Są w Polsce miejsca, których wartość przyrodniczą trudno podważyć nawet przedstawicielom branży drzewnej. Puszcza Bukowa pod Szczecinem jest właśnie takim przypadkiem – największym i najlepiej zachowanym kompleksem lasów bukowych w kraju, a zdaniem wielu badaczy także jednym z ważniejszych tego typu obszarów w Europie. Mimo to od dwóch lat trwa tu coś, co aktywiści określają jako powtórkę z rozrywki: najpierw uroczyste obietnice ochrony, potem cisza, a na końcu próba powrotu do wycinki, gdy tylko opadnie medialny szum.
Puszcza Bukowa zajmuje ponad 9 tysięcy hektarów wzgórz morenowych tuż przy granicach Szczecina. To miejsce o wyjątkowej różnorodności biologicznej – naukowcy szacują, że żyje tu blisko 1800 gatunków zwierząt, a samą roślinność budują rozmaite odmiany żyznych i kwaśnych buczyn, w tym buczyna pomorska i buczyna źródliskowa. Część drzewostanu liczy sobie ponad 170 lat. Obszar formalnie chroniony jest na kilka sposobów naraz: jako Szczeciński Park Krajobrazowy, jako obszar Natura 2000 „Wzgórza Bukowe” oraz poprzez siedem mniejszych rezerwatów przyrody o łącznej powierzchni około 650 hektarów. Z perspektywy ekologa to jednak ochrona w dużej mierze papierowa – żadna z tych form nie wyklucza prowadzenia tu typowej gospodarki leśnej nastawionej na pozyskanie drewna.
Dla blisko 400-tysięcznego Szczecina puszcza pełni też funkcję, którą trudno przecenić w kategoriach czysto przyrodniczych: jest miejscem codziennego wytchnienia, „zielonymi płucami” aglomeracji i przestrzenią rekreacji dla dziesiątek tysięcy mieszkańców.
Moratorium, które miało być przełomem
W marcu 2024 roku, po latach nacisków ze strony przyrodników i naukowców, doszło do wydarzenia, które ówczesny dyrektor generalny Lasów Państwowych Witold Koss nazwał historycznym przełomem. Na konferencji zorganizowanej w samym sercu puszczy ogłoszono natychmiastowe i bezterminowe wstrzymanie wycinki liściastych drzew powyżej 80. roku życia oraz rezygnację z usuwania martwego drewna z całego obszaru. Dla wielu osób zaangażowanych w wieloletnią walkę o ten las była to chwila, w którą trudno było uwierzyć – tym bardziej że ledwie kilka miesięcy wcześniej Puszcza Bukowa nie trafiła nawet na ministerialną listę lasów objętych ogólnopolskim moratorium na wycinki.
Decyzja z marca 2024 roku nigdy nie miała mocnego umocowania prawnego. Od początku traktowano ją jako rozwiązanie tymczasowe – obowiązujące do czasu zatwierdzenia nowego Planu Urządzenia Lasu dla Nadleśnictwa Gryfino na lata 2027–2036. To właśnie ten dokument, a nie żadna twarda forma ochrony przyrody, miał i ma faktycznie zdecydować o przyszłości najstarszych drzew w puszczy.
Czerwiec 2026: konferencja bez zaproszeń
Dwa lata po ogłoszeniu moratorium, w połowie czerwca 2026 roku, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinie zorganizowała w mieście konferencję poświęconą – jak twierdzą leśnicy – naukowej dyskusji o adaptacji lasów do zmian klimatu. Na wydarzenie nie zaproszono jednak ani mediów, ani organizacji od lat zajmujących się ochroną puszczy, ani nawet przedstawicieli samorządu. Informacja o spotkaniu pojawiła się na stronie internetowej dopiero po jego zakończeniu.
Według relacji osób, które mimo wszystko były na sali, ton wystąpień miał niewiele wspólnego z troską o bioróżnorodność. Prelegenci mówili przede wszystkim językiem gospodarki leśnej – o przyroście masy drzewnej, zasobności drzewostanów i konieczności zmniejszenia ich zagęszczenia, by ograniczyć stres wodny w obliczu coraz częstszych susz. Wiceminister leśnictwa wystąpienie wicedyrektora Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej zapadło w pamięć obecnych szczególnie mocno – padło w nim pytanie, ile jeszcze „Puszcz Białowieskich” Lasy Państwowe są w stanie ekonomicznie utrzymać, co aktywiści odebrali jako jednoznaczny sygnał, że puszcza wciąż jest dla części leśników przede wszystkim zasobem surowca, a nie dobrem przyrodniczym.
Co istotne, ten sam urzędnik odpowiadał wcześniej za politykę wycinkową w Puszczy Białowieskiej, którą Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał za niezgodną z prawem unijnym.
Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinie broni się, twierdząc, że formalnie wciąż podtrzymuje deklarację z marca 2024 roku i że na razie nie zapadła żadna decyzja o wycince starych drzew. Jednocześnie jednak nie kryje, że ostateczny kształt ochrony zależeć będzie od zapisów nowego planu urządzenia lasu – co przyrodnicy interpretują jako wycofywanie się z wcześniejszych ustaleń pod przykrywką procedury planistycznej. Jak ujął to jeden z działaczy klubu, nie są oni przeciwni jakiejkolwiek wycince w puszczy, lecz domagają się, by miejsce o tak wyjątkowej wartości przyrodniczej i społecznej traktowane było w sposób szczególny, a nie jak zwykły las gospodarczy.
Argument o „stresie wodnym” – i dlaczego ekolodzy patrzą na niego z rezerwą
Argumentacja przedstawiona na czerwcowej konferencji – że usuwanie starych drzew zmniejsza konkurencję o wodę i pomaga lasowi przetrwać suszę – nie jest pozbawiona naukowych podstaw w odniesieniu do monokultur iglastych na słabych siedliskach, gdzie nadmierne zagęszczenie rzeczywiście bywa problemem. Mechaniczne przenoszenie tej logiki na wielogatunkowe, wielopiętrowe starodrzewy bukowe budzi już jednak poważne wątpliwości. To właśnie najstarsze drzewa i pozostawione martwe drewno budują w takich lasach zdolność do retencji wody, stabilizują wilgotność gleby i ograniczają erozję. Hydrobiolożka z Uniwersytetu Szczecińskiego, która od trzech dekad bada puszczę, zwraca uwagę, że tam, gdzie prowadzi się wycinki, widać wyraźnie nasiloną erozję – naruszona ściółka jest spłukiwana przez deszcze do potoków, gleba uboży, a las traci zdolność zatrzymywania wody. Innymi słowy: usuwanie starodrzewu w imię walki z suszą może w praktyce tę suszę pogłębiać.
Do tego dochodzi wymiar czysto biologiczny. Stare i obumierające drzewa to siedlisko dla setek gatunków owadów, grzybów, porostów i ptaków, których nie da się zastąpić młodnikiem – to truizm w naukach leśnych, ale wciąż regularnie pomijany w komunikatach uzasadniających kolejne cięcia.
To nie jest odosobniony przypadek
Mechanizm zastosowany wobec Puszczy Bukowej – najpierw głośna obietnica, potem cicha erozja jej zapisów – powtarza się w Polsce z niepokojącą regularnością. W lasach wokół Bielska-Białej rozmowy o nowych rezerwatach kończyły się wejściem pił, zanim ochrona zdążyła wejść w życie. Podobny scenariusz rozegrał się na Madohorze w Beskidzie Małym. Nawet formalne ustanowienie rezerwatu nie zawsze daje pełną gwarancję – Nadleśnictwo Suchedniów, zarządzające świeżo powołanym rezerwatem „Bliżyńskie Lasy Naturalne” (niemal 3 tysiące hektarów cennych lasów bukowo-jodłowych w Górach Świętokrzyskich, objętych ochroną dopiero w maju 2025 roku po latach intensywnej eksploatacji), wystąpiło wkrótce potem o zgodę na usunięcie z jego terenu kilku tysięcy metrów sześciennych drzew uszkodzonych przez wiatr.
Symptomatyczne jest też to, kto bierze udział w takich dyskusjach. Wicedyrektor odpowiedzialny za wcześniejsze wycinki w Puszczy Białowieskiej czy urzędnicy ministerialni sugerujący brak realnego zainteresowania społecznego losem Puszczy Bukowej – mimo setek komentarzy i interwencji mieszkańców – pokazują, że spór nie toczy się wyłącznie o konkretne drzewa, ale o to, kto i w jakim trybie decyduje o lasach uznawanych przez naukę i społeczeństwo za bezcenne.
Wycinka wbrew ludziom?
Najnowsze badanie opinii publicznej, przeprowadzone na zlecenie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, pokazuje, że stanowisko obrońców Puszczy Bukowej ma silne poparcie społeczne. Aż 71 procent badanych uważa, że tworzenie parków narodowych i rezerwatów pozytywnie wpływa na rozwój gmin, na terenie których powstają, a przeciwnego zdania jest zaledwie 5 procent. Dwie trzecie respondentów popiera wyłączenie z wycinki 20 procent najcenniejszych przyrodniczo i społecznie polskich lasów – to zresztą formalna obietnica zapisana w umowie koalicyjnej obecnego rządu. Niemal 60 procent społeczeństwa stawia ochronę przyrody ponad rozwój gospodarczy, nawet jeśli miałoby to oznaczać pewne ograniczenia.
Te liczby trudno pogodzić z argumentem, jakoby los Puszczy Bukowej nie budził powszechnego zainteresowania.
Sprawa Puszczy Bukowej trafiła już pod obrady sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, gdzie przedstawiciele samorządu Szczecina jednoznacznie domagali się prawdziwych konsultacji społecznych, a nie kolejnej decyzji podjętej za zamkniętymi drzwiami. Przedstawiciele Lasów Państwowych i Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie udzielili jednak na razie konkretnych odpowiedzi co do przyszłości lasu.
Z perspektywy ochrony przyrody Puszcza Bukowa od lat wskazywana jest jako naturalny kandydat do trwałej, prawnie silnej formy ochrony – czy to jako park narodowy, czy jako proponowany przez organizacje pozarządowe nowy typ obszaru chronionego, w którym funkcja społeczna i przyrodnicza miałaby realne, a nie tylko deklaratywne pierwszeństwo przed pozyskaniem drewna. Dopóki o losie tak wyjątkowego lasu decydują kolejne, odwracalne plany urządzenia lasu, a nie trwałe instrumenty prawne, każda kolejna „historyczna decyzja” pozostaje tym, czym była dotąd: obietnicą do odwołania.
Warto przy tym zaznaczyć, że argument o braku środków na ochronę przyrody nie wytrzymuje konfrontacji z danymi finansowymi samych Lasów Państwowych, których skumulowany kapitał na koniec 2024 roku sięgał, według bilansów przytaczanych przez organizacje pozarządowe, około 7,8 miliarda złotych – kwoty, która w ciągu zaledwie trzech lat wzrosła o 3,5 miliarda. Pytanie, czy stać Lasy Państwowe na ochronę Puszczy Bukowej, wydaje się więc pytaniem retorycznym. Prawdziwym pytaniem jest, czy stać je na jej utratę.





