środa, 16 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Siemianowska, Molenda i Jarema nadal radnymi. Radni w Policach stworzyli własną kastę ponad prawem?

Hipokryzja ma to do siebie, że potrafi przybrać wyjątkowo eleganckie szaty, ale na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej w Policach zasłona spadła całkowicie. Głosowanie nad wygaszeniem mandatów trojga radnych – Małgorzaty Siemianowskiej, Jadwigi Molendy oraz Adama Jaremy miało być papierkiem lakmusowym polickiej praworządności. Wyznaczona wcześniej Komisja Doraźna miała zbadać fakty, wyciągnąć wnioski i pokazać, że zasady obowiązują każdego, niezależnie od legitymacji czy układów. Wynik? Wyjątkowy pokaz ponadpodziałowej solidarności, politycznego cynizmu i powrót do najgorszej możliwej zasady: „ręka rękę myje”, której w Policach miało już nie być.

 

Symptomatyczny w całej sprawie jest fakt, jak potraktowano szczegółowe pytania dotyczące relacji majątkowych i finansowych między Gminą Police a Spółdzielnią Mieszkaniową „Odra” – w której przecież władzach lub strukturach zasiadają radni. Pytano wprost i precyzyjnie: czy SM „Odra” korzystała w latach 2024–2026 z gminnych nieruchomości bez tytułu prawnego? Czy naliczano opłaty za bezumowne korzystanie i czy gmina kierowała roszczenia sądowe? Pytano o ewentualne zaległości w czynszach, umorzenia, odroczenia płatności, a także o pełny wykaz umów cywilnoprawnych, dotacji i porozumień między gminą a spółdzielnią.

Jako redakcja dochodziliśmy informacji, czy na gruntach stanowiących własność Spółdzielni Mieszkaniowej „Odra” znajduje się infrastruktura gminna (drogi, sieci, urządzenia), lub odwrotnie, czy na gruntach gminnych znajduje się infrastruktura lub obiekty należące do Spółdzielni, oraz czy ten stan rzeczy jest uregulowany umownie.  Odpowiedź? Głęboka, urzędowa cisza. Gmina na te kluczowe kwestie nie odpowiedziała, a – co najbardziej wymowne – sami radni podczas prac i obrad nie zamierzali w tę stronę dociekać. Brak dążenia do wyjaśnienia, czy gmina nie dopłaca do interesów spółdzielni, czy uregulowano kwestie infrastruktury na nie swoich gruntach i czy nie dochodziło do nielegalnych zwolnień z opłat, nie był przypadkowy. Radni nie dopytywali, bo po prostu nie chcieli wiedzieć. Prawda mogłaby okazać się zbyt niewygodna i zniszczyć z góry przygotowaną narrację o „braku przesłanek” do wygaszenia mandatów.

Ta celowa ślepota stanowi być może najbardziej naganny etycznie element dzisiejszego widowiska. Gdy pytania dotykają strefy bezumownego korzystania z gminnego mienia, służebności przesyłu czy potencjalnych umorzeń długów dla podmiotu powiązanego z radnymi, wybrańcy narodu nagle tracą słuch i wzrok. Bo w polickim samorządzie obowiązuje zasada: im mniej konkretnych odpowiedzi, tym łatwiej udać, że sprawa nie istnieje.

Żaden z mandatów nie został wygaszony. Radni, niczym sprawnie naoliwiona spółdzielnia wzajemnej ochrony, obronili swoich kolegów z ław. Za odmową wygaszenia mandatu Adama Jaremy zagłosowało 16 radnych (brak głosów przeciw), w przypadku Jadwigi Molendy – również 16 radnych (brak głosów przeciw), a przy Małgorzacie Siemianowskiej – 13 radnych było za odmową, przy 4 głosach przeciw. Przekaz, jaki płynie z tej sesji do mieszkańców Polic, jest wręcz bezczelny: jesteśmy ponad prawem.

To nie banalny spór, to ustawa o samorządzie

Głosowanie nie dotyczyło przecież urzędniczych drobnostek czy uchybień formalnych. Sprawa dotyka twardego art. 24f ustawy o samorządzie gminnym, który wprost zakazuje radnym prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia gminy oraz łączenia mandatu z funkcjami czy korzyściami płynącymi z gminnych zasobów.

Oto co znalazło się pod lupą i wokół czego urosły potężne kontrowersje:

Małgorzata Siemianowska: Sprawa uderza bezpośrednio w przejrzystość finansową i etykę sprawowania mandatu. Zarzuty dotyczyły powiązań między prowadzoną działalnością gospodarczą a gminnymi finansami – kluczowym punktem odniesienia stało się zestawienie faktur i przepływów, które wskazują na korzystanie z mienia lub środków będących w dyspozycji gminy. Jednym słowem radni dali dziś wyraźny sygnał, że gminne spółki i gmina Police mogą robić zakupy u radnej. Teraz faktury opiewają na kwotę ponad 10 tys. zł. Za rok może się okazać, że pieniędzy publicznych trafi dziesięć razy tyle, bo radni dziś się na to zgodzili.

Jadwiga Molenda i Adam Jarema: Wokół tej dwójki narosły poważne pytania o łączenie obowiązków radnego z czerpaniem korzyści z majątku gminnego oraz sprawowaniem funkcji w podmiotach wchodzących w relacje majątkowe z gminą Police (sprawa ma szerszy wymiar i dotyka m.in. skomplikowanych i niejasnych relacji prawno-majątkowych pomiędzy gminą a podmiotami zarządzającymi mieniem). Nikt z radnych nie zagłębił się w te relacje, finansowe układy i przepływy pieniędzy.

Zamiast twardego rozliczenia i skierowania spraw na ścieżkę, która oczyściłaby atmosferę, rada uznała, że… „nie ma podstaw” do wygaszania mandatów.

Dwa światy prawa w Policach

Ta decyzja razi w oczy najbardziej, gdy zestawimy ją z tym, jak policki samorząd traktuje zwykłego obywatela. Kiedy przychodzi do decyzji uderzających w mieszkańców, rada nie ma żadnych skrupułów. Prawa ustanawiane w gminie są bezwzględne. Podwyżki podatków i opłat – kiedy gmina podnosi stawki podatku od nieruchomości czy opłat lokalnych, radni uzasadniają to „twardym wymogiem prawa”, „interesem budżetu” i brakiem alternatywy. Mieszkaniec ma płacić i nie dyskutować. Tu nie ma luźnej interpretacji. Podobnie jest chociażby z podjętą uchwałą o nocnej prohibicji. Gdy wprowadza się ograniczenia w sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych, na sztandary wynosi się praworządność, porządek publiczny i moralność. Od lokalnych przedsiębiorców wymaga się bezwzględnego podporządkowania przepisom, a ewentualne uchybienia grożą natychmiastową utratą koncesji.

Gdy sprawa dotyczy szarego podatnika lub lokalnego przedsiębiorcy, prawo w Policach jest jak stal – twarde, precyzyjne i egzekwowane bez mrugnięcia oka i nie ma tu pola do interpretacji przepisów prawa. Kiedy jednak paragrafy zaczynają dotykać radnych Siemianowskiej, Molendy czy Jaremy, ten sam twardy przepis nagle staje się „sprawą nieoczywistą”, podatną na miękkie interpretacje i wymagającą pobłażliwości. Można wręcz zapytać: czy prawo dotyczy w Policach każdego?

Odmowa wygaszenia mandatów to przyzwolenie na działalność, która w oczach wielu mieszkańców pozostaje wątpliwa prawnie i bezsprzecznie naganna etycznie. Dzisiejszą decyzją radni pokazali, że w Policach obowiązują dwie taryfy. Jedna dla „zwykłych ludzi”, od których wymaga się bezwzględnego respektowania uchwał, i druga – dla radnych, których chroni immunitet kolesiostwa.

Teraz należy się spodziewać jedynej reakcji, na jaką stać ten układ. Po publikacji naszego redakcyjnego komentarza na lokalnych forach i w mediach społecznościowych z pewnością „odpalą się” trolle powiązane z politykami skupionymi wokół burmistrza. Anonimowo lub pod fałszywymi profilami wyleją falę pomyj, próbując wyśmiać prawo, podważyć sens zadawanych pytań i zdeprecjonować każdego, kto w ogóle ma odwagę mówić o praworządności w Policach. To stały i wyjątkowo tani mechanizm: gdy brakuje twardych argumentów prawnych i odwagi, by stanąć z podniesioną przyłbicą, zasłania się ich agresywnym ujadaniem w sieci. Wyśmiewanie zasad, które sami ustanawiają, stało się dla nich najlepszą obroną – tyle że mieszkańcy doskonale już wiedzą, kto pociąga za te sznurki i z jakiego powodu w komentarzach robi się tak głośno.

Popularne Artykuły