wtorek, 6 października, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Przylądek Pomerania to szansa nie dla hotelowych sieciówek, a dla pensjonatów i lokalnych przedsiębiorców. Świnoujście już to przerabiało

Kiedy w Świnoujściu ruszała budowa terminalu LNG, miasto przeżyło coś, czego nie dało się zaplanować w żadnej strategii turystycznej: przez kilka lat do miasta napływały setki, a potem tysiące pracowników budowlanych, którzy potrzebowali dachu nad głową – i to przez cały rok, a nie tylko w wakacyjny szczyt sezonu. Teraz, wraz z ruszającą budową Przylądka Pomerania, ten sam mechanizm może się powtórzyć. I – jak pokazało doświadczenie z LNG – to nie wielkie sieciowe hotele z wysokimi cenami skorzystają na tym najbardziej, tylko mniejsi, lokalni przedsiębiorcy: właściciele pensjonatów, małych hoteli i prywatnych kwater.

Historia budowy terminalu gazowego w Świnoujściu jest tu punktem odniesienia nie bez powodu. Jak przypominają lokalne media, w szczytowym momencie realizacji tamtej inwestycji do miasta przyjechały tysiące pracowników zatrudnionych bezpośrednio przy budowie i u podwykonawców. Kwatery pracownicze i prywatne pokoje były wynajmowane na pniu, sklepy miały więcej klientów, restauracje i punkty gastronomiczne zapełniały się gośćmi, a lokalne firmy transportowe, budowlane i usługowe otrzymywały dodatkowe zlecenia. Kluczowe jest to, że te pieniądze zostawały w mieście – trafiały nie do zarządów sieci hotelowych z centralą gdzieś indziej, tylko bezpośrednio do kieszeni właścicieli mieszkań, pensjonatów i małych firm rodzinnych.

To istotna różnica w porównaniu z klasycznym sezonem turystycznym, w którym największe korzyści czerpią zwykle duże, rozpoznawalne obiekty, stać je bowiem na marketing, systemy rezerwacyjne i ceny, jakich mały pensjonat nie jest w stanie ustawić. Pracownik budowy, w przeciwieństwie do turysty szukającego czterogwiazdkowego standardu z widokiem na morze, potrzebuje czegoś zupełnie innego: solidnego, niedrogiego noclegu blisko placu budowy, dostępnego na wiele tygodni lub miesięcy, a nie na jeden urlopowy tydzień.

Perspektywa dłuższa niż plac budowy

Budowa terminalu LNG była jednak inwestycją skończoną w określonym horyzoncie czasowym. Przylądek Pomerania, licząc od pierwszych prac przy drodze technicznej rozpoczętych latem 2026 roku, ma być realizowany przez wiele lat – inwestycja obejmuje utworzenie około 186 hektarów nowego lądu, blisko 3 kilometrów nabrzeży i falochronów oraz basen portowy o głębokości około 17 metrów, z docelową zdolnością przeładunkową rzędu 2 milionów kontenerów TEU rocznie. To przedsięwzięcie warte około 10 miliardów złotych, które w przeciwieństwie do pojedynczego sezonu turystycznego, będzie generować zapotrzebowanie na zakwaterowanie praktycznie non stop, przez cały rok, niezależnie od pogody i wakacyjnego kalendarza.

To właśnie ta cecha, niezależność od sezonu, czyni tę okazję inną i potencjalnie cenniejszą niż zwykły ruch turystyczny. Dla właściciela kilkupokojowego pensjonatu czy prywatnych kwater problemem od zawsze były miesiące jesienno-zimowe, kiedy pokoje stoją puste, a koszty utrzymania budynku trzeba pokrywać z przychodów zarobionych w lipcu i sierpniu. Stały napływ pracowników budowlanych, inżynierów i przedstawicieli firm wykonawczych może wypełnić właśnie te martwe miesiące, dając lokalnym przedsiębiorcom coś, czego turystyka sezonowa nigdy im nie zapewni: przewidywalny, całoroczny dochód.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wątek, który wykracza poza sam okres budowy. Terminal kontenerowy, po uruchomieniu, będzie potrzebował własnej, stałej kadry – pracowników portowych, spedytorów, obsługi technicznej, administracji. Część z tych osób, delegowanych na etapie budowy lub zatrudnianych już z myślą o przyszłej eksploatacji portu, może zdecydować się na dłuższe związanie ze Świnoujściem – wynajem mieszkania na rok lub dwa, zanim zapadnie decyzja o osiedleniu się na stałe, jest naturalnym pierwszym krokiem w takiej sytuacji. Dla lokalnych wynajmujących oznacza to segment klientów zupełnie różny od turysty weekendowego: najemcę długoterminowego, płacącego regularnie, zainteresowanego stabilnością, a nie tylko ceną za dobę.

Co pokazują podobne inwestycje w Europie?

Warto sprawdzić, czy ten sam mechanizm potwierdza się także w innych europejskich miastach portowych, w których realizowano porównywalne co do skali inwestycje. Tu jednak trzeba postawić sprawę uczciwie: twardych, ujednoliconych statystyk, które precyzyjnie pokazywałyby, o ile procent wzrosło obłożenie lokalnych pensjonatów czy liczba wynajmowanych pokoi w trakcie budowy takich obiektów, jest zaskakująco mało. Dostępne są za to dobrze udokumentowane efekty jakościowe.

Dobrym przykładem jest duński Esbjerg, dziś największy w Europie port bazowy dla morskiej energetyki wiatrowej. Rozwój tamtejszego terminala offshore przyciągnął ponad 200 firm i około 10 tysięcy pracowników związanych z całym łańcuchem dostaw – od produkcji, przez transport, po serwis turbin. Miasto, które jeszcze na początku wieku kojarzono głównie z rybołówstwem, w ciągu dwóch dekad przekształciło się w ośrodek nazywany lokalnie „metropolią energetyczną”, z wyraźnym wzrostem liczby mieszkańców i firm usługowych wokół portu.

Inaczej wygląda sytuacja przy budowie tunelu Fehmarnbelt, łączącego Danię z Niemcami pod dnem Bałtyku – to warto przywołać jako uczciwy kontrprzykład. Inwestor, spółka Femern, zamiast liczyć na lokalny rynek noclegowy, sam wybudował dla ekip budowlanych osiedle kontenerowe składające się z 16 budynków i 640 pokoi. To pokazuje, że korzyść dla lokalnych pensjonatów i kwater prywatnych nie jest automatyczna – zależy od tego, czy generalny wykonawca zdecyduje się zapewnić pracownikom zakwaterowanie we własnym zakresie, czy pozostawi tę kwestię otwartemu rynkowi w mieście. W przypadku Świnoujścia podczas budowy terminalu LNG to właśnie lokalny rynek – prywatni wynajmujący, pensjonaty, małe hotele – przejął większość tego zapotrzebowania, co dobrze rokuje również na czas budowy Przylądka Pomerania, choć ostateczny model zakwaterowania ekip budowlanych przy tej konkretnej inwestycji nie jest jeszcze publicznie znany.

Ryzyka, o których nie warto zapominać

Uczciwie trzeba też powiedzieć, że taka szansa nie jest wolna od niepewności. Harmonogram Przylądka Pomerania, jak każdej wielkiej inwestycji infrastrukturalnej, może się wydłużać, a poszczególne etapy realizacji, zwłaszcza wybór wykonawcy części morskiej, zaplanowany na kolejne lata, wpłyną na to, kiedy i w jakiej skali popyt na zakwaterowanie faktycznie się zmaterializuje.

Warto tu przywołać przykład, który pokazuje, jak brutalnie potrafi się skończyć uzależnienie lokalnej gospodarki od jednego dużego inwestora. W szwedzkim Skellefteå budowa gigafabryki baterii Northvolt miała na lata zapewnić miastu dobrobyt, firma zatrudniała tam w szczycie 3 tysiące osób, napędzając lokalny rynek najmu i usług. Kiedy jednak w 2024–2025 roku Northvolt zaczął zwalniać pracowników, a ostatecznie ogłosił upadłość, rynek nieruchomości w Skellefteå załamał się w ciągu kilkunastu miesięcy: mediana czynszu na rynku wtórnym spadła o niemal 50 procent, a liczba dostępnych do wynajęcia mieszkań wzrosła o ponad 700 procent, według danych platformy Qasa. Miasto, które postawiło zbyt wiele na jednego prywatnego inwestora, zapłaciło za to bardzo konkretną cenę.

To jednak scenariusz, którego bezpośrednio przenieść na Świnoujście się nie da – i to jest istotna różnica, którą warto podkreślić. Northvolt był prywatną spółką, uzależnioną od zamówień klientów takich jak BMW czy Scania, od dostępności kapitału inwestycyjnego i od koniunktury na rynku samochodów elektrycznych. Gdy te czynniki zawiodły jednocześnie, firma nie miała żadnej siatki bezpieczeństwa. Przylądek Pomerania to zupełnie inna kategoria inwestycji: strategiczny projekt realizowany z udziałem administracji rządowej o znaczeniu wykraczającym poza sam rachunek biznesowy jednego podmiotu. To również element bezpieczeństwa energetycznego i logistycznego państwa oraz infrastruktura o charakterze dual-use, istotna dla NATO. Tego typu projekt nie zniknie z dnia na dzień tak, jak może zniknąć prywatna fabryka, której inwestor przestał wierzyć w rentowność. Ryzyko harmonogramowe – opóźnienia, przesunięcia etapów – jest realne i warto je uwzględniać w planach biznesowych. Ryzyko całkowitego zniknięcia inwestycji, jak w Skellefteå, jest w tym przypadku niemożliwe.

Lokalny biznes robi więc dobrze, traktując tę perspektywę jako realną, ale rozłożoną w czasie szansę, wymagającą cierpliwości, a nie gwarantowany, natychmiastowy zastrzyk gotówki. Zaskakuje natomiast niechęć lokalnej władzy i wąskiej grupy polityków do tej inwestycji.

Czyj to właściwie interes?

Warto na koniec zadać pytanie, które rzadko pada wprost w dyskusji o Przylądku Pomerania: komu tak naprawdę służy sprzeciw wobec tej inwestycji, jaki od czasu do czasu pojawia się w świnoujskiej polityce lokalnej? Część krytycznych głosów – w tym samej prezydent miasta – dotyczyła konkretnego kształtu realizacji projektu, kwestii środowiskowych czy sposobu prowadzenia konsultacji, i takie zastrzeżenia mają swoje uzasadnienie w standardowej debacie publicznej wokół dużych inwestycji. Ale jeśli wątpliwości, czy częściowa krytyka przechodzi w otwarte jątrzenie przeciwko samej inwestycji jako takiej, bez propozycji alternatywy dla tysięcy miejsc pracy i wielomiesięcznego zapotrzebowania na noclegi, które ona ze sobą niesie, to powinien się już włączyć sygnał alarmowy.

Jeśli bowiem odrzucić scenariusz, w którym budowa portu zewnętrznego napędza lokalny rynek pensjonatów, prywatnych kwater i małych rodzinnych hoteli – tak jak zrobiła to swego czasu budowa terminalu LNG – to co właściwie miałoby zająć jej miejsce? Czy politycy skutecznie blokujący albo opóźniający tę inwestycję mają w zanadrzu inny pomysł na całoroczny, stabilny dochód dla setek drobnych świnoujskich przedsiębiorców noclegowych? Czy raczej licząca się dla nich rzeczywistość to miasto, w którym z czasem zostają już tylko duże, sieciowe hotele – stać je bowiem na przetrwanie bez zastrzyku gotówki, jaki dają wieloletnie inwestycje infrastrukturalne, podczas gdy mniejsi, lokalni właściciele noclegów zostają z pustymi pokojami poza sezonem i coraz mniejszymi szansami na rozwój? To pytanie, na które warto, żeby odpowiedzieli sami krytycy inwestycji – i najlepiej, stojąc twarzą w twarz przed małymi, lokalnymi przedsiębiorcami, dla których Przylądek Pomerania to realna szansa na zarobek, rozwój i możliwość inwestycji, bez oglądania się na dużych hotelarzy zabierających rynek turystów i płacących podatki nie w Świnoujściu, ale gdzieś dalej… w miejscach swoich biznesowych centrali.

Popularne Artykuły