Jeszcze niedawno wróble, gawrony czy jerzyki były nieodłącznym elementem miejskiego krajobrazu. Dziś ich obecność staje się coraz rzadszym zjawiskiem. Choć ich znikanie przebiega niemal niezauważalnie, dane i obserwacje są jednoznaczne – w polskich miastach ubywa ptaków. I to w tempie, które niepokoi nie tylko ornitologów.
Zmniejszająca się liczba miejskich ptaków to efekt splotu kilku czynników – w tym tych najbardziej prozaicznych, jak remonty budynków czy źle zaplanowana zieleń miejska. Gniazdowanie w szczelinach stropów, pod dachami czy w dziuplach drzew to dla wielu gatunków jedyna szansa na rozmnażanie się w miejskich warunkach. Termomodernizacje, zatykanie otworów wentylacyjnych, usuwanie dziuplastych drzew i krzewów powodują, że ptaki tracą miejsca lęgowe. Wróble i szpaki przestają zakładać gniazda tam, gdzie jeszcze dekadę temu było ich pełno.
Do tego dochodzi kwestia dostępu do pożywienia. Koszone do gołej ziemi trawniki, chemizacja środowiska i zanik owadów skutkują tym, że ptaki nie mają czym karmić swoich piskląt. W miastach brakuje też krzewów i zarośli, które były naturalnymi miejscami żerowania oraz schronieniem przed drapieżnikami. Szklane fasady nowoczesnych budynków stają się z kolei śmiertelnymi pułapkami – wiele ptaków ginie, zderzając się z szybami, których nie potrafi dostrzec.
Na liście gatunków zagrożonych wymienia się już nie tylko „dzikie” ptaki łąk i mokradeł, ale też te, które przez dziesięciolecia świetnie radziły sobie w sąsiedztwie człowieka. Gawron, niegdyś jeden z najczęściej spotykanych ptaków w Polsce, dziś traci populację w zastraszającym tempie. Równie źle mają się czajki, turkawki czy słowiki.
Klimat, który się zmienia, dodatkowo potęguje ten kryzys. Coraz cieplejsze zimy, nagłe załamania pogody i nieprzewidywalna wiosna dezorientują ptaki. Nie wiedzą, kiedy rozpocząć lęgi, a brak synchronizacji z dostępnością pożywienia może skończyć się śmiercią młodych. Coraz więcej gatunków rezygnuje z migracji, co zaburza naturalne cykle i ekosystemy nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie.
Pomimo narastających problemów, działania na rzecz ratowania bioróżnorodności w miastach są wciąż niewystarczające. Budki lęgowe pojawiają się sporadycznie, a zieleń miejska jest często traktowana wyłącznie jako element estetyczny, bez uwzględnienia jej roli jako siedliska dla ptaków i innych zwierząt. Koszenie trawników zbyt często, wycinanie starych drzew i brak ochrony naturalnych miejsc gniazdowania świadczą o tym, że ochrona miejskiej fauny pozostaje niskim priorytetem.





