również starał o kontrakt z Narodowym Funduszem właśnie na tego typu zadanie”.

Prezes omówił również otwarcie nowej Pracowni Diagnostyki Obrazowej wyposażonej w tomograf komputerowy i aparat RTG, wnioskując o nadanie jej imienia zmarłego w miniony weekend dr. Bogusława Wierzbickiego. Inwestycja ta – zdaniem zarządu – ma wyeliminować drogie koszty transportu medycznego pacjentów do miast ościennych.

Komisja Rewizyjna wchodzi do szpitala

Po blisko siedmiu godzinach wycieńczającej dyskusji, wzajemnych oskarżeń i dramatycznych apeli personelu, Rada Miejska w Barlinku przystąpiła do głosowania nad projektem uchwały w sprawie zlecenia Komisji Rewizyjnej przeprowadzenia kontroli doraźnej. Kontrola ma szczegółowo prześwietlić sposób i skuteczność wykonywania nadzoru właścicielskiego nad spółką Szpital Barlinek Sp. z o.o. przez Burmistrza Barlinka.

Kontrola doraźna Komisji Rewizyjnej ma doprowadzić do pełnego ujawnienia dokumentów finansowych i prawnych spółki. Decyzja radnych to wyraźny sygnał, że samorząd Barlinka nie zamierza dłużej akceptować polityki ukrywania faktów, szczucia personelu i braku rzetelnego nadzoru nad gminną ochroną zdrowia.

Co ważne: nie wszyscy radni chcieli kontroli w szpitalu. Przeciwko głosowali Jacek Świercz i Przemysław Bartosik, wstrzymała się od glosowania Paulina Hes. Radni Katarzyna Jóźwiak, Cezary Michalak oraz Tomasz Strychalski byli nieobecni.

Popularne Artykuły