środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Promocja Świnoujścia poprzez sport”? Przestańmy się oszukiwać – 815 tysięcy złotych idzie na coś zupełnie innego

Prezydent Miasta Świnoujście zatwierdziła właśnie wybór wykonawcy zadania publicznego opisanego jako „Promocja Miasta Świnoujście poprzez sport”. Zwycięzcą postępowania zostało Stowarzyszenie Morski Klub Sportowy Flota, a kwota kontraktu to 815 tysięcy złotych brutto. Zanim ktokolwiek zacznie klaskać, warto zadać sobie jedno, bardzo niewygodne pytanie: czy to naprawdę jest promocja miasta, czy po prostu finansowanie klubu sportowego pod ładniejszą nazwą w budżecie? W końcu ilu turystów wybrało Świnoujście jako cel wakacji z powodu… piłkarskiej Floty?

Zacznijmy od tego, co nie powinno budzić żadnych kontrowersji. Aktywność fizyczna dzieci i młodzieży to jedna z najlepszych inwestycji, jakie samorząd może zrobić. Ruch to zdrowie, to nawyki na całe życie, to profilaktyka otyłości, wad postawy, problemów psychicznych związanych z siedzącym trybem życia i czasem spędzanym przed ekranem. To wreszcie – co równie ważne – budowanie wspólnoty, uczenie dzieci pracy zespołowej, dyscypliny, radzenia sobie z porażką. Każda złotówka wydana sensownie na dziecięcy sport to złotówka wydana dobrze. Nikt rozsądny nie będzie tego kwestionował.

Problem nie leży więc w tym, że miasto wspiera klub sportowy. Problem leży w tym, jak się to nazywa i jak się to rozlicza.

„Promocja miasta” to fikcja księgowa, nie opis rzeczywistości

Nazwa zadania – „Promocja Miasta Świnoujście poprzez sport” – to sformułowanie, które brzmi profesjonalnie, ale w praktyce jest wygodnym eufemizmem. Bo o jaką promocję właściwie chodzi? Czy klub sportowy z lokalnej ligi realnie promuje miasto poza granicami województwa, przyciąga turystów, buduje rozpoznawalność marki „Świnoujście” w skali kraju czy Europy? Czy może jest to po prostu finansowanie bieżącej działalności klubu – treningów, sprzętu, wyjazdów, wynagrodzeń trenerów – które w innym trybie musiałoby zostać rozliczone jako zwykła dotacja celowa na kulturę fizyczną?

To nie jest pytanie retoryczne. To jest pytanie, które każdy mieszkaniec płacący podatki ma prawo zadać. Bo jeśli chodzi o wsparcie dziecięcego sportu – powiedzmy to wprost, transparentnie, w budżecie jako dotację na sport dzieci i młodzieży. Jeśli chodzi o promocję miasta – rozliczmy to jak promocję: z jasno określonymi wskaźnikami, wynikami, zasięgiem medialnym, liczbą wydarzeń o randze ponadlokalnej. Mieszanie tych dwóch celów w jednym postępowaniu przetargowym nie służy ani sportowi, ani przejrzystości finansów publicznych. Służy wygodzie urzędników, którzy mogą wydać niemal milion złotych bez konieczności precyzyjnego tłumaczenia się, na co dokładnie te pieniądze poszły.

To nie jest wyłącznie spór o semantykę. Sposób, w jaki nazywa się i klasyfikuje wydatek publiczny, ma realne konsekwencje. Zadania z zakresu „promocji” często podlegają innym, luźniejszym zasadom rozliczania efektów niż dotacje celowe na konkretne działania sportowe czy społeczne. Trudniej wtedy zweryfikować, czy pieniądze rzeczywiście trafiły tam, gdzie powinny – na treningi dzieci, sprzęt, obozy sportowe – a nie na koszty administracyjne, wynagrodzenia czy działalność niezwiązaną bezpośrednio z celem, który miasto rzekomo chciało osiągnąć.

Jeśli mieszkańcy Świnoujścia mają zaakceptować wydatek rzędu 815 tysięcy złotych, mają prawo wiedzieć precyzyjnie: ile dzieci skorzysta z tych środków, jakie konkretnie zajęcia zostaną sfinansowane, jaki sprzęt zostanie zakupiony, ile z tej kwoty pójdzie na koszty operacyjne klubu, a ile realnie na dzieciaki trenujące na boisku. Etykieta „promocja miasta poprzez sport” tych odpowiedzi nie daje. Daje za to wygodny parasol ochronny przed pytaniami o szczegóły.

Uczciwość zamiast marketingu

Miasto, które naprawdę chce inwestować w dziecięcy sport, powinno mieć odwagę powiedzieć to wprost – bez owijania w bawełnę marketingowych sformułowań. „Wspieramy sport dzieci, bo to inwestycja w ich zdrowie i przyszłość” brzmi uczciwie i nie wymaga żadnych sztucznych uzasadnień w postaci „promocji”. Tymczasem konstrukcja „promocja miasta poprzez sport” sugeruje coś zupełnie innego – że głównym celem nie są dzieci na boisku, tylko wizerunek gminy. A skoro tak, to należałoby oczekiwać, że przy rozliczeniu tego zadania miasto przedstawi realne dowody promocyjnego efektu, a nie tylko listę wydatków klubu sportowego.

Dopóki tego nie zrobi, trudno oprzeć się wrażeniu, że „promocja” to tylko wygodna etykieta na fakturze – a prawdziwym pytaniem, które powinni zadać radni i mieszkańcy, jest to najprostsze z możliwych: ile z tych 815 tysięcy złotych trafi realnie do dzieci trenujących w Świnoujściu, a ile zniknie w kategorii kosztów, których nikt już nigdy dokładnie nie policzy?

Nie chodzi o atak na Flotę

Nie mamy nic przeciwko Morskiemu Klubowi Sportowemu Flota. To klub z tradycją, rozpoznawalną marką i realnymi osiągnięciami sportowymi. Niemniej Flota to klub profesjonalny – uczestniczący w rozgrywkach ligowych, z ambicjami sportowymi wykraczającymi daleko poza rekreacyjne zajęcia dla dzieciaków z osiedla. Klub o takim profilu powinien budować swój budżet przede wszystkim na sponsorach, biletach, prawach telewizyjnych, transferach i własnej działalności komercyjnej – tak jak robią to profesjonalne kluby sportowe na całym świecie. Owszem, może i powinien liczyć na wsparcie miasta w zakresie pracy z dziećmi i młodzieżą, bo to cel społecznie uzasadniony. Nie powinien natomiast traktować budżetu gminy jako głównego źródła finansowania swojej działalności sportowej najwyższego szczebla. To nie jest rola samorządu i nie tak powinny wyglądać priorytety wydatkowania publicznych pieniędzy.

Świnoujście to miasto, w którym pieniędzy brakuje praktycznie na wszystko – na remonty, na oświatę, na infrastrukturę, na usługi publiczne – i które się przy tym zadłuża. W takiej sytuacji blisko milion złotych to kwota, którą po prostu da się wydać lepiej. Za takie pieniądze można zrealizować prawdziwą, przemyślaną kampanię promocyjną miasta – taką, która realnie przyciągnie turystów, zarówno z Polski, jak i z zagranicy, wygeneruje mierzalny ruch turystyczny, wypełni hotele i restauracje, i faktycznie zbuduje rozpoznawalność Świnoujścia jako destynacji wartej odwiedzenia. Zamiast tego mamy fakturę opisaną jako „promocja”, która w praktyce sprowadza się do finansowania profesjonalnego klubu sportowego. To nie jest wybór między sportem a promocją – to pytanie o to, czy miasto w ogóle stać na luksus mylenia jednego z drugim, skoro każda złotówka wydana nieefektywnie to złotówka odebrana komuś, kto naprawdę jej potrzebuje.

Popularne Artykuły