W Świnoujściu wiosna jeszcze nie zdążyła na dobre nadejść, a już trafiła pod lupę. I to nie meteorologów, lecz radnego Aleksandra Dmowskiego, który z powagą godną komisji śledczej postanowił sprawdzić, czy przypadkiem wraz z pożegnaniem Marzanny do miasta nie wkrada się… neopogaństwo.
Sprawa jest – jak wynika z interpelacji – poważna. Planowane „Święto Wiosny” ma zawierać elementy budzące niepokój: ogień, gaik, Jaryłę i – co najgroźniejsze – symboliczne rytuały przejścia. A wszystko to w piątek Wielkiego Postu. Zestawienie, które w oczach radnego może stanowić zagrożenie nie tylko dla porządku symbolicznego, ale i dla duchowej równowagi mieszkańców.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że oto wkraczamy na nowy poziom samorządowej czujności. Już nie tylko drogi, śmieci i inwestycje, ale także metafizyka lokalnych wydarzeń trafia pod nadzór. Pytania radnego brzmią jak zapowiedź audytu duchowego: czy konsultowano program z duchownymi? Czy ognisko ma charakter wyłącznie rekreacyjny, czy może jednak rytualny? Czy ktoś przeanalizował ryzyko „symboliczno-duchowego przekazu”?
W tej logice topienie Marzanny przestaje być niewinną zabawą znaną z podstawówki, a zaczyna przypominać operację wysokiego ryzyka, wymagającą – być może – opinii biegłych z zakresu religioznawstwa. Jednocześnie sam radny podkreśla, że nie sprzeciwia się kulturze, tradycji ani folklorowi. Sprzeciw budzi jedynie ich potencjalny „duchowy charakter”. Innymi słowy – tradycja jest w porządku, dopóki nie zacznie za bardzo przypominać… tradycji.
W tle pozostaje pytanie, które wybrzmiewa coraz głośniej: gdzie kończy się troska o wrażliwość mieszkańców, a zaczyna nadinterpretacja rzeczywistości? Bo jeśli ognisko zaczyna wymagać analizy pod kątem rytualnym, to kolejnym krokiem może być kontrola kiełbasek – czy przypadkiem nie noszą znamion ofiary symbolicznej.
Na razie nie wiadomo, czy „Święto Wiosny” zostanie ograniczone, ani czy Marzanna przejdzie procedurę dopuszczenia do użytku publicznego. Jedno jest pewne – w Świnoujściu sezon wiosenny rozpoczął się od debaty, która bardziej przypomina spór o światopogląd niż o program wydarzenia.





