środa, 10 czerwca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

REFERENDUM W NOWOGARDZIE: jednego dnia był wyborcą, drugiego już nie. Sprawa trafia do prokuratury

W Nowogardzie wraca temat referendum w sprawie odwołania burmistrza i rady miejskiej. Tym razem jednak sprawa nie dotyczy tylko samej inicjatywy, ale także wątpliwości wokół danych w Centralnym Rejestrze Wyborców. Jeśli informacje, które od kilku dni krążą w lokalnej społeczności, potwierdzą się, to inicjatywa referendalna może się przełożyć na zarzuty karne dla nowogardzkich urzędników.

Pierwsza próba referendalna miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, mimo zebranych podpisów Komisarz Wyborczy odrzucił wniosek inicjatorów. Zdecydowały względy formalne, część osób, które podpisały się pod inicjatywą, została uznana za tzw. „martwe dusze”.

– Niektóre osoby wpisywały jako adres miejsce zamieszkania, a nie miejsce zameldowani, choć to wciąż mieszkańcy gminy Nowogard, te rozbieżności były jednym z powodów odrzucenia wniosku referendalnego – tłumaczy Dominka Tracz.

Jak skazuje, inicjatorzy maja również podejrzenia, że specjalnie trafiały do nich osoby, które celowo podawały nieprawdziwe dane, w tym pesele nieżyjących lub nieistniejących osób, żeby zdyskredytować inicjatywę.

Po tej nieudanej próbie mieszkańcy postanowili przejść przez proces raz jeszcze. 1 kwietnia grupa inicjatorów ponownie złożyła wniosek referendalny. Jak podkreślają, dokumentacja została przygotowana bez zarzutu – sprawdzono podpisy, zweryfikowano dane, a do wniosku dołączono oficjalny wypis z rejestru wyborców z 31 marca. Wynikało z niego, że wszyscy inicjatorzy spełniają warunki formalne i posiadają prawa wyborcze na terenie gminy.

Kilka dni później pojawił się jednak problem. W piśmie z 7 kwietnia Komisarz Wyborczy wskazał, że jeden z inicjatorów – Łukasz Tracz – nie figuruje już jako wyborca w Nowogardzie. Kluczowa jest tu data: zmiana miała nastąpić 2 kwietnia, a więc już po złożeniu wniosku.

To rodzi pytania o mechanizm działania systemu. Jeszcze dzień wcześniej – według oficjalnego dokumentu – dana osoba widniała w rejestrze. Następnie, w trakcie procedury referendalnej, przestaje być wyborcą. W efekcie wniosek zostaje odrzucony z przyczyn formalnych. Tylko… dlaczego ta jedna osoba nagle zniknęła z rejestru wyborców? Sprawa ma też drugi wymiar – komunikacyjny. Według relacji inicjatorów, informacja o odrzuceniu wniosku bardzo szybko trafiła do mediów. To rodzi pytania o sposób obiegu informacji w urzędzie i selektywność komunikacji. To może oznaczać, że „zagubienie” inicjatora referendum w rejestrze wyborców to nie przypadek, ale celowe działanie.

– Złożyliśmy zawiadomienia do Prokuratury Krajowej – mówi Dominka Tracz.

Dodaje, że stosowne pisma trafiły do Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, czy też do Ministra Cyfryzacji. To ostatnie ma szczególne znaczenie.

– Wnioskujemy o sprawdzenie logów, kto się logował i kto ewentualnie mógł usunąć jednego z inicjatorów referendum z rejestru wyborców – tłumaczy Dominika Tracz.

Niebezpieczny precedens

Sprawa referendum w Nowogardzie zaczyna wykraczać poza lokalny spór polityczny. Coraz częściej pojawia się pytanie o konsekwencje – nie tylko dla samej procedury, ale dla standardów demokratycznych.

Kluczowy problem dotyczy sytuacji, w której osoba figurująca w Centralnym Rejestrze Wyborców – i potwierdzona jako wyborca oficjalnym dokumentem – w ciągu kilku dni traci ten status, już po złożeniu wniosku referendalnego. Taka zmiana, niezależnie od jej przyczyn, ma realny wpływ na przebieg procedury i może prowadzić do jej unieważnienia.

Jeśli tego typu przypadki pozostaną bez wyjaśnienia, a przede wszystkim bez konsekwencji, pojawia się ryzyko stworzenia niebezpiecznego precedensu. Mechanizm jest prosty: wystarczy zakwestionować status jednego z inicjatorów lub uczestników procedury, by zablokować niewygodną inicjatywę obywatelską. W praktyce oznaczałoby to możliwość ingerencji w proces demokratyczny na poziomie administracyjnym.

Nie ma wątpliwości, że rejestr wyborców powinien być narzędziem neutralnym, a jego aktualizacje – przejrzyste i w pełni kontrolowalne. Każda sytuacja, w której zmiana danych wpływa na prawa wyborcze w trakcie trwającej procedury, wymaga szczególnej weryfikacji. W przeciwnym razie podważone zostaje zaufanie do całego systemu wyborczego. W tle pozostaje jeszcze jeden aspekt – potencjalna skala zjawiska. Jeśli podobne działania byłyby możliwe i skuteczne, mogłyby zostać wykorzystane również w innych gminach. Referendum, jako narzędzie kontroli społecznej nad władzą lokalną, przestałoby być realnym mechanizmem, a stałoby się procedurą zależną od decyzji administracyjnych.

To już nie jest wyłącznie kwestia lokalnego konfliktu, ale standardów funkcjonowania państwa. Demokracja opiera się na jasnych zasadach – w tym na pewności praw wyborczych. Sytuacje, w których status wyborcy zmienia się w trakcie procedury, bez czytelnego uzasadnienia, budzą poważne wątpliwości.

Na razie brak oficjalnych wyjaśnień dotyczących tego, dlaczego i na jakiej podstawie doszło do zmiany statusu jednego z inicjatorów w trakcie procedury. Kluczowe pozostaje ustalenie, czy była to rutynowa aktualizacja danych, czy też efekt innych działań administracyjnych.

Sprawa referendalna w Nowogardzie wchodzi więc w kolejny etap – tym razem nie tylko polityczny, ale i proceduralny. Od odpowiedzi na pojawiające się pytania zależy, czy kolejne próby organizacji referendum będą miały szansę powodzenia.

W tej sprawie wysłaliśmy już pytania do władz Nowogardu, czekamy na odpowiedź.

 

Popularne Artykuły