Zamiast odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące funkcjonowania placówki, redakcja „Głos Miasta” otrzymała od Łukasza Dombka, prezesa szpitala w Barlinku dwustronicowe pismo. Znalazło się w nim wszystko: powołania na Prawo Prasowe, przypomnienie o statusie instytucji zaufania publicznego, zapowiedź kroków prawnych. Zabrakło jednego – odniesienia się do faktów opisanych w dotychczasowych publikacjach, opartych nie na plotkach, ale na dokumentach źródłowych, w tym wynikach przeprowadzonej w szpitalu kontroli.
Prezes szpitala tłumaczy odmowę udzielenia odpowiedzi tym, że pytania naszej redakcji zostały wysłane już po publikacji artykułów, co – jego zdaniem – czyni je jedynie „próbą stworzenia wrażenia” dochowania standardów, a nie rzeczywistą chęcią poznania faktów.
To rozumowanie warto rozłożyć na czynniki pierwsze. Wysłanie pytań do instytucji po opublikowaniu materiału opartego na twardych dokumentach jest standardową praktyką dziennikarską – zwłaszcza gdy podstawą tekstu są wyniki kontroli, a nie niepotwierdzone opinie. A tak było w tym przypadku: protokół pokontrolny jest jasny i jesteśmy w jego posiadaniu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by szpital odniósł się do tych ustaleń teraz, przy okazji odpowiedzi na pytania. Zamiast tego prezes woli spierać się o kolejność korespondencji, niż odnieść się do jednego choćby ustalenia zawartego w publikacjach.
Innymi słowy: szpital nie mówi „to nieprawda”, nie mówi „kontrola tego nie wykazała”, nie przedstawia żadnego kontrargumentu wobec konkretów. Mówi wyłącznie: „napisał Pan za późno, więc nie odpowiemy”.
„Instytucja zaufania publicznego” jako tarcza
Drugim filarem pisma jest przypomnienie, że szpital to instytucja zaufania publicznego, a publikacje na jego temat mogą wpływać na bezpieczeństwo pacjentów i reputację pracowników. Argument brzmi poważnie, ale działa dokładnie odwrotnie do intencji, jakie powinna mieć placówka medyczna dbająca o zaufanie publiczne. To właśnie status instytucji zaufania publicznego, finansowanej ze środków publicznych i leczącej mieszkańców regionu, powinien być powodem, dla którego zarząd tym bardziej odnosi się do wyników kontroli, a nie unika tego tematu, chowając się za formalnościami proceduralnymi. Powoływanie się na dobro pacjentów w piśmie, które w praktyce służy uniknięciu odpowiedzi na pytania o wyniki kontroli w tej placówce, trudno uznać za spójne.
A wyniki kontroli nie stawiają szpitala w dobrym świetle – ba – mogą nawet wywołać spostrzeżenie, że w szpitalu dzieje się źle. Tymczasem prezes nie chce się odnieść do pytań, nie wyjaśnia, nie uspokaja, tylko wskazuje, że szpital to instytucja zaufania publicznego… czyli nie wyjaśnia niczego. Szkoda.
Wniosek o informację publiczną jako kolejny wybieg
Prezes zauważa też, że część pytań miała charakter wniosku o udostępnienie informacji publicznej, podlegającego odrębnemu trybowi. To spostrzeżenie może być formalnie zasadne – ale nic nie stało na przeszkodzie, by szpital odpowiedział choćby na tę część pytań, która miała charakter czysto dziennikarski, zamiast wykorzystać tę okoliczność jako kolejny argument za całkowitym milczeniem.
Pismo zamyka zapowiedź, że przyszłe publikacje będą „monitorowane”, a w razie uznania ich za niezweryfikowane lub naruszające dobra osobiste, zarząd zastrzega sobie prawo do kroków prawnych. W sytuacji, w której szpital sam odmawia weryfikacji swoich działań poprzez odniesienie się do faktów, taka zapowiedź brzmi mniej jak troska o rzetelność, a bardziej jak próba odstraszenia od dalszego drążenia tematu.
Panu prezesowi przypominamy: niedawny podpis prezydenta pod ustawą anty-SLAPP otwiera nowy rozdział w ochronie wolności słowa.
Odpowiedź prezesa Szpitala Barlinek nie zawiera ani jednego odniesienia do treści wyników kontroli innych dokumentów, w posiadaniu których jesteśmy, a na których oparte były publikacje „Głosu Miasta”. Zamiast tego koncentruje się wyłącznie na trybie postępowania dziennikarza i możliwych konsekwencjach prawnych dla redakcji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie kwestia rzetelności dziennikarskiej stanowi rzeczywisty problem szpitala, lecz sama treść ustaleń, do których – mimo obszernego pisma – zarząd konsekwentnie nie chce się odnieść.
Redakcja „Głos Miasta” podtrzymuje dotychczasowe ustalenia i pozostaje otwarta na publikację merytorycznego stanowiska szpitala – o ile takie kiedykolwiek zostanie przedstawione. Jednocześnie czytelnikom i mieszkańcom Barlinka obiecujemy, że wyjaśnienie potencjalnych nieprawidłowości w barlineckim szpitalu jest ważne i na pewno tego tematu nie porzucimy.





