W Świnoujściu coraz częściej mówi się o politycznych napięciach. Spór z radną Dorotą Konkolewską, dyskusja wokół schroniska dla zwierząt, zarzuty o budowanie „układów”, a w tle ogromna państwowa inwestycja – Przylądek Pomerania. Do tego pytania o ceny w mieście, turystów, wpływ samorządu na lokalny rynek i sposób komunikacji urzędu z mieszkańcami. Prezydent Joanna Agatowska w rozmowie z nami odpowiada na zarzuty, komentuje polityczne relacje w radzie miasta i mówi wprost, jak widzi przyszłość Świnoujścia – zarówno jako kurortu, jak i miasta, które musi zmierzyć się z dużymi, przemysłowymi inwestycjami.
Ostatni konflikt z Dorotą Konkolewską pokazał, że trudno będzie w Świnoujściu do politycznej zgody, nie mam wątpliwości, że im bliżej końca kadencji, tym spory będą ostrzejsze. Z którymi politykami w Świnoujściu ma Pani dziś najtrudniejsze relacje – i czy są to konflikty merytoryczne, czy już personalne?
– Pan pyta o konflikt, a ja mówię o rywalizacji, czasem ostrej, ale jednak rywalizacji. Wbrew naiwnym wyobrażeniom o powszechnej zgodzie, która prowadzi do powszechnej szczęśliwości oraz dobrobytu, demokracja to ścieranie się poglądów, wizji i wartości. Różnice zadań są czymś absolutnie naturalnym. Tylko w takich warunkach możliwe jest wypracowanie dobrych rozwiązań. Wyłącznie w autorytarnych warunkach wszyscy uczestnicy debaty publicznej obowiązkowo się ze sobą zgadzają. To już było.
Pani Dorota Konkolewska jest jedną z 21 radnych. Każdy radny rady miasta otrzymał demokratyczny mandat od mieszkańców Świnoujścia. Pani Konkolewska była moją rywalką w wyborach na urząd prezydenta Świnoujścia. Spór, a nawet konflikt był zatem naturalną konsekwencją wyniku wyborczego, ale traktuję go jako część procesu decyzyjnego, o ile dotyczy spraw merytorycznych i służy dobru miasta. Moim celem jako prezydenta Świnoujścia jest przede wszystkim współpraca tam, gdzie jest to możliwe i konsekwentna realizacja programu i wizji, na które zagłosowali mieszkańcy.
Myślę, że radna Dorota Konkolewska weszła w fazę zwykłej rywalizacji politycznej już przed następnymi wyborami, które mają być na wiosnę 2029 roku. Tak bywa.
Czy którykolwiek z konfliktów politycznych przerodził się w próbę osłabienia Pani pozycji, wizerunku lub zaplecza?
– Na to pytanie odpowiedzieć precyzyjnie mogą mieszkańcy, czyli wyborcy. Demokracja opiera się na pluralizmie i konkurencji poglądów. To one podnoszą jakość debaty publicznej. Świnoujście jest dziś zarządzane przez doświadczony zespół, działający na podstawie prawa i jasno określonych kompetencji wynikających z ustaw i uchwał rady miasta. Skupiam się na realizacji zadań i odpowiedzialnym zarządzaniu miastem. Mogę również stwierdzić odpowiedzialnie, że dotychczas żaden spór polityczny nie wpłynął na stabilność funkcjonowania urzędu, ani na ciągłość podejmowanych decyzji.
Nie mam wątpliwości, że słyszała Pani o sobie opinie, że buduje Pani sieć zależności i układów. To prawda?
– Po 22 latach rządów jednego prezydenta naturalnym zjawiskiem są zmiany. Bez względu na to, kto obejmuje urząd. W samorządzie współpracuje się z wieloma partnerami. Na pierwszym miejscu są oczywiście mieszkańcy. Jednak jest też cały katalog partnerów instytucjonalnych. Są firmy, urzędy, służby, radni, organizacje społeczne, przedsiębiorcy etc. Spotykamy się i rozmawiamy z setkami, a może nawet tysiącami osób. Zatem współpracujemy, bo to obowiązek każdego samorządu. Bywa, że niektórzy współpracę mylą z tworzeniem „układu”. To jest jednak ewidentne pomieszanie pojęć.
Decyzje podejmowane w mieście zapadają w ramach prawa, według procedur i są poddawane kontroli. Każdy, kto ma wątpliwości, może to sprawdzić – dokumenty są jawne, konkursy na różne stanowiska są transparentne, a odpowiedzialność jest jasno przypisana. Moim zadaniem jest realizacja programu wyborczego mojego i mojego środowiska społeczno-gospodarczego i nadanie miastu nowej energii. Do tego potrzebni są przede wszystkim zaangażowani partnerzy i cieszę się bardzo, że zmiany, jakie wprowadzamy, są dobrze oceniane. Budujemy też dobre relacje z sektorem organizacji pozarządowych oraz różnych środowisk społecznych do tej pory przez samorząd niedostrzeganych. To proces, który jest trudny. Naturalne jest, że budzi emocje prowadzące do fałszywych wniosków.
Mocno komentowana jest sytuacja schroniska dla zwierząt i powierzenie opieki tej instytucji osobie powiązanej z Pani politycznym zapleczem. Trudno w tym momencie nie odnieść wrażenia, że pogłoski o układach nie są wyssane z palca.
– Ma pan zapewne na myśli radną Beatę Kastrau. Po pierwsze sprawa schroniska była prowadzona zgodnie z obowiązującymi procedurami, czyli w trybie konkursu – tak jak przez wiele poprzednich lat. Konkurs został rozstrzygnięty przez komisję, która została złożona z przedstawicieli różnych środowisk społecznych, w tym też radnych z kilku klubów, a wszystkie formalne wymogi zostały spełnione. Czy pani Kastrau po objęciu mandatu radnego miała zamienić miłość do zwierząt na miłość do samochodów albo fajerwerków? Czy wolno nam było wykluczyć Fundację Animals Przystań Świnoujście z konkursu z tego powodu, że w przeszłości Beata Kastrau była jej prezesem? Pan by tak postąpił? Dla nas najważniejszy jest dobrostan zwierząt i jakość opieki nad nimi. To jest dla miasta priorytetem.
Po drugie, o czym warto przypominać nieustannie w tej dyskusji, która toczy się w mieście, radna Beata Kastrau była zaangażowana w pomoc zwierzętom na długo przed tym, jak została radną. Jestem przekonana, że wyborcy zagłosowali na nią właśnie ze względu na to szczere zaangażowanie. Od jesieni 2024 roku już nie jest ona prezesem fundacji, która wygrała konkurs. Podmiot, który wygrał konkurs, będzie poddany takim samym procedurom kontrolnym jak jego poprzednicy.
Kto dziś realnie ma największy wpływ na decyzje podejmowane wokół Pani – formalnie i nieformalnie? Czy są to osoby, których nazwiska mieszkańcy w ogóle znają?
– Na to pytanie muszę odpowiedzieć stanowczo: decyzje w Świnoujściu podejmowane są przeze mnie jako prezydenta miasta oraz moich zastępców w ramach jasno określonych kompetencji i upoważnień. Proces decyzyjny nie odbiega od standardów obowiązujących w innych samorządach w Polsce i odbywa się zgodnie z prawem oraz zasadami odpowiedzialności publicznej. Mieszkam w mieście od urodzenia i pracuję w Świnoujściu od 24 lat. Czuję się emocjonalnie związana z miastem. To moje miejsce na ziemi.
Wracając do realnej władzy, o którą pan pytał: tę mają mieszkańcy, a ja realizuję ich wolę. Jak to się dzieje? Odbywam dziesiątki, jeśli nie setki spotkań i słucham. Na tej podstawie podejmuję decyzje, które w mojej ocenie są najlepsze. Czasem są one bardzo trudne, ale na końcu to ja ponoszę za nie odpowiedzialność. A zdarza się, że presja szczególnie w social mediach jest ogromna. Z nią też trzeba sobie radzić. Mam nadzieję, że skutecznie próbuje to robić.
Świnoujście, jako miasto, przygotowuje się do budowy Przylądka Pomerania?
– Nie jest to inwestycja realizowana przez samorząd. Miasto nie ma podstaw prawnych do wydawania pieniędzy ze swojego budżetu na to przedsięwzięcie. Jednocześnie uważnie monitorujemy sytuację i zwracamy uwagę przede wszystkim na konieczność uwzględniania głosu mieszkańców, ponieważ skutki tej inwestycji będą odczuwalne przez dekady.
Powiem coś może zaskakującego, ale uznaję, że Świnoujście musi się rozwijać nie tylko jako kurort, uzdrowisko, ale także jako ośrodek przemysłowy, jednak – co podkreślę z całą mocą – z poszanowaniem interesów mieszkańców i korzyściami po stronie przychodów do budżetu miasta oraz minimalizowaniem uciążliwości dla Świnoujścia, głównie jego prawobrzeżnej części.
Czy projekt Przylądka Pomerania stał się dziś bardziej symbolem politycznego sporu niż realnej inwestycji?
– To inwestycja państwowa. Niestety decyzje zapadały w ostatnich latach z pominięciem głosu samorządu. Najpierw był w planie w sumie mały, bo 70-hektarowy wybudowany na Morzu Bałtyckim Głębokowodny Terminal Kontenerowy, teraz minister infrastruktury chce zalądowienia aż 180 hektarów na Morzu Bałtyckim. Budżet Świnoujścia musi mieć z tej inwestycji korzyści nie tylko w postaci 1 miliona złotych rocznie. To jest nie do zaakceptowania.
Dla mnie najważniejsze jest więc, aby dyskusja – niezależnie od jej charakteru – opierała się na faktach, analizach, ale przede wszystkim na poszanowaniu interesów mieszkańców Świnoujścia, miasta i naszych sąsiadów z Międzyzdrojów i Wolina oraz naszego postrzegania tej inwestycji.
Bez względu na poglądy, inwestycja się zrealizuje – przynajmniej obecnie tak to wygląda. A skoro się zrealizuje, miasto, którym Pani zarządza, też będzie musiało reagować. Chociażby profilując lokalną edukację pod potrzeby przyszłego portu. To się stanie?
– Nie wiem, czy inwestycja Przylądek Pomerania zostanie zrealizowana, gdyż decyzją ministra infrastruktury oraz prezesa Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, którzy zrezygnowali z GTK, wszystko zostało cofnięte w zasadzie do początku drogi formalnej. Niezależnie od przyszłości tej inwestycji miasto od lat inwestuje w edukację zawodową naszych uczniów, odpowiadając na potrzeby lokalnego rynku pracy. Pod nadzorem administracji rządowej działa w mieście Zespół Szkół Morskich, kształcący kadry na potrzeby gospodarki morskiej i logistyki. Rozwija się również bardzo szkolnictwo zawodowe realizowane przez WZDZ w zawodach technicznych. Działa Centrum Edukacji Zawodowej i Turystyki, które przygotowuje młodzież do pracy w branży różnorodnych usług turystycznych. W tym roku Świnoujście wraca na mapę miast akademickich. Dzięki Poznańskiej Akademii Medycznej, która otwiera na Warszowie swoją filię w mieście, otwierają się możliwości kształcenia maturzystów na kierunku administracja. Czekamy na decyzję w sprawie pielęgniarstwa, ale szkoła ma również wiele planów dotyczących nauczania policealnego i podyplomowego. Niezależnie od konkretnych inwestycji naszym celem jest elastyczny system edukacji, dający młodym ludziom realne perspektywy znalezienia pracy. Chcemy, by absolwenci tych szkół pozostawali w Świnoujściu i mieli tu godne warunki zatrudnienia.
Coraz częściej słychać też opinie, że turyści omijają Świnoujście z powodu wysokich cen. Czy miasto nie przekroczyło granicy, w której „drogo” zaczyna oznaczać „nie warto”?
– Na pewno jesteśmy w innej kategorii. Warto do nas przyjechać. Dane finansowe pokazują coś wręcz przeciwnego. Z roku na rok rosną wpływy z opłaty uzdrowiskowej, co świadczy o utrzymującym się zainteresowaniu miastem. Świnoujście przyciąga gości nie tylko latem, ale również w pozostałych porach roku. Mamy mroźną zimę, a w mieście widać dużo turystów. Nasza baza hotelowa jest na wysokim poziomie, co doceniają turyści. Rozwija się baza noclegowa dla turystów o mniejszych dochodach, podnoszony jest standard usług i poszerzana oferta. Mamy świetną ofertę gastronomiczną i usługową. Rozwijamy usługi publiczne, organizujemy wiele wydarzeń, które ściągają turystów właśnie do Świnoujścia. To sygnał, że miasto pozostaje konkurencyjne. Uważam, może nieskromnie, że Świnoujście to najbardziej atrakcyjny kurort na polskim wybrzeżu, z największym potencjałem, wynikającym z wyjątkowego położenia w bliskości Niemiec i Skandynawii, obecnie już z bardzo dobrym dojazdem trasą S3.
Czy samorząd ma dziś realny wpływ na politykę cenową miasta, czy raczej stał się zakładnikiem rynku i branży turystycznej?
– Nasz, jako samorządu, wpływ na kształtowanie cen, w tym poziom inflacji, jest nieznaczny lub żaden. Wpływa na nie wiele czynników. Globalne oraz te, za które odpowiada rząd czy Narodowy Bank Polski. Mówiąc wprost: samorząd nie ustala cen w hotelach, restauracjach czy punktach usługowych. I nie powinien tego robić. Naszą rolą jest tworzenie warunków do uczciwej konkurencji, dbanie o infrastrukturę, o wysoką jakość przestrzeni publicznej, o komunikację, ofertę kulturalną i bezpieczeństwo. To wszystko decyduje o tym, czy oferta miasta jest postrzegana jako warta swojej ceny. Rynek jest najlepszym weryfikatorem.
Naszą ambicją jest być stabilnym całorocznym kurortem ze zróżnicowanymi klientami z różnych części Polski i Europy. Nie chcemy być postrzegani jako miasto „tylko pod niemieckiego turystę”, choć nie można zaprzeczyć, że nasi sąsiedzi z zachodu to ważny klient, w tym dla lokalnego handlu. Kiedy czas zaczyna mieć najistotniejsze znaczenie, to właśnie do Świnoujścia jest znacznie bliżej niż do Kołobrzegu czy Sopotu. W promocji Świnoujścia jest dużo do zrobienia, bo zaniedbane zostały działania miękkie w ostatnich latach. Mamy jednak konkretne plany i już działamy.
Co jest większym zagrożeniem: spadek liczby turystów czy zmiana ich struktury na bardziej jednorazową, krótkoterminową i mniej lojalną?
– Obserwujemy stabilny poziom ruchu turystycznego. Świnoujście odwiedzają zarówno osoby przyjeżdżające tu regularnie co roku, jak i te, które są tu okazjonalnie. Najistotniejszą grupę sektorową turystów stanowią kuracjusze, gdyż sanatoria pracują cały rok. Jest wiele powrotów sentymentalnych, np. osób, które przyjeżdżały do Świnoujścia z rodzicami, gdy były małymi dziećmi, a dziś same są rodzicami. Turystyka jest istotnym filarem lokalnej gospodarki i pozostaje najważniejszym źródłem dochodów dla miasta. W samych tylko turystyce i hotelarstwie oraz w usługach pochodnych i zależnych od ruchu turystycznego pracuje bardzo duża grupa mieszkańców, myślę, że połowa. Dużym problemem dla nas jest konkurencja rynku hotelarskiego po niemieckiej stronie. To wywołuje dużą presję płacową na przedsiębiorcach świnoujskich i wpływa też na wysokość cen usług.
Ma Pani za sobą już blisko dwa lata rządów. Czy jest coś, co z perspektywy czasu zrobiłaby Pani inaczej – mimo że wciąż uważa Pani tę decyzję za merytorycznie słuszną?
– Nie. Kierunek, który obraliśmy, jest właściwy, a program wyborczy, z jakim szłam w wyborach, właściwie zdefiniował potrzeby miasta i mieszkańców. Poprzedziła go trzy lata temu analiza ankiet zrobionych wśród mieszkańców, na którą odpowiedziało nam około dwóch tysięcy osób. Doświadczenie jednak uczy, że w przypadku tak istotnej zmiany, jaka dokonała się po 22 latach, tempo zmian musi iść w parze z jeszcze lepszą komunikacją z mieszkańcami. W tym zakresie mój Zespół Biura Informacji i Konsultacji Społecznych zrobił już bardzo dużo, gdyż Świnoujście w końcu prowadzi komunikację na profilach społecznościowych miasta, w tym prezydenta. Spółki i instytucje miasta również unowocześniają sposób komunikacji poprzez profile na Facebooku i bliższy kontakt. Wydajemy biuletyn samorządowy w wersji gazetowej, odbywają się otwarte spotkania z mieszkańcami itd. Mamy jednak kolejne plany z tym związane. Musimy po prostu o naszej pracy opowiadać lepiej i skuteczniej.
Niedługo będą dostępne za pośrednictwem strony internetowej transmisje posiedzeń komisji rady miasta i sesje rady miasta. Zależy mi, aby proces decyzyjny był jak najbardziej transparentny.
Co dla Pani będzie największym wyzwaniem na najbliższe trzy lata?
– Pierwsza część kadencji była w dużej mierze zdeterminowana sprawami „odziedziczonymi” po poprzednikach, w tym sporami prawnymi i dużymi inwestycjami. Sprawami, które były dla nas zaskoczeniem i wymagały podejmowania pod presją czasu czasem niepopularnych decyzji, w tym nieplanowanego wydawania pieniędzy, które szybko musieliśmy znaleźć w budżecie miasta. Teraz skupiamy się na mniejszych, ale równie ważnych projektach – na infrastrukturze, drogach, usługach komunalnych i podnoszeniu jakości usług publicznych. Będziemy koncentrować się na poprawie jakości życia mieszkańców.
Moim priorytetem jest przygotowanie, po ponad pięciu latach braku takiego dokumentu, strategii rozwoju miasta z perspektywą do 2050 roku, przygotowanie Ogólnego Planu Zagospodarowania Przestrzennego i przyjęcie kilku Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego, w tym tych najważniejszych, dla Wyspy Karsibór i Ognicy, ale również mniejszych, jak dla ulicy Krzywej, kwartału ulic Chrobrego, Zdrojowa i Uzdrowiskowa oraz dla Parku Zdrojowego. Chciałabym bardzo rozpocząć planowanie i najlepiej realizację rewitalizacji Basenu Północnego, budowę mola oraz Domu Zdrojowego. To duże wyzwania, gdyż borykamy się z brakiem kadr architektonicznych oraz inwestycyjnych i dlatego te sprawy toczą się wolniej, niż byśmy chcieli. Nie tracimy jednak ducha, że uda się zrealizować wszystkie plany na tę kadencję i kontynuować realizację tych inwestycji w kolejnej kadencji.
Muszę też zapytać o media i urzędników, którzy stwarzają wrażenie funkcjonowania niezależnych mediów. Niemniej łączenie funkcji rzecznika prasowego urzędu, a jednocześnie wydawcy lokalnych mediów, jest co najmniej nieetyczne. Pani to akceptuje?
– Nie jest to prawda. Urząd nie ma rzecznika prasowego, ja również nie zatrudniam osoby, która w moim imieniu komunikuje się z mieszkańcami. Pracownicy urzędu zajmują się komunikacją zewnętrzną w ramach dodatkowych obowiązków służbowych. Odpowiadają na pytania dotyczące dostępu do informacji publicznej, przygotowują i publikują materiały na stronach internetowych miasta oraz przygotowują te materiały również do biuletynu samorządowego, prowadzą konsultacje społeczne i wykonują mnóstwo innych zadań, z których sfera komunikacji to tylko drobna część. Zawsze stoję na stanowisku, że transparentność i jasny podział ról są kluczowe dla zaufania publicznego. Nie widzę żadnego konfliktu w tym, że dwóch moich pracowników prowadzi również działalność gospodarczą poprzez informacyjne strony internetowe. To ich prywatna działalność, którą prowadzą od wielu lat. Prawo tego nie zabrania.
Lokalny rynek medialny, głównie portale internetowe, odzwierciedla wiele punktów widzenia. Jest pluralistyczny, a mieszkańcy mają wybór. To jest jeden z ważnych elementów składających się na to, co określamy demokracją. Natomiast naszym obowiązkiem jest rzetelne informowanie o działaniach miasta. I to właśnie robimy.





